Komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji ma w piątek ogłosić decyzję ws. warszawskiej nieruchomości przy ul. Noakowskiego 16. Prawa do części tej nieruchomości w 2003 r. nabył m.in. mąż prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz, Andrzej. Był on przesłuchiwany przez komisję 5 grudnia.

Jaki był pytany w piątek w radiowej Jedynce, czy będzie wnioskował o to, by ludzie, którzy wzbogacili się na nielegalnie przejętej kamienicy przy ulicy Noakowskiego 16 oddali pieniądze, które na niej zarobili.

"Oczywiście decyzję podejmie komisja, ale ja przyjdę dzisiaj z rekomendacją, że ludzie, którzy niesłusznie uzyskali pieniądze - zresztą na gigantycznej ludzkiej krzywdzie - powinni te pieniądze zwrócić" - powiedział Jaki.

Reklama

Według niego w naszym kraju nigdy nie było tak, że trzeba było oddawać skradzione majątki. "Nasza instytucja jest pierwszą taką komisją, która po prostu każe zwracać ukradzione majątki. A w przypadku Noakowskiego pamiętajcie państwo, że mówimy o jednym z takim najochydniejszych przestępstw" - zaznaczył Jaki.

Dopytywany, co będzie w przypadku, gdy zapadnie decyzja, by oddano te pieniądze, Jaki powiedział, że "jeżeli ta decyzja stanie się ostateczną, to wtedy wystawiam tytuł wykonawczy i natychmiast zajmujemy pieniądze na kontach osób, które niesłusznie dorobiły się tego majątku".

W jego ocenie to, co robi komisja w sprawie reprywatyzacji kamienic w Warszawie "to prawdziwa walka o sprawiedliwą i uczciwą Polskę. O taką Polskę, o której wiele osób marzyło".

Zdaniem przewodniczącego komisji weryfikacyjnej Warszawa jest 10 lat "do tyłu" w inwestycjach. "Myśmy stracili dekadę inwestycji w stolicy dlatego, że te pieniądze, które mogły być przeznaczone na inwestycje(...), zostały oddane mafii reprywatyzacyjnej. To jest jest coś (...) nieprawdopodobnego" - podkreślił Jaki.

Dodał, że oprócz tego, że oddawano nieruchomości, to wypłacano jeszcze odszkodowania za bezumowne korzystanie z tych nieruchomości. "My dostaliśmy ostatnio odpowiedź, że w przeciągu kilku ostatnich lat Hanna Gronkiewicz-Waltz w tym zakresie wypłaciła 1,5 mld złotych" - zaznaczył wiceminister sprawiedliwości.

"Nawet jeżeli większość Warszawy stanowią zwolennicy liberalno-lewicowi, to jestem przekonany, że chociażby za to gigantyczne złodziejstwo, na które pozwoliła Platforma Obywatelska, należy im się po prostu czerwona kartka" - podkreślił Jaki.

Przedwojennymi właścicielami kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 były osoby pochodzenia żydowskiego, które zginęły w czasie II wojny światowej. W 1945 r. Leon Kalinowski, wraz z Leszkiem Wiśniewskim i Janem Wierzbickim, zaczął posługiwać się w warszawskich urzędach antydatowanym na czas sprzed wojny pełnomocnictwem właścicieli do dysponowania przez niego ich nieruchomością; miał on sfałszować akt notarialny i wypisy z niego. Dzięki temu Kalinowski sprzedał kamienicę Romanowi Kępskiemu (wujowi Andrzeja Waltza) i Zygmuntowi Szczechowiczowi. Potem okazało się, że wojnę przeżyła Maria Oppenheim, żona jednego z dawnych właścicieli, która wykazała oszustwo. Pod koniec lat 40. Kalinowski został skazany na więzienie. Sąd unieważnił też wtedy pełnomocnictwa, którymi się posługiwał.

Po wydaniu "dekretu Bieruta" Kępski i Szczechowicz wszczęli - jako pokrzywdzeni przez dekret - postępowanie o ustanowienie prawa własności czasowej gruntu pod kamienicą, czego odmówiono im w 1952 r. W 2001 r. Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło orzeczenie z 1952 r. W 2003 r. prezydent m.st. Warszawy ustanowił prawo użytkowania wieczystego nieruchomości na rzecz kilkunastu spadkobierców Kępskiego i Szczechowicza, w tym - Andrzeja Waltza i jego córki. W 2007 r. 91 proc. udziału kamienicy nabyła od nich Fenix Group.

>>> Czytaj też: Jaki: Ustawa reprywatyzacyjna musi wejść w życie w 2018 r.