Poprawie sytuacji dzieci, na które ich rodzice (głównie ojcowie) nie chcą łożyć, miał służyć przygotowany przez ministerstwa Rodziny oraz Sprawiedliwości tzw. pakiet alimentacyjny. Szefowie resortów już obwieścili częściowy sukces. Ale środowiska samodzielnych rodziców mówią, że to śmiech na sali.

Kobieta z żelaza

Edyta to jej prawdziwe imię. Ale równie dobrze mogłaby nazywać się Anna czy Katarzyna. Bo jej historia, na razie, potwierdza smutne, występujące w całej Polsce schematy. Ma troje dzieci. Syn, pełnoletni, skończył już liceum. Dalej uczyć się nie chce. Sporo w nim złości i nieufności. Postanowił zarabiać pieniądze, których nigdy nie było w domu. Ojciec naobiecywał chłopakowi, że da na prawo jazdy, że kupi samochód, zabierze na wspólny wyjazd. Nigdy słowa nie dotrzymał.

Edyta ma też dwie córki. Młodsza, dziewięcioletnia, nie do końca rozumie „sprawy” dorosłych. Starsza przygotowuje się do matury i od problemów ucieka w książki. Wymarzyła sobie studia, germanistykę lub psychologię, w Toruniu albo Gdańsku. I to ze względu na te marzenia Edyta postanowiła walczyć z byłym mężem o zaległe alimenty.

Wydawało się, że prawo ma po swojej stronie. Rozwód z orzeczeniem o jego winie po 16 latach małżeństwa. Pierwszy pozew rozwodowy wycofała, bo obiecywał poprawę: że przestanie pić, zacznie się leczyć. Nie dotrzymał słowa. Tracił prace, a znalezienie kolejnych przychodziło mu coraz trudniej. Zwlekała do chwili, gdy zamachnął się szerokim łukiem i po raz pierwszy ją uderzył. W 2013 r. złożyła więc drugi wniosek, a po półtora roku dostała rozwód.

Oczywiście, że na początku próbowała w kwestii pieniędzy mediacji. Jednak nawet z wyrokiem sądu w sprawie alimentów rozmowy były trudne. Najpierw groził, że zabije. Potem prosił, żeby nie nasyłała komornika, że będzie płacił. A później już tylko kluczył. Gdy komornik dostawał pismo z ZUS potwierdzające odprowadzanie składek i występował z wnioskiem do pracodawcy, by wejść byłemu mężowi Edyty na pensję, okazywało się, że ten już nie pracuje. W ciągu pięciu lat wyrodny ojciec zapłacił zasądzone alimenty zaledwie trzy razy.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP