Łódź ze 190 migrantami na pokładzie przepłynęła w środę przez maltańską strefę poszukiwawczo-ratowniczą (SAR), ale według władz w La Valletcie ludzie na pokładzie odmówili pomocy i kontynuowali podróż na Lampedusę - podaje agencja AFP.

Następnie w nocy ze środy na czwartek zajął się nimi statek "Diciotti" włoskiej Straży Przybrzeżnej, który w trybie pilnym ewakuował 13 osób do szpitala na Lampedusie. Ale od czwartku wieczora reszta migrantów czeka u wybrzeży Lampedusy na pozwolenie, żeby zejść na ląd.

W lipcu statek "Diciotti", wysłany do monitorowania z odległości 450 migrantów stłoczonych na kutrze rybackim pomiędzy Lampedusą a Maltą, przejął ich, podczas gdy rząd prosił, by czekali na odebranie przez Maltę.

Reklama

"Jesteśmy marynarzami, włoskimi marynarzami. Mamy za sobą 2000 lat takich działań (...)" - powiedział kilka dni później dowódca Straży Przybrzeżnej, admirał Giovanni Pettorino, nie odnosząc się bezpośrednio do tego incydentu.

450 migrantów pozostało trzy dni na pokładzie "Diciotti" do momentu aż wicepremier i szef włoskiego MSZ Matteo Salvini pozwolił im wpłynąć do portu na Sycylii po otrzymaniu zapewnienia, że inne kraje europejskie przyjmą cześć z tej grupy imigrantów.

Jednocześnie w ostatnich tygodniach kilka statków organizacji pozarządowych wpłynęło do portów na Malcie, zostawiając tam migrantów, w następstwie zawarcia umowy o dystrybucji migrantów.

Według włoskich mediów minister spraw zagranicznych Enzo Moavero Milanesi rozpoczął rozmowy z innymi krajami europejskimi w celu znalezienia podobnego rozwiązania.