Forsal logo

Europa chce amerykańskiej broni, ale "ITAR-free". Polska idzie dokładnie w przeciwną stronę

Ten tekst przeczytasz w 9 minut
58 minut temu
[aktualizacja 12 minut temu]
Myśliwce F-35 norweskich sił powietrznych
Europa chce amerykańskiej broni, ale "ITAR-free". Polska idzie dokładnie w przeciwną stronę/Facebook
Francja buduje własny myśliwiec i chce sprzedać go za granicę. Wystarczy jednak, że w maszynie znajdzie się część objęta amerykańskimi przepisami ITAR, a do przeprowadzenia transakcji może być potrzebna zgoda Waszyngtonu. To tylko jeden z przykładów ograniczeń, od których Europa coraz mocniej chce się uwolnić, zmniejszając zależność swojego przemysłu zbrojeniowego od USA. Przybywa więc broni "ITAR-free", projektowanej bez amerykańskich komponentów, które mogłyby później ograniczać swobodę producenta i użytkownika. Tymczasem Polska robi coś zupełnie odwrotnego. Kupując Abramsy, HIMARS-y i F-35, coraz mocniej wiążemy naszą armię ze Stanami Zjednoczonymi. I w przeciwieństwie do wielu partnerów z UE ta rosnąca zależność najwyraźniej nam nie przeszkadza.

Jak działa ITAR?

International Traffic in Arms Regulations, czyli ITAR, to amerykańskie przepisy regulujące eksport i import sprzętu wojskowego, usług i technologii objętych amerykańską kontrolą eksportu. Ich pierwotnym celem jest ochrona wrażliwych technologii przed trafieniem w ręce wrogich państw, ich służb lub innych podmiotów, które nie uzyskały zgody na dostęp do nich. Dla europejskich producentów oznaczają jednak istotne ograniczenie: nawet pojedynczy amerykański komponent może zmniejszać swobodę sprzedaży gotowego systemu.

Mechanizm ten tłumaczy Scott Wise, partner w kancelarii Crowell & Moring specjalizujący się w handlu międzynarodowym. Jak wskazuje, jeżeli producent francuskiego myśliwca zamontuje w nim element podlegający ITAR, przepisy nie obejmą automatycznie całego samolotu. Nadal będzie im jednak podlegać amerykańska część.

– Jeżeli budujecie myśliwiec we Francji i kupujecie w USA komponenty objęte ITAR, to nie sam myśliwiec staje się przedmiotem tych regulacji. Podlega im element, który w nim zamontowaliście – wyjaśnia Wise. – Jeżeli chcecie później wysłać samolot do państwa, w przypadku którego wymagana jest licencja, nie potrzebujecie zgody na sam myśliwiec. Potrzebujecie jej jednak na amerykański komponent, którym może być silnik, turbina czy element skrzydła – dodaje w rozmowie z serwisem "Breaking Defense".

W praktyce oznacza to, że sprzedaż kompletnego samolotu może wymagać zgody Waszyngtonu. Jej uzyskanie trwa od kilku dni do wielu tygodni, a nawet miesięcy. Część europejskich rządów obawia się ponadto, że procedura może być przeciągana z powodów politycznych, jeżeli transakcja nie odpowiada interesom USA.

Znaczenie tych ograniczeń rośnie wraz z uzależnieniem Europy od amerykańskiego uzbrojenia. Według danych przytoczonych w analizie The Insider aż 58 proc. uzbrojenia sprowadzanego spoza NATO przez europejskie państwa Sojuszu pochodzi z USA. Jeszcze wyraźniej widać to w przypadku Unii Europejskiej: Stany Zjednoczone odpowiadają za około 63 proc. uzbrojenia, które państwa UE kupują poza Wspólnotą.

Europa ma dość ograniczeń. F-35 pokazuje, gdzie leży problem

ITAR obowiązuje od dziesięcioleci i zastrzeżenia wobec tego systemu nie są nowe. Przez lata państwa europejskie je jednak akceptowały, bo w wielu kategoriach uzbrojenia amerykański przemysł nie miał na Zachodzie realnej konkurencji. Teraz sytuacja się zmienia. Europejskie budżety obronne gwałtownie rosną, a jednocześnie za rządów Donalda Trumpa pogorszyły się relacje polityczne między Waszyngtonem a częścią europejskich stolic.

Problem nie kończy się jednak na eksporcie własnej broni. W przypadku najbardziej zaawansowanych systemów zależność od USA trwa przez cały okres ich eksploatacji.

