Na rynku ropy naftowej od 5 listopada br. obowiązują amerykańskie sankcje na eksport surowca z Iranu. Zostały one ogłoszone w maju przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa z powodu niewywiązania się strony irańskiej z podpisanej w lipcu 2015 roku międzynarodowej umowy Joint Comprehensive Plan of Action (JCPoA), w zakresie ograniczenia programu nuklearnego (tj. budowy rakiet balistycznych). Warto także podkreślić, iż pozostali sygnatariusze umowy, w tym Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Rosja i Chiny, jak dotąd zapowiedzieli, że nadal będą przestrzegać zapisów obowiązującego porozumienia. Zadeklarowali oni gotowość stworzenia mechanizmów płatniczych, które pozwoliłyby ominąć amerykańskie restrykcje.

Niepewne perspektywy krótkookresowe

Amerykańskie reperkusje dotyczą eksportu irańskiej ropy naftowej, a także zablokowania możliwości inwestowania w irański sektor wydobywczy przez międzynarodowe spółki petrochemiczne. Wpłynęło to na spadek podaży ropy naftowej na rynkach globalnych. Iran jest bowiem trzecim, najważniejszym producentem surowca w całym kartelu OPEC po Arabii Saudyjskiej i Iraku.

W momencie wejścia w życie sankcji szef amerykańskiej dyplomacji udzielił jednak 8 państwom – Chinom, Indiom, Włochom, Grecji, Japonii, Korei Płd., Tajwanowi i Turcji – tymczasowej możliwości importu surowca z Iranu (jak na razie przedłużenie możliwości zakupu irańskiej ropy przez te kraje ma obejmować 180 dni). Było to istotne posunięcie, ponieważ wymienione kraje odpowiadają za około 85 proc. całkowitego eksportu ropy z Iranu i potrzebują jeszcze dodatkowego czasu, aby całkowicie zrezygnować z importu ropy z Teheranu. W konsekwencji na rynkach doszło do uspokojenia sentymentu, ponieważ inwestorzy przestali obawiać się o gwałtowny spadek podaży surowca.

Iran nadal utrzymuje wysoki poziom krajowej produkcji ropy naftowej, niemniej jednak sukcesywnie spada jej eksport (obniżył się on z poziomu 2,495 mln b/d na koniec kwietnia br. do wartości 1,569 mln b/d na koniec października br.).

Obniżenie globalnej podaży ropy naftowej przyczyniło się do silnego wzrostu jej cen (cena ropy WTI od dnia ogłoszenia decyzji prezydenta USA do końca września wzrosła o 9,04 proc., a cena ropy Brent zyskała 13,53 proc.).

W październiku jednak ceny ropy naftowej obniżyły się na skutek pogorszenia prognoz wzrostu gospodarczego na świecie i wzrostu produkcji ropy w pozostałych krajach OPEC. Obecnie analitycy rynkowi spodziewają się, że na początku 2019 roku ukształtuje się nierównowaga na rynku ropy w kierunku nadwyżki podaży nad popytem, co sprzyjać powinno dalszym spadkom cen ropy.

W związku z tym kraje grupy OPEC+ planują na najbliższym spotkaniu w Wiedniu (w dniach od 6-7 grudnia) przedyskutować możliwość ponownego ograniczenia produkcji – wg agencji Reutera obniżenie wydobycia może być większe niż poprzednim razem.

Jak będą się kształtować perspektywy rynku ropy naftowej w dłuższym okresie? Dwie grupy czynników mogą w dłuższej perspektywie podnosić jej ceny. Są to: z jednej strony zaostrzenie regulacji prawnych dotyczących wysokości wskaźników zasiarczenia paliw wykorzystywanych na statkach żeglugi morskiej, a z drugiej strony wzrost popytu na ropę, wynikający ze zwiększenia produkcji tworzyw sztucznych. Ten większy popyt zgłaszany jest przede wszystkim przez kraje rozwijające się (m in. Chiny i Indie).

Ostrzejsze regulacje

W 2020 roku wejdą w życie najnowsze regulacje Międzynarodowej Organizacji Morskiej (International Maritime Organization, IMO), będącej częścią Organizacji Narodów Zjednoczonych, które wprowadzą ograniczenia dla paliw używanych na statkach żeglugowych (stosowanych do pracy głównych i pomocniczych silników, a także w systemach ogrzewania wody). Przepisy te będą miały na celu ograniczyć maksymalny dopuszczalny udział siarki i innych zanieczyszczeń szkodliwych dla ludzkiego zdrowia z dotychczasowego poziomu 3,5 proc. do 0,5 proc. w relacji do ogólnej masy wykorzystywanego paliwa. Na żeglugę morską przypada bowiem według badań IMO ok. 2,2 proc. globalnej emisji dwutlenku węgla oraz 13 proc. globalnej emisji związków siarki i 15 proc. globalnej emisji tlenków azotu. Jedynymi wyjątkami od tej reguły będą sytuacje związane z zapewnieniem bezpieczeństwa jednostki pływającej lub też związane z ratowaniem ludzkiego życia na morzu.

Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), mające wejść w życie przepisy umożliwią statkom i rafineriom spełnienie nowych warunków w wyznaczonym czasie, ale może to rodzić konieczność wzrostu ich kosztów, co powinno odbić się na wyższych cenach transportowanej i przetwarzanej ropy naftowej, a ostatecznie również na wyższych cenach paliw oferowanych konsumentom.

Statki przewożące ropę, aby wypełnić nowe normy, będą mogły instalować odpowiednie układy oczyszczania spalin (tzw. skrubery), lub też będą mogły korzystać z paliwa o niskiej zawartości siarki np. z gazu ziemnego LNG (tego typu infrastruktura transportowa jest jednak jak na razie słabo rozwinięta i jednocześnie trudno dostępna).

Jeżeli natomiast chodzi o rafinerie przetwarzające surowiec, to będą one zwiększać dostawy mieszanek o niższej zawartości siarki (m. in. poprzez skierowanie większej ilości destylatów o niskiej zawartości siarki na rynek paliwa bunkrowego), albo muszą rozbudować infrastrukturę pozwalającą uzyskać bardziej odsiarczone paliwo, co łączy się jednak z koniecznością poniesienia dodatkowych kosztów i inwestycji. W całkowitym rozliczeniu takie zmiany mogą się jednak opłacić, ponieważ ceny wytwarzanego oleju napędowego dla statków powinny rosnąć.

Według szacunków współpracującego z OECD Międzynarodowego Stowarzyszenia Transportowego (International Transport Forum, ITF), obecne całkowite zużycie paliw, mających swoje pochodzenie z ropy naftowej, w żegludze międzynarodowej wynosi około 3,9 miliona baryłek dziennie. Z tej wartości około 3,1 mln b/d stanowi resztkowy olej opałowy, a pozostałą część olej napędowy. W 2020 roku dojdzie jednak do istotnej zmiany w postaci przesunięcia konsumpcji paliw w transporcie morskim o około 2 mln b/d z resztkowego oleju opałowego (30 proc.) na olej napędowy (70 proc.). Zwiększenie zapotrzebowania na ten drugi rodzaj paliwa doprowadzi do wzrostu jego cen przy dotychczasowej ograniczonej jego produkcji i wysokich kosztach jego wytwarzania (cechuje się on bowiem niskim poziomem zasiarczenia).

Rosnący popyt

Zdaniem analityków Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) ceny ropy naftowej w dłuższej perspektywie mogą rosnąć z powodu wzrastającego popytu. Głównym motorem będzie tu rosnące zapotrzebowanie na produkcję tworzyw sztucznych i produktów petrochemicznych ze strony krajów rozwijających się (m. in z Chin oraz z Indii). W perspektywie do 2030 roku popyt na tego typu produkty ma powiększyć się o przeszło 3 mln b/d (będzie to około 30 proc. całkowitego wzrostu popytu do 2030 r.), a do 2050 roku ma przekroczyć poziom 7 mln b/d (co stanowi prawie połowę wzrostu popytu do 2050 r.).

Prognozowany wzrost popytu na ropę naftową podkreśla istotność produktów petrochemicznych dla przemysłu naftowego i gazowego, ponieważ ich tradycyjne zastosowanie, w transporcie i przy wytwarzaniu energii elektrycznej jest sukcesywnie wypierane przez rozwój pojazdów elektrycznych i produkcję energii ze źródeł odnawialnych. Jak podkreśla IEA, gospodarki rozwinięte takie jak USA zużywały do 20 razy więcej tworzyw sztucznych na mieszkańca niż kraje rozwijające się, co podkreśla potencjał możliwego wzrostu tego segmentu drzemiący w rynkach wschodzących.

Autor: Jacek Suder  jest asystentem w Wydziale Analiz Rynków Finansowych Departamentu Operacji Krajowych NBP, doktorantem w Katedrze Rynków Finansowych na UEK.

Opinie wyrażone w niniejszym artykule są opiniami autora i nie przedstawiają stanowiska organów NBP