Tekst pochodzi ze specjalnego wydania DGP "Nie ma przyszłości bez przedsiębiorczości"

W tym roku minęło 56 lat, od kiedy założyłem swój pierwszy zakład cukierniczy. Prowadząc biznes przez te wszystkie lata, napotykałem na swojej drodze wiele szans, które udało się wykorzystać, ale też niezliczoną liczbę przeszkód, które należało pokonać. Nie bez znaczenia były warunki polityczne, które tak kiedyś, jak i teraz, warunkowały funkcjonowanie prywatnych przedsiębiorstw.

To prawda, że w czasach PRL prowadzenie biznesu, zwłaszcza w branży spożywczej, wyglądało zupełnie inaczej. Sytuacja rynkowa sprzyjała wówczas producentom – popyt przewyższał podaż, dzięki czemu ze zbytem produktów nie było najmniejszego kłopotu. Niemałym wyzwaniem było za to zdobycie surowców potrzebnych do produkcji lodów – brakowało mleka, cukru, a zdobycie bardziej wyszukanych składników, na przykład bakalii, czekolady czy owoców egzotycznych graniczyło z cudem. Ekipy rządzące zmieniały się. Raz były przyjazne rzemieślnikom, innym razem znacznie utrudniały im życie. Kiedy nadeszły zmiany ustrojowe, dzięki którym rynek otworzył się na zagranicę, nastała nowa rzeczywistość, do której musieliśmy się szybko dostosować. Pokonywaliśmy wtedy z rodziną ponad 100 tys. km rocznie, odwiedzając miasteczka we Włoszech w poszukiwaniu opakowań, artykułów reklamowych, a nawet maszyn do produkcji. Chcieliśmy konkurować z zagranicznymi firmami lodami, które są jeszcze wyższej jakości, jeszcze smaczniejsze, a w dodatku są nasze, polskie.

Trzeba mieć jakieś zasady. Moją – niezależnie od zmieniających się czasów i otoczenia – była ta, która kazała mi budować swoje firmy, nie korzystając z pomocy państwa ani funduszy zewnętrznych. Jako człowiek wychowany w etosie sumiennej pracy na swoim i z własnych środków, cierpliwie i konsekwentnie rozwijałem biznes w oparciu o wypracowywany dochód.

Dziś funkcjonujemy na zupełnie innym rynku. Nie brakuje surowców, urządzeń produkcyjnych, usług dla producentów, nie ma problemu z finansowaniem. Wyzwaniem jest sprostanie coraz większej konkurencji. My od lat konsekwentnie konkurujemy jakością, stosowaniem tradycyjnych receptur i rzemieślniczych metod produkcji. Do naszych lodów i ciast kupujemy składniki takie jak śmietanka kremówka, jaja, truskawki, maliny, jabłka czy gruszki tylko od sprawdzonych, polskich dostawców. Wiele prac, jak obieranie i krojenie owoców czy selekcjonowanie bakalii, wykonujemy ręcznie. Te starania doceniają konsumenci, którzy z roku na rok coraz chętniej sięgają po nasze produkty. W wyniku starannie i konsekwentnie realizowanej strategii rozwoju od kilku lat jesteśmy najbardziej rozpoznawalną firmą rodzinną w Polsce, posiadamy największą sieć lodziarnio-kawiarni dającą pracę setkom pracowników, sprostaliśmy silnej międzynarodowej konkurencji, stając się najlepszą marką na rynku lodów familijnych.

Jednak nie tylko konkurencja warunkuje funkcjonowanie firmy na rynku. Dziś producenci muszą sprostać również zmieniającym się warunkom gospodarczym i politycznym. Prowadzenie przedsiębiorstwa wymaga stabilnych warunków zewnętrznych, bez nagłych zmian przepisów czy podatków. W biznesie planuje się inwestycje na kilka lat do przodu z założeniem, że drastyczne i gwałtowne zmiany nie nastąpią z dnia na dzień. Tymczasem właśnie w takiej niepewnej rzeczywistości przyszło nam funkcjonować. Ta niepewność powoduje niepokój przedsiębiorców i zwiększoną ostrożność, a nawet zachowawczość w działaniach. Nie rozwinęlibyśmy marki Grycan – Lody od pokoleń w tak szybkim tempie, gdyby nie odważne posunięcia. W obecnych warunkach pewnie nie działałbym z takim impetem z obaw o to, co będzie jutro. My, przedsiębiorcy, nie jesteśmy wymagający – chcemy pracować, rozwijać ofertę, płacić podatki w kraju, dawać miejsca pracy i budować polską gospodarkę.

Dla mnie siłą napędową do dalszej pracy, niezależnie od panujących warunków, jest rodzina i możliwość dzielenia się sukcesami z najbliższymi. Prowadzenie biznesu cukierniczego to u nas rodzinna tradycja. Cukiernikami byli mój dziadek i ojciec, rodzice założyli pierwszą w powojennym Wrocławiu lodziarnię. Ja prowadzę swoją działalność biznesową w tej branży już od ponad pół wieku i ciągle chce mi się rozwijać. Dlaczego? Zawsze byłem aktywny i pracowity, ale także czułem ogromną odpowiedzialność za kontunuowanie rodzinnych tradycji, za dziedzictwo cukiernicze i za nazwisko Grycan, które zobowiązuje. Dziś wspólnie z żoną i córkami konsekwentnie rozwijamy firmę i markę, którą sygnujemy własnym nazwiskiem. Robimy to z myślą o kolejnych pokoleniach, chcemy pozostawić ją w jak najlepszej kondycji dla naszych dzieci, aby te mogły ją dalej budować na podwalinach, które stworzyliśmy. Córki były od początku zaangażowane w tworzenie marki Grycan – Lody od pokoleń, ale gdy wybierały kierunek studiów, miały pełną dowolność. Magda wybrała romanistykę na UW i realizuje się w pracy naukowej. Małgosia zawsze miała biznesowe zacięcie, ukończyła studia z zarządzania na SGH i ma olbrzymi wkład w budowę firmy. Mimo że zawsze chciałem dać moim dzieciom wolność, to po cichu liczyłem na to, że któraś z dziewczyn zdecyduje się na kontynuowanie rodzinnej tradycji. Teraz z przyjemnością obserwuję, jak Małgosia pracuje i jak się rozwija w biznesie. Spełnia wszystkie warunki dobrego sukcesora – jest wykształcona, odważna, bardzo pracowita i umie podejmować suwerenne decyzje. Mimo to, obserwując dzisiejsze warunki działania przedsiębiorców oraz odpowiedzialność, jaka spoczywa na właścicielu, który jest równocześnie pracodawcą, zdarza jej się myśleć o przyszłości z niepokojem. Wtedy przekonuję ją, że mimo iż czasem otoczenie rzuca nam kłody pod nogi, trzeba po prostu robić swoje.

>>> Czytaj też: Czy stworzenie polskiej Doliny Krzemowej jest realne? Tak, ale trzeba wykorzystać potężne narzędzia państwa