Dobrym przykładem jest F-35. Państwo kupujące ten myśliwiec nabywa nie tylko samolot. Na dziesięciolecia wiąże się również z amerykańskim systemem wsparcia. Potrzebuje dostaw części, aktualizacji oprogramowania oraz dostępu do infrastruktury technicznej kontrolowanej przez USA. W przypadku F-35 zależność ta może trwać aż do lat 80. XXI wieku.

Elias Yousif, ekspert Stimson Center i zastępca dyrektora programu Conventional Defense, wskazuje, że taka zależność wiąże się z konkretnym ryzykiem.

– Systemy obronne, które do funkcjonowania wymagają stałego i długotrwałego wsparcia Waszyngtonu, na przykład aktualizacji oprogramowania i dostaw komponentów, wiążą się z rzeczywistymi kosztami operacyjnymi i strategicznymi – ocenia w rozmowie z "Breaking Defense".

– Jeżeli któregoś dnia Stany Zjednoczone znajdą się w sporze z Europą i będą miały możliwość "wyłączenia przełącznika" (odcięcia systemu – red.), stanie się to poważnym problemem – dodał.

Podobne wątpliwości pojawiły się nawet w Kanadzie, do niedawna jednym z najbliższych sojuszników USA. Nowa strategia przemysłu obronnego Ottawy zakłada zmniejszanie zależności od amerykańskich koncernów, rozwój krajowej produkcji oraz pogłębianie współpracy z Unią Europejską i Wielką Brytanią.

Broń "ITAR-Free" już powstaje. Ale nie jest łatwo ją produkować

Europa podejmuje więc konkretne działania, by zmienić tę sytuację. Określenie "ITAR-free", jeszcze niedawno będące przede wszystkim hasłem marketingowym, zaczyna mieć znaczenie przy finansowaniu i wyborze nowych systemów.

Niemcy w postępowaniu na następcę karabinu G36 zażądały, aby zwycięska konstrukcja nie zawierała elementów podlegających ITAR. Europejskie mechanizmy finansowania przemysłu obronnego, jak SAFE, również coraz mocniej premiują projekty ograniczające udział technologii spoza UE.

Przybywa też systemów uzbrojenia projektowanych od początku bez amerykańskich podzespołów. Na przykład francuski koncern MBDA produkuje pociski MICA bez amerykańskich komponentów. Z kolei MBDA wspólnie z Safranem opracowało system rakietowy dalekiego zasięgu THUNDART. Podobnych projektów przybywa, ponieważ brak części objętych ITAR daje producentowi znacznie większą swobodę przy późniejszej sprzedaży uzbrojenia za granicę.

Jednym z takich producentów jest litewska firma Aktyvus Photonics, która podkreśla, że jej laserowe urządzenia do wskazywania celów dla amunicji precyzyjnej nie zawierają komponentów podlegających ITAR. Dla potencjalnego klienta oznacza to mniejszą zależność od amerykańskich ograniczeń eksportowych.

Laurynas Šatas, prezes Aktyvus Photonics, przyznaje jednak, że stworzenie produktu bez komponentów z USA jest "ogromnym wyzwaniem". Im głębiej producent wchodzi w łańcuch dostaw zaawansowanej elektroniki i technologii wojskowych, tym trudniej znaleźć poza Stanami Zjednoczonymi odpowiedniki o podobnych parametrach.

Tom Kanewske, dyrektor ds. strategii amerykańskiej firmy Zone 5, zauważa, że europejscy producenci zaczęli wykorzystywać status "ITAR-free" jako przewagę konkurencyjną. Dzięki niemu zdobywają dostęp do rynków, na których wcześniej mocniejszą pozycję miały firmy amerykańskie.

Polska idzie w innym kierunku

W ostatnich latach kupiliśmy w Stanach Zjednoczonych czołgi Abrams, wyrzutnie HIMARS i myśliwce F-35, a amerykański sprzęt stał się jednym z filarów modernizacji naszej armii. Nie widać przy tym, aby Warszawa – wzorem części państw Europy Zachodniej – uznawała zależność od amerykańskich technologii i przepisów eksportowych za problem wymagający pilnego rozwiązania.

Polska i państwa bałtyckie patrzą na zależność od USA inaczej niż Francja czy część unijnych instytucji. Dla państw leżących najbliżej Rosji kluczowe znaczenie ma utrzymanie możliwie silnej obecności Stanów Zjednoczonych w Europie. Amerykańska broń oznacza wprawdzie wieloletnią zależność od dostaw części, serwisu i technologii z USA, ale jednocześnie jeszcze mocniej wiąże nasze bezpieczeństwo z Waszyngtonem.

Dlatego Warszawa, Wilno, Ryga czy Tallinn z rezerwą podchodzą do części pomysłów dotyczących europejskiej "autonomii strategicznej". Obawiają się, że budowa systemu bezpieczeństwa mniej zależnego od USA mogłaby z czasem osłabić więzi transatlantyckie i ułatwić Waszyngtonowi ograniczenie obecności wojskowej na kontynencie.

W praktyce oznacza to zupełnie inną ocenę kosztów i korzyści. Francja chce mieć większą swobodę w produkcji, wykorzystywaniu i sprzedaży własnego uzbrojenia. Dla Polski ważniejsza jest dziś możliwość szybkiego pozyskania sprawdzonego sprzętu oraz utrzymanie możliwie silnych wojskowych więzi ze Stanami Zjednoczonymi – nawet za cenę większej zależności od Waszyngtonu.

Europa potrzebuje pół biliona euro. Dwa głosy z USA

Problem w tym, że zastąpienie amerykańskiej broni europejską nie jest dziś możliwe w wielu dziedzinach.

Europejski przemysł obronny nadal funkcjonuje na 27 odrębnych rynkach krajowych, z osobnymi budżetami, procedurami zakupowymi i koncernami wspieranymi przez poszczególne rządy. Niemcy mają Leoparda 2, Francja Leclerca, a wspólny francusko-niemiecki program przyszłego czołgu MGCS od lat grzęźnie w sporach przemysłowych.

W jednej z analiz europejski sektor obronny nazwano wręcz "zbiorem butików": kontynent produkuje wiele typów uzbrojenia w stosunkowo niewielkich seriach, przez co nie może wykorzystać efektu skali dostępnego Stanom Zjednoczonym. Do tego dochodzą niedobory kapitału i wykwalifikowanych pracowników oraz wysokie ceny energii. Najwięksi producenci mają natomiast zamówienia na wiele lat do przodu, co utrudnia szybkie zwiększenie dostaw nawet wtedy, gdy europejskie rządy są gotowe za nie zapłacić.

Skala potrzeb jest ogromna. Raport Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii wskazuje dziesięć najważniejszych luk, które Europa musi wypełnić, jeżeli chce uzyskać większą samodzielność wojskową. Dotyczą one m.in. dowodzenia, robotyki, broni dalekiego zasięgu, obrony powietrznej, satelitów, transportu strategicznego i walki elektronicznej. Autorzy szacują koszt ich wypełnienia w ciągu najbliższej dekady na około 500 mld euro.

Waszyngton publicznie przekonuje, że Europa nie jest dziś w stanie zastąpić amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego własną produkcją. Elbridge Colby, podsekretarz obrony USA ds. polityki, napisał w mediach społecznościowych, że żadne państwo ani grupa państw nie jest w stanie konkurować z amerykańskim przemysłem obronnym jednocześnie pod względem jakości i skali produkcji.

"Stany Zjednoczone produkują najlepszy sprzęt i robią to w skali, której żaden realny konkurent nie może dorównać. Dostęp do amerykańskiego przemysłu obronnego jest przywilejem, a nie prawem" – napisał Colby.

Amerykańskie firmy podchodzą do sprawy ostrożniej. Eric Fanning, prezes Aerospace Industries Association i były sekretarz US Army, przyznaje, że europejskie zainteresowanie uzbrojeniem wolnym od ITAR jest już na tyle duże, że Stany Zjednoczone powinny zreformować własne przepisy.

– W Europie dużo mówi się o kupowaniu sprzętu "ITAR-free" i rozwijaniu takich systemów. Chcemy uniknąć sytuacji, w której stanie się to normą, dlatego uważam, że musimy zreformować nasz system – powiedział Fanning serwisowi "Breaking Defense".

Jego recepta jest prosta: szybciej informować sojuszników, czy USA zgodzą się na sprzedaż danego komponentu, i nie przeciągać procedur miesiącami.

– Jeżeli nie zamierzamy im czegoś sprzedać, powinniśmy powiedzieć to od razu. Wszyscy chcą zmian, żebyśmy sami nie odpychali od siebie partnerów – podkreślił.

To dobrze pokazuje paradoks obecnej sytuacji. Amerykańska administracja przekonuje, że europejski przemysł jeszcze długo nie będzie w stanie zastąpić dostaw z USA. Tymczasem koncerny z USA coraz poważniej traktują europejskie dążenie do ograniczenia tej zależności i obawiają się, że bez reformy ITAR mogą zacząć tracić część rynku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
W. Rodak
Wojciech Rodak

Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraEuropa chce amerykańskiej broni, ale "ITAR-free". Polska idzie dokładnie w przeciwną stronę »
Zapisz się na newsletter
Zapisz się na newsletter Forsal.pl „Bezpieczeństwo” i otrzymuj najważniejsze informacje dotyczące bezpieczeństwa w Polsce i na świecie.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj