Najczarniejszy scenariusz dla NATO
Możliwość jednoczesnego konfliktu w Europie i Azji nie jest dla NATO nowym zagrożeniem. W lipcu 2025 r. gen. Alexus Grynkewich, wówczas naczelny dowódca sił Sojuszu w Europie, ostrzegał, że atak Chin na Tajwan może zbiec się w czasie z rosyjskim uderzeniem w Europie. Kilka miesięcy później podobnie wypowiedział się sekretarz generalny NATO Mark Rutte.
– Chiny patrzą na Tajwan. Jestem przekonany, że jeśli zdecydują się na działania militarne, będą naciskać na swojego młodszego partnera, Rosję Putina, żeby zajęła nas tutaj, w Europie – powiedział.
Od tamtej pory takie ostrzeżenia zaczęły brzmieć znacznie mniej abstrakcyjnie.
Podziały, brak amunicji i testy Putina
USA są dziś zaangażowane w wojnę z Iranem, na potrzeby której przerzuciły na Bliski Wschód część okrętów i samolotów z Europy i Azji Wschodniej. Walki poważnie uszczupliły również amerykańskie zapasy uzbrojenia. Według lipcowej analizy CSIS Amerykanie zużyli około połowy posiadanych przed wojną zapasów pocisków Patriot, THAAD i PrSM oraz około jednej trzeciej zapasów JASSM, SM-2/3/6 i Tomahawków. Ich odbudowa potrwa lata.
W tym samym czasie pogłębiły się podziały między Waszyngtonem a europejskimi sojusznikami, a Rosja coraz śmielej sprawdza odporność NATO. Polska, Rumunia i państwa bałtyckie odnotowywały przypadki naruszenia swojej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony, pociski i samoloty. Na początku sierpnia w Lipsku znaleziono zaś podejrzanego rosyjskiego drona z materiałami wybuchowymi, który prawdopodobnie miał posłużyć do zniszczenia ukraińskiego samolotu transportowego nad terytorium NATO.
NATO zna zagrożenie. Ale czy jest gotowe?
Simon Shuster z "The Atlantic", który przeanalizował przygotowania Zachodu do wojny na dwóch frontach, kreśli ponury obraz. – Powiedzmy po prostu, że to scenariusz, na który obecnie nie jesteśmy gotowi – przyznaje Florence Gaub z NATO Defense College. Według niej stratedzy Sojuszu zdają sobie sprawę z braków w planowaniu, ale dotąd ich nie usunęli.
Emerytowany kontradmirał US Navy Mark Montgomery wspomina, że około 15 lat temu uczestniczył w grach wojennych zakładających równoczesny konflikt USA z Rosją i Chinami. Symulacje pokazały, że w długotrwałej wojnie Amerykanom zabrakłoby zapasów uzbrojenia i możliwości produkcyjnych, by prowadzić walkę na kilku frontach. – Nie poszło dobrze – przyznaje. Jak dodaje, od tego czasu sytuacja pod tym względem jeszcze się pogorszyła.
Admirał Rob Bauer, były przewodniczący Komitetu Wojskowego NATO, przyznał z kolei, że gdy w styczniu odchodził ze stanowiska, nie wiedział o skoordynowanych pracach Sojuszu nad takim wariantem wojny. – Co wtedy zrobimy? Kto dostanie jakie wojska? – pytał.
Także Eric Heginbotham, ekspert MIT zajmujący się grami wojennymi, twierdzi, że żadna z najważniejszych instytucji badawczych w USA i Europie nie przeprowadziła kompleksowej symulacji jednoczesnej wojny z Rosją i Chinami. Niektóre mniejsze ośrodki podjęły jednak taką próbę. Ich wyniki są szczególnie niepokojące dla Europy.
Amerykanie wybierają Azję. Europa zostaje sama z Rosją
Jakub Janda, dyrektor praskiego European Values Center for Security Policy, zaczął badać możliwość równoczesnej wojny w Europie i Azji po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Od tego czasu współpraca Moskwy z Pekinem wyraźnie się pogłębiła. Chiny dostarczają technologie rosyjskiemu przemysłowi zbrojeniowemu, a kupując rosyjską ropę i gaz, wspierają gospodarkę Rosji. Armie obu państw regularnie też wspólnie ćwiczą.
Pierwszą symulację jednoczesnego ataku Rosji i Chin ośrodek Jandy przeprowadził wiosną 2024 r. Od tego czasu odbyło się około 20 gier wojennych z udziałem ekspertów m.in. z Japonii i Korei Południowej.
Wynik był niemal zawsze taki sam: USA uznawały Chiny za większe zagrożenie i przerzucały zasoby wojskowe z Europy do Azji. Europejscy członkowie NATO zostawali z zadaniem obrony przed Rosją.
W jednej z symulacji Pekin najpierw odcinał Europę od surowców potrzebnych przemysłowi zbrojeniowemu. Po pięciu miesiącach, gdy europejskim fabrykom zaczynało brakować materiałów, Rosja atakowała państwo NATO w Europie Wschodniej.
Gry wojenne ujawniły również poważny problem polityczny. Gdyby Chiny zaatakowały Tajwan, USA oczekiwałyby od europejskich sojuszników nałożenia na Pekin dotkliwych sankcji, nawet kosztem poważnego ograniczenia handlu z Chinami. W symulacjach europejskie państwa nie chciały jednak ponosić takiej ceny.
– Problem europejskich stolic polega na tym, że Tajwan jest daleko. Chcą koncentrować się na zagrożeniu ze strony Rosji i właśnie to mnie przeraża – mówi Janda.
Wniosek z gier wojennych jest prosty: w wojnie prowadzonej jednocześnie na dwóch krańcach świata ogromne znaczenie miałaby zdolność obu stron do skoordynowania działań i zachowania politycznej jedności.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
