Polska i Litwa będą chronić Unię przed epidemią ze Wschodu

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
9 października 2018, 08:00
Białoruś
Białoruś/ShutterStock
Polska wspólnie z Litwą stworzy katalog działań i niezbędnych inwestycji , które mają powstrzymać napływ osób zakaźnie chorych.

W Unii Europejskiej nie ma dziś jednolitych zasad postępowania w zakresie profilaktyki chorób zakaźnych, a rośnie groźba powrotu tych, które wydawały się raz na zawsze wyeliminowane. Powody są dwa: ruchy antyszczepionkowe oraz migracje.

Za pracą przyjeżdża coraz więcej osób ze Wschodu, gdzie na dobre wróciły odra czy gruźlica. Komisja Europejska uznała, że w tej sytuacji trzeba zwiększyć ochronę, co oznacza wypracowanie bardziej restrykcyjnych zasad przekraczania przez przybyszów zewnętrznych granic. Przede wszystkim jednak wspólne standardy dla wszystkich państw Wspólnoty.

Jak tłumaczy w rozmowie z DGP Izabela Kucharska, zastępca głównego inspektora sanitarnego, celem projektu KE jest określenie kryteriów, które muszą zostać spełnione na przejściach granicznych, aby były zakwalifikowane jako bezpieczne. – W praktyce oznacza to wypracowanie metod postępowania w momencie, gdy na granicy pojawi się osoba z podejrzeniem choroby zakaźnej, czyli gorączkująca lub brocząca krwią – mówi.

Jak wyjaśnia, muszą być wówczas na miejscu stworzone warunki do czasowej izolacji pacjenta, bez konieczności przewożenia go w głąb kraju, zapewniona też musi być stała opieka lekarza. – Jasno określone powinny też zostać reguły, kiedy takiej osobie można odmówić wjazdu na obszar UE – wymienia. Obecnie, jak podkreśla Jarosław Pinkas, główny inspektor sanitarny (GIS), nie ma takich wytycznych.

Dlaczego Polska i Litwa mają się zająć projektem? Odpowiedź jest prosta – jesteśmy na pierwszej linii frontu. Nasz kraj to granica Unii dla obywateli ze Wschodu. Pierwszy etap prac ma polegać na przeglądzie przejść lądowych – pieszych i kolejowych – pod kątem zabezpieczenia przed chorobami zakaźnymi. Następnie Państwowy Zakład Higieny we współpracy z GIS oraz litewskimi partnerami wypracują kryteria, które docelowo zostaną wprowadzone w całej Europie. Kiedy to się stanie i jak zaawansowane są prace, polskie służby nie chcą na razie mówić.

Eksperci przyznają, że rośnie grupa nieszczepionych dzieci, nie tylko w Polsce, ale w całej Unii Europejskiej. I dlatego Unia musi być przygotowana na nagły wybuch albo ryzyko epidemii przy pojawieniu się ogniska. To, że epidemia jest realnym zagrożeniem, wskazują tegoroczne przypadki z Polski, które opisaliśmy w DGP. Tylko latem w kilku zakładach pracy pojawiły się ogniska odry, właśnie z powodu przyjazdu pracowników z Ukrainy, gdzie jest ona coraz bardziej powszechna. W ciągu trzech dni trzeba było zaszczepić nawet 900 osób, żeby nie dopuścić do rozprzestrzenienia się choroby. Mimo tego nie uniknięto przypadków zachorowania.

Na Ukrainie sytuacja zdrowotna jest bardzo niebezpieczna. Od sierpnia 2017 r. władze walczą z wysoką zachorowalnością na odrę (głównie w położonych blisko polskiej granicy obwodach iwanofrankiwskim i zakarpackim). Władze w Kijowie od miesięcy prowadzą zakrojoną na szeroką skalę akcję szczepień preparatami kupowanymi za pośrednictwem UNICEF-u.

Rozpoczęcie prac nad jednolitymi zasadami ochrony nie oznacza, że obecnie granice nie są strzeżone. Każdy kraj ma jednak swoje zasady postępowania. – W Polsce Straż Graniczna działa według zaleceń GIS – tłumaczy ppor. SG Agnieszka Golias, rzecznik prasowy Komendy Głównej Straży Granicznej. I dodaje, że tak było, gdy w Europie szalała ptasia czy świńska grypa.

– Otrzymaliśmy wówczas wytyczne, jak odprawiać pasażerów na granicy. Na lądowej pojawiły się specjalne maty dezynfekujące. Z kolei w portach lotniczych rozdawaliśmy ulotki z informacją, jak postępować, gdy pojawią się pierwsze oznaki choroby – opowiada rzeczniczka prasowa. Wskazuje na przepisy, które mają chronić obywateli przed chorobami zakaźnymi z zewnątrz. Mowa o art. 28 ustawy o cudzoziemcach, który wyraźnie wskazuje, kiedy można odmówić obcokrajowcowi przekroczenia polskiej granicy. Ma to miejsce, gdy jego wjazd lub pobyt mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego. Jednocześnie minister zdrowia określa katalog chorób, które mogą stanowić podstawę tej odmowy.

– Nie decydujemy jednak o tym sami. Gdy mamy podejrzenie co do stanu zdrowia danej osoby, wzywamy specjalistów z granicznej stacji sanitarno-epidemiologicznej. Jesteśmy takim pierwszym filtrem – podkreśla.

Lekarze broniący antyszczepionkowców złamali kodeks etyki lekarskiej

>>> Czytaj też: Odra przypływa ze Wschodu. Kto zapłaci za szczepienia imigrantów?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj