Wyrażając przekonanie, że żadne z wyzwań, przed którymi stoi Europa, a szczególnie wyzwanie imigracyjne, nie może być podjęte w izolacji, Macron uznał, że „prawdziwe rozwiązanie może nastąpić tylko we współpracy europejskiej”.

Po czym stwierdził, że „zapewne nie każdy z 28 narodów, z których składa się Unia, będzie posuwać się z równą mocą i w równym tempie”. „W łonie tej Europy – kontynuował – Francja występuje z jasnym projektem, projektem Europy suwerennej, bardziej zjednoczonej i bardziej demokratycznej, projektem, który przejęty będzie przez koalicję woli i ambicji, i który nie będzie paraliżowany jednomyślnością, braną przez niektórych, nielicznych, na zakładnika”.

Te fragmenty przemówienia, wygłoszonego w Pałacu Królewskim w Wersalu do Kongresu, czyli zebranych razem obu izb parlamentu, uznane zostały przez uczestników debat w radiu France Info i BFMtv za potwierdzanie tego, że prezydent Francji dąży do Unii o „różnych prędkościach” czy też „zmiennej geometrii”.

Reklama

W analizie europejskiej części przemówienia Jean-Pierre Robin we wtorkowym "Le Figaro" przyznaje, że przez rok sprawowania władzy prezydent wykazywał się błyskotliwością. "Musi jednak przyznać, że (w kwestiach europejskich) wciąż jest w tym samym punkcie i odczuwalne zmiany są raczej wątłe" - czytamy.

Nawiązując do przeprowadzonego przez prezydenta podziału w Europie na "postępowców i nacjonalistów", Robin zwraca uwagę, że "cała trudność zadania tkwi w tym", by współpracowały ze sobą zarówno rządy uznawane za nacjonalistyczne, jak i te postępowe. "Dotyczy to również strefy euro" - podkreślił.

"Macron ratuje Europę, Niemcy będą musiały płacić" – przypomina dziennikarz "Le Figaro" tytuł, jakim wybór Macrona witał hamburski tygodnik "Der Spiegel". "Jak dotychczas Emmanuel Macron nie może wcielić się w rolę zbawcy Europy, gdyż Niemcy nie są gotowe do płacenia" – podsumowuje komentarz Robin.

Bardzo na ogół przychylny prezydentowi dziennik "Le Monde" przypomniał o rozdźwięku między deklaracjami prezydenta Francji a jego polityką imigracyjną, która według autora komentarza charakteryzuje się brakiem solidarności z Grecją i Włochami, na które spada największy ciężar przyjmowania uchodźców.

Podział na nacjonalistów i postępowców zadowala natomiast przywódczynię skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (dawniej Frontu Narodowego) Marine Le Pen. Przyznając to w komentarzu tuż po przemówieniu prezydenta, Le Pen podział ten przeniosła na grunt francuski, zapowiadając: w przyszłorocznych wyborach europejskich "będziemy my przeciw niemu", "narodowcy przeciw kosmopolitom".

Większość interpretacji i analiz przemówienia skupiała się na zdaniu, w którym Macron przyznał, że nie jest wszechmocny. Komentatorzy zastanawiali się, czy jest to wyraz pokory, czy też manewr mający złagodzić obraz "prezydenta bogaczy", "dalekiego od trosk Francuzów".

"Takie zarzuty, widoczne w sondażach mnożą się ostatnio nie tylko w szeregach opozycji, co jest oczywiste, ale również wśród większości prezydenckiej" - pisze komentator dziennika "Le Monde".

>>> Czytaj też: Niepewna przyszłość Europy bez granic. Czy strefa Schengen jest zagrożona?