Były sędzia TK: Reforma była konieczna, należało ryzykować

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
5 lipca 2018, 20:00
Wiesław Johann
Wiesław Johann/PAP
Tłumy przed SN mnie nie poruszają, bo tam przychodzą ludzie, którzy protestują przeciw tej władzy w każdej sprawie. Ja w tym nie widzę siły społecznej - mówi w rozmowie z Piotrem Zarembą, Wiesław Johann, były sędzia Trybunału Konstytucyjnego.

Nowej rady nie chcę oceniać, bo jej jeszcze dobrze nie poznałem. Po pierwszych spotkaniach mogę powiedzieć tyle, że nowa rola jest trudna dla jej członków.

Nie podoba mi się infamia, jaką się ich obejmuje. Są wyraźne plusy tego rozwiązania. Pojawiła się wśród nowych członków KRS większa liczba sędziów rejonowych, a wcześniej był tylko jeden. To swoista demokratyzacja, także uzupełnienie zbiorowej refleksji rady o nowe doświadczenie. A co z tego wyniknie? Powtórzę coś, co panu niespecjalnie się podoba: po owocach ich poznamy. Ja, żeby sformułować ostateczną ocenę, wolę trochę zaczekać.

Rozmawiajmy szczerze: ja nie byłem tą zmianą zachwycony. Ale tak zdecydował parlament, a ja prawo szanuję. Ale może nowy mechanizm będzie funkcjonował lepiej niż poprzedni? Można było odnieść wrażenie, że do tej pory o decyzjach czy sędziowskich rekomendacjach nadmiernie decydowały nieformalne związki wewnątrz sędziowskiego środowiska – co zresztą jest naturalne. Chociaż ja się temu przypatrywałem z pewnej odległości, jako adwokat czy członek Trybunału Konstytucyjnego. Na razie mogę powiedzieć tyle, że bardzo mi się podoba nowy przewodniczący KRS. Jest z prowincji, to bardzo dobrze. To człowiek bardzo obowiązkowy, świetnie przygotowany. A ja próbuję być obiektywny. Powiedziałem prezydentowi, kiedy mi proponował miejsce w KRS: będę przemawiał własnym głosem. Zgodził się na to.

Raziło mnie, naturalnie. Uważam jawność życia publicznego za naczelną wartość. I mówię to otwarcie. Powoływano się na prawo do prywatności. Art. 61 konstytucji daje każdemu prawo do informacji o działalności organów publicznych. Tego to ja uczę studentów.

Zakładam, że parlamentarna większość kieruje się interesem państwa. Równie ważne jak domniemanie konstytucyjności jest dla mnie domniemanie dobrej wiary. Ufam, że celem jest sprawność sądownictwa. Na razie są protesty, w sądach krakowskim czy warszawskim, co mnie razi.

To pytanie do socjologa, ja nie rozumiem tego środowiskowego oportunizmu.

Może. Ale tłumy przed SN mnie nie poruszają, bo tam przychodzą ludzie, którzy protestują przeciw tej władzy w każdej sprawie. Ja w tym nie widzę siły społecznej. To trochę jak z sądowym wyrokiem. Ktoś przegrał sprawę i od razu uważa, że sędzia został przekupiony.

Proszę o następne pytanie. Jako były sędzia TK nie powinienem się w ogóle wypowiadać.

W tej konkretnej sytuacji, po zmianach dokonanych przez PO pod koniec kadencji, parlament miał prawo uchylić swoją uchwałę, zastępując ją inną.

O tym nie będę się wypowiadał. Status apolitycznego sędziego trybunału w stanie spoczynku ma swoje prawa.

W ludzkim wymiarze nie dostrzegam tej przepaści. Z ludźmi krytycznymi wobec zmian, o których z panem rozmawiamy, nadal umiem znaleźć wspólny język. Z poprzednią KRS pracowało mi się świetnie. Zarazem moje kontakty z innymi prawnikami są ograniczone.

Odrzucam te oskarżenia. Reforma była konieczna, nie jestem pewien wszystkich jest skutków, ale należało ryzykować.

>>> Czytaj też: Kaczyński o "buncie" w SN: akcja skazana na "sromotną klęskę"

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj