:Nie półżartem, serio! Zachodzisz do jawnego bandyty, a on: „Proszę księdza, przybili mi tę grupę! Ten z Mokotowa mnie wrobił”.
Przestępczą. I ja wiem, że on jest z grupy przestępczej, wszyscy wiedzą. I co? Będzie wmawiał, że niewinny.
Jak już nie mają wyjścia i zostaną złapani na gorącym uczynku, ale i wtedy kręcą. Jeden taki trzy osoby zabił po pijaku, a mnie gorąco przekonuje, że tylko troszkę wypił i aferę zrobili, a żadnego wypadku by nie było, gdyby ten debil przed nim dobrze jechał. I w ogóle, gdyby na tej drodze nikt nie jechał, to nie byłoby problemu.
A trzy osoby, małżeństwo z dzieckiem, zginęły. My, ludzie, mamy taką zdolność kłamania, okłamywania siebie, że nawet sobie nie wyobrażasz.
Kiedy tam wchodzisz, nie widzisz mordercy, tylko człowieka, który martwi się, że żona dawno nie pisze, że córka o nim zapomniała, że mama jest chora. Facet, który poćwiartował kobietę, przeżywał niedawno, że rodzice się kłócą.
No ale ty widzisz w nim człowieka, bo to jest człowiek.
Jest, ale nie rozmawiasz z nim o tym, co strasznego zrobił.
O czym tu mamy rozmawiać? Ja wiem, co on zrobił, i on wie, że ja wiem, to oczywiste.
Trudno w więzieniu powiedzieć, że ktoś się naprawdę zmienił. Więzienie to miejsce odgrywania ról i bardzo wielu chłopaków cały czas gra. Nagle widzisz, że ktoś jest bardzo pobożny i przysięga ci, że to autentyczne, ale to można łatwo zweryfikować.
>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.
