Znikomy wzrost gospodarczy w krajach rozwiniętych determinowany jest tempem pozyskiwania siły roboczej oraz rozwoju postępu technicznego. Przyrost demograficzny osiąga niespotykanie dotąd niskie wartości w świecie gospodarek rozwiniętych – jednym z najszybciej starzejących się krajów w Europie jest Polska.

Zjawisko wiąże się z czynnikami społeczno-ekonomicznymi, takimi jak wzrost popularności metod planowania rodziny, zmiana modelu życia, rozwój ubezpieczeń społecznych oraz wzrost zamożności społeczeństwa (zgodnie z teorią Beckera, następuje wtedy zmniejszenie liczby potomstwa z korzyścią dla jego „jakości”). W tych okolicznościach jedynym czynnikiem będącym w stanie pobudzić gospodarkę do wzrostu, a zarazem wpłynąć korzystnie na poziom życia, jest postęp techniczny.

Jednak przeciętny wzrost TFP (Total Factor Productivity – miara postępu technicznego) w krajach rozwiniętych znajduje się poniżej jakiegokolwiek poziomu osiąganego na przestrzeni ostatnich 60 lat, a przez ostatnią dekadę wynosił niemal zero i według niektórych ekonomistów, takich jak R. Gordon i H. Chang, brak perspektyw na zmianę tej tendencji.

Wskaźniki obu determinant wzrostu gospodarczego kształtują się na historycznie niskim poziomie, co po pierwsze sprawia, że przyszły wzrost gospodarczy staje pod znakiem zapytania, a po drugie – skłania do postawienia hipotezy o ich wzajemnym powiązaniu. Gdyby starzejąca się struktura demograficzna negatywnie wpływała na postęp techniczny, perspektywy przyszłego wzrostu rysowałyby się jeszcze bardziej pesymistycznie. Sprzężenie zwrotne czyniłoby bardzo trudnym, niemal niewykonalnym, wyjście z takiego impasu i konieczne byłoby poszukiwanie nowych rozwiązań.

Wpływ starzenia się społeczeństwa na gospodarkę i system emerytalny przez kanał wzrostu gospodarczego (old-age dependency ratio) został gruntownie przebadany w literaturze. Mniej pracujących wśród populacji o stałej wielkości oznacza mniejszy PKB per capita. Ponadto zgodnie z teorią cyklu życia zmniejszą się oszczędności w gospodarce, co zahamuje inwestycje. W połączeniu z rosnącymi wydatkami państwa na emerytury i zdrowie, spowoduje to zwiększony nacisk na finanse publiczne i wzrost długu publicznego, a co za tym idzie, zmniejszoną odporność gospodarki na wstrząsy.

Zmiana struktury demograficznej społeczeństwa oddziaływać może na gospodarkę także poprzez inne kanały, w tym przez starzenie się siły roboczej (ujemnie wpływające na produktywność). Istnieje w tym zakresie wiele prac analizujących zagadnienie na poziomie mikro (jednostek lub firm), wnioski z których warto byłoby uogólnić na poziom całej gospodarki (takich badań nie ma jednak zbyt wiele). Mniejsza zagregowana produktywność w gospodarce na skutek starzenia się siły roboczej oznaczałaby istnienie niekorzystnego sprzężenia zwrotnego między dwoma determinantami wzrostu gospodarczego.

Wyniki badań empirycznych wskazują, że zależność między wiekiem a produktywnością jest nieliniowa (kwadratowa). Wraz ze wzrostem liczby przepracowanych lat można wyodrębnić efekt pozytywny (akumulacja doświadczenia) oraz negatywny (deprecjacja i dezaktualizacja wiedzy, trudniejsza adaptacja i przekwalifikowywanie się, spadek sprawności fizycznej i umysłowej).

Szczególnie warto przyjrzeć się badaniom dotyczącym branż generujących innowacje pamiętając, że to od ich rozwoju zależy postęp techniczny w modelach neoklasycznego wzrostu.

Średnia wieku wynalazców w USA wynosi około 48 lat, a menedżerów, którzy wprowadzają rozwiązania innowacyjne – 40 lat (wraz z wiekiem obniża się skłonność do ryzyka).

Wpływ starzenia się społeczeństwa na branże związane z innowacjami jest zatem silniejszy w porównaniu z pozostałymi dziedzinami gospodarki, co dodatkowo pogłębia spadek TFP. Aiyar et al., a także Adler et al. kwantyfikują wpływ starzejącej się siły roboczej na postęp techniczny na poziomie całej gospodarki. Zgodnie z ich estymacją, TFP będzie się obniżało średnio od 0,2do 0,5 pkt. procentowego każdego roku. Są to imponujące wyniki, gdyż przewidywany roczny wzrost TFP w Europie to tylko 1 proc.

Zarówno dane statystyczne, jak i literatura wydają się potwierdzać tezę o zależności postępu technicznego od struktury demograficznej. Prowadzi to do obaw o nieco malthusiańskim zabarwieniu, że być może źródła dotychczasowego wzrostu się wyczerpują. W związku z tym koniecznym byłoby poszukiwanie remedium na stagnacyjną gospodarkę w nowym wydaniu (a być może nawet przeformułowanie obecnej teorii wzrostu). Ayiar et al. proponują następujące rozwiązania: zwiększenie wydatków na badania i rozwój, zmniejszenie klina podatkowego, wprowadzenie aktywnych polityk rynku pracy, zwiększenie dostępności służby zdrowia (podano w kolejności od najbardziej łagodzącej konsekwencje starzenia, wszystkie były statystycznie istotne).

Wydaje się jednak, że największe efekty mogą przynieść działania nakierowane na edukację, a także zwiększenie wydatków na nią – chociaż powinno to pełnić rolę komplementarną, a nie być celem samym w sobie – już od najwcześniejszych etapów. Chodzi o to, by system edukacji mógł zapewnić nie tylko kompetencje potrzebne na współczesnym rynku pracy, ale także wspierał ich samodzielne zdobywanie. Zapewniłoby to większe dostosowanie pracobiorcy do rynku, który już dzisiaj wymaga umiejętności sprawnego przekwalifikowywania się, w szczególności dotyczy to starszych pracowników, którym to ten proces przychodzi relatywnie trudniej.

Mimo iż zasób siły roboczej będzie się nieubłaganie kurczyć, to za pomocą odpowiednio sprofilowanej edukacji można wpłynąć na jego strukturę.

Niewykluczone, że w celu utrzymania obecnego poziomu jakości życia potrzebne będzie wydłużenie czasu pracy. Oczekiwana długość życia na przestrzeni ostatnich lat wzrosła, a wiek emerytalny pozostał niezmieniony – pracujemy więc krócej na coraz dłuższy okres emerytury. W związku z tym pożądanym może być stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego, w połączeniu z zachęcaniem do pracy seniorów. Wydaje się także, że akumulacja kapitału i inwestycje w nowe technologie mogłyby choć po części zrekompensować spadającą produktywność pracowników.

Autor: Agata Skorupka, jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej (na kierunku Ekonomia) i Uniwersytetu Warszawskiego (na kierunku Prawo), a także kandydatką na studia doktoranckie w Kolegium Analiz Ekonomicznych w Szkole Głównej Handlowej.