"Chciałbym, bo sam jestem nauczycielem z ponad 20-letnim stażem, aby ta podwyżka była jeszcze wyższa, niż w tej chwili, ale możliwości budżetowe są takie, jakie są. I tak, po raz pierwszy od kilku lat nauczyciele otrzymali podwyżki. Jak będzie tylko możliwość, to będziemy myśleli o zwiększeniu tej kwoty" - tak na krytykę ze strony PO odpowiedział w rozmowie z PAP wiceszef sejmowej komisji edukacji, nauki i młodzieży Dariusz Piontkowski (PiS).

Minister edukacji Anna Zalewska ogłosiła we wtorek, że rząd rozpoczyna "systematyczne podwyżki" dla nauczycieli - w ciągu trzech lat ich wynagrodzenia wzrosną o 15,8 proc. Zgodnie z podpisanym we wtorek przez szefową MEN rozporządzeniem minimalne wynagrodzenie zasadnicze nauczycieli, w zależności od stopnia awansu zawodowego, wzrośnie od 123 do 168 zł brutto.

Do zapowiedzi szefowej MEN odnieśli się w środę politycy Platformy Obywatelskiej. B. wiceminister edukacji Urszula Augustyn podkreśliła na konferencji prasowej, że dobrze wykształcony, z odpowiednim stażem i na najwyższym stopniu awansu zawodowego nauczyciel rocznie zarabia w Polsce niepełne 40 tys. zł brutto. "Jak bardzo łatwo obliczyć, ta kwota jest zaledwie połową tego, co jednorazowo wypłaciła sobie, czy też otrzymała od swojej szefowej, pani minister Zalewska" - dodała posłanka PO.

Reklama

Jak mówiła, teraz szefowa MEN proponuje nauczycielom około 100-złotowe podwyżki. "I to ma być ta podwyżka, którą zapowiadała bardzo szumnie przez dwa lata. (Zalewska) zapomniała powiedzieć, że zabrała nauczycielom wszelkiego rodzaju świadczenia, które mieli do tej pory, a więc dodatek mieszkaniowy, dodatek na zagospodarowanie i inne dodatki, z których nauczyciele mogli korzystać i dzisiaj ich nie mają" - zaznaczyła Augustyn.

Pytała też skąd mają pochodzić środki na obiecane podwyżki. "Okazuje się bowiem, że pani minister nie doszacowała liczby nauczycieli, nie przeliczyła tego poprawnie i samorządowcy nie mają pieniędzy na wypłacenie nawet tych skromnych podwyżek" - dodała posłanka PO.

Zastanawiała się też, czy minister Zalewska w ogóle ceni pracę nauczycieli. "Skoro ministrom (ówczesnego rządu Beaty Szydło) należały się podwyżki za ciężką pracę, to znaczy, że nauczyciele nie pracują ciężko, albo przynajmniej tak widzi to minister Zalewska, oferując im od 100 do 200 złotych podwyżki brutto, na dodatek bez pokrycia finansowego. Traktuje ich w sposób skandaliczny, upokarzający" - oceniła Augustyn.

Rzecznik PO Jan Grabiec dowodził, że w podobnej sytuacji są inni pracownicy budżetówki. "Większość pracowników budżetówki w ostatnich dwóch latach słyszało, że nie będzie podwyżek - dla nauczycieli i w wielu zawodach, które są uzależnione od budżetu państwa" - powiedział Grabiec. On również wytknął rządzącym, iż znaleźli pieniądze na nagrody dla swych ministrów, natomiast nie mają środków na podwyżki dla pracowników sfery budżetowej.

Piontkowski zwrócił w rozmowie z PAP uwagę, że w ciągu kolejnych lat kwota podwyżek dla nauczycieli ma wzrosnąć, aż do 15,8 proc. Wytknął też Platformie, że ta, w czasie swych rządów, również przyznawała swym urzędnikom nagrody i to o wiele wyższe niż te, które otrzymali ministrowie rządu Beaty Szydło.

W grudniu ubiegłego roku poseł PO Krzysztof Brejza zwrócił się z interpelacją w sprawie nagród przyznanych członkom Rady Ministrów. W odpowiedzi wiceszef kancelarii premiera Paweł Szrot zamieścił tabelę z łącznymi kwotami nagród brutto dla poszczególnych ministrów w 2017 r. Wynika z niej, że nagrody otrzymało 21 konstytucyjnych ministrów (od 65 100 zł rocznie do 82 100 zł), 12 ministrów w KPRM (od 36 900 zł rocznie do 59 400 zł) oraz b. premier Beata Szydło (65 100 zł). Minister edukacji Anna Zalewska otrzymała ok. 75 tys. złotych.

>>> Czytaj też: Rząd chce poprawić aktywizację bezrobotnych. Oto najważniejsze zmiany