Długo się pan musiał męczyć w tym TVN.

Nie, bo nie pracowałem w „Faktach”. Dziś Polska w „Faktach” jest malowana na czarno: przeprowadzono zamach na demokrację i szaleje dyktatura. Z kolei w „Wiadomościach” wszystko jest różowe, słoneczne i kwitnie. Tymczasem Polska nie jest ani taka, ani taka i dlatego w moim interesie jest stworzenie telewizji pomiędzy tymi dwoma równoległymi światami.

Zygmunt Solorz ma poważne biznesy, potrzebuje życzliwości rządu, dlatego zakłada kanał Polsat Rodzina, w którym będzie transmitował msze, a w Polsacie będzie życzliwy dla władzy. Każdej władzy.

To jest oczywista oczywistość, że każdy biznesmen ma swoje interesy, ale ja nie umówiłem się na pracę w jego dziale PR, tylko w telewizji. Rozmawiałem w Polsacie z prezydentem, premierem, liderami opozycji i nikt ze stacji nie dyktował mi pytań, jakie mam im zadać.

Chce mi pan powiedzieć, że będzie symetrystą?

Będę chciał ważyć racje, bo nie jestem funkcjonariuszem żadnej partii, ale nie lubię określenia symetrysta. A poza tym, co to jest symetryzm?

W naszym zawodzie to zachowanie równego dystansu, w sumie normalność.

Właśnie! Wyjął mi pan to z ust, to normalność. Moją robotą jest rozmawianie z delikwentem, czasem dociskanie go do ściany, wyciągnięcie od niego, co można, ale nie mordowanie go.

>>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP