Informacje napływające w poniedziałkowy poranek, 25 listopada 1918 r., z Polski postawiły w stan alarmowy Żydowskie Biuro Korespondencyjne w Sztokholmie. Biuro było filią agencji założonej rok wcześniej w Amsterdamie przez amerykańskiego dziennikarza Jakuba Landaua. W założeniu miała ona zajmować się zbieraniem oraz rozpowszechnianiem wiadomości o sytuacji mniejszości żydowskiej, mocniej wiążąc ze sobą diasporę oraz umożliwiając szybką reakcję w obliczu zagrożenia. Pomysł Landaua zadziałał znakomicie. Żydowskie Biuro Korespondencyjne natychmiast posłało ze Sztokholmu alarmistyczny telegram do przywództwa Labour Party w Wielkiej Brytanii, a potem podobne depesze do gremiów kierowniczych partii socjalistycznych we Francji i Włoszech. Donoszono w nich, że we Lwowie Polacy masowo mordują Izraelitów. Apel o pomoc powędrował też do Waszyngtonu. Przed I wojną światową pogromy Żydów były codziennością w Rosji i uchodziły carskiemu państwu bezkarnie. Jednak czasy się zmieniły, a dopiero tworząca państwowe struktury Rzeczpospolita nie była potężnym Imperium Romanowów. To, co na jej temat sądziła opinia międzynarodowa, miało ogromne znaczenie. W świecie zaś rozchodziła się wieść, że dzicy Polacy wyrzynają Żydów. To, czemu do pogromu doszło i jak reagowały władze, nie miało znaczenia. Zwłaszcza że fakty znane były jedynie uczestnikom tragedii, a rząd nie zadbał o publiczne naświetlenie zdