Przedstawiony w poniedziałek przez Biuro Wysokiego Komisarza NZ ds. Uchodźców (UNHCR) raport pokazuje, że tylko w pierwszej połowie tego roku ponad 1600 osób zginęło lub zaginęło, próbując dotrzeć do Europy.

Całkowita liczba migrantów starających się przedostać na Stary Kontynent spadła, natomiast liczba tych, którzy przypłacili próby życiem, wzrosła gwałtownie, zwłaszcza jeśli chodzi o tych próbujących przeprawić się przez Morze Śródziemne. Na szlaku w jego centralnej części życie traciła lub zaginęła co 18. osoba. W 2017 r. proporcja ta wynosiła 1 do 42. Jednocześnie liczba migrantów przybywających do Włoch centralnym szlakiem Morza Śródziemnego w lipcu wyniosła ok. 1,9 tys. - o 83 proc. mniej niż w lipcu 2017 r.

"Ten raport jeszcze raz potwierdza, że Morze Śródziemne jest najbardziej śmiercionośną trasą. Podczas gdy liczba osób przybywających do Europy spada, nie chodzi już o to, czy Europa może dać sobie z nimi radę, ale o to, czy może zmobilizować ludzkość, aby ratować życie" - oświadczył dyrektor UNHCR na Europę Pascale Moreau.

Reklama

W ostatnich miesiącach UNHCR razem z Międzynarodową Organizacją ds. Migracji (IOM) apelowały o regionalne podejście do ratowania i sprowadzania na ląd osób znajdujących się w niebezpieczeństwie na Morzu Śródziemnym.

Choć liderzy unijni jeszcze w czerwcu uzgodnili, że powinny powstać centra do wysadzania na ląd uratowanych w tym akwenie, w rzeczywistości niewiele się zmieniło. Dodatkowo nowe władze włoskie nie chcą przyjmować w swoich portach statków z migrantami uratowanymi na morzu, utrudniając działanie organizacjom pomocowym.

Komisja Europejska, odnosząc się do raportu, zapewniła, że ratowanie istnień ludzkich jest jej priorytetem. "Operacje UE przyczyniły się do uratowania na Morzu Śródziemnym ponad 630 tys. osób od 2015 r. Podczas gdy robimy co w naszej mocy, aby ratować życie, dostrzegamy też śmierć i to jest oczywiście coś, nad czym ubolewamy" - powiedziała na konferencji prasowej w Brukseli rzeczniczka KE Tove Ernst.

Jak dodała, to nie polityka UE jest powodem tych tragedii, lecz niebezpieczny model biznesowy opracowany przez przemytników, którzy żerują na ludzkim niedostatku i narażają ludzi na niebezpieczeństwo.

"Zamiast się oskarżać, powinniśmy pracować razem, żeby z tym skończyć. To oznacza, że powinniśmy zwiększyć operacje poszukiwawczo-ratunkowe po obu stronach Morza Śródziemnego, jak również zapewniać bezpieczne miejsca do wysadzania z pokładu uratowanych ludzi" - wskazała rzeczniczka.

Włochy chcą, by państwa UE rotacyjnie otwierały swoje porty dla statków ratujących migrantów. W ubiegłym tygodniu kwestia funkcjonowania unijnej operacji Sophia, w ramach której zwalcza się przemyt i ratuje migrantów, była omawiana na nieformalnym spotkaniu unijnych ministrów obrony w Wiedniu. Nie ustalono jednak konkretnych zmian. Jak relacjonowała szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini, wszystkie kraje opowiedziały się za kontynuowaniem misji.

Spór między państwami członkowskimi w sprawie wysadzania na ląd migrantów jest daleki od zażegnania. Gdy w sierpniu władze w Rzymie zdecydowały o zamknięciu drogi na ląd dla migrantów z włoskiej jednostki Straży Przybrzeżnej Diciotti, państw UE nie udało się nakłonić do gestu solidarności i przyjęcia uciekinierów. Gotowość przyjęcia po 20 osób wyraziły jedynie Irlandia i będąca poza UE Albania.

Inne państwa basenu Morza Śródziemnego nie palą się do oferowania pomocy Włochom, bo same borykają się z problemami. Na przykład z danych MSW w Madrycie wynika, że w tym roku nielegalnie do Hiszpanii dostało się 29,6 tys. migrantów, czyli ponad dwa razy więcej niż w okresie styczeń-lipiec 2017 roku.

Dla migrantów mniej bezpieczne niż w poprzednim roku są również drogi lądowe. Do tej pory zarejestrowano 78 przypadków śmiertelnych na szlakach lądowych i granicach państw europejskich. W tym samym okresie przed 12 miesiącami było 45 ofiar.