Tajemnice piłkarskiej szatni. Wywiad z byłym reprezentantem Polski

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
16 czerwca 2018, 12:15
stadion FC Liverpool
stadion FC Liverpool/Wikimedia Commons
- Obecny trener jest spokojny, przemawia. Ale kiedyś zawsze czekaliśmy na moment, w którym huknie Artur Boruc, był w tym świetny. Albo Tomasz Hajto. O, wtedy się działo - mówi w wywiadzie dla DGP były reprezentant Polski w piłce nożnej Sebastian Mila.

Oby.

Ale to nie znaczy, że wygrają.

Oczywiście, że nie, tu kluczowa będzie motywacja, to, co się dzieje w głowach piłkarzy.

Adam Nawałka – a wiem to, bo u niego grałem – ma niesamowite przemowy, wzbudza w każdym dumę z Polski. Mówi tak, że czujesz się dumnym Polakiem, reprezentantem kraju.

Tego się nie da powtórzyć, to coś w rodzaju: „Panowie, cała Polska jest z wami, kibice w was wierzą. Musicie zagrać tak, żeby spełnić swoje marzenia, by dumne były wasze rodziny, ale pamiętajcie, że nie gracie tylko dla siebie i dla nich. Patrzy na was cały kraj, ludzie was potrzebują”. Kiedy ja to mówię, brzmi to banalnie, ale trener jest przy tym tak przekonujący, że człowiek chce natychmiast wstać i walczyć.

Za Polskę. To bardzo na wszystkich działa.

Nie, trener Nawałka nigdy tego nie robił. Owszem, w szatni, zawodnicy między sobą…

Podejrzewam, że Robert Lewandowski, Kuba Błaszczykowski czy Kamil Glik będą zagrzewać do walki.

Zawsze czekaliśmy na moment, w którym huknie Artur Boruc, on był w tym świetny. Potrafił ryknąć: „Dawać, k…, jedziemy z nimi!” albo i grzeczniej: „Panowie, razem, trzymamy się!”. Aż ciarki szły po plecach.

O nie, bardzo żywiołowy był Tomek Hajto.

(śmiech) No tak, „Gianni” w takich chwilach był niezastąpiony. To on krzyczał: „K…, nap…, nie odstawiamy nogi! Nie ma, że słabsza kość pęka!”. Nie przebierał w słowach i miał posłuch w drużynie.

Każdy ma swoją metodę. Trener Nawałka ma te patriotyczne przemowy, a na przykład Paweł Janas był bardzo spokojny, opanowany. Tu nie było żadnej wielkiej ekspresji, od tego miał piłkarzy.

On na spokojnie tłumaczył, co mamy robić, jak grać.

Ryszard Tarasiewicz w Śląsku Wrocław mówił: „Panowie, my jesteśmy tak przygotowani, że kierownik jutro wysyła pismo do PZPN, żebyśmy grali po dwa mecze w weekend”. Albo żeby poprawić nam nastrój przed meczem z drużyną, która była faworytem, wymienił ich najlepszych piłkarzy, ale tylko siedmiu. Spojrzał na nas i spytał; „No, panowie, z siedmioma nie wygracie?”.

Wtedy się nie śmialiśmy, ale w ten sposób trener budował w nas psychologiczną przewagę. Był przy tym bardzo grzeczny, kulturalny, mówił „panowie”.

>>> Polecamy: Dlaczego kochamy zakupy? [WYWIAD]

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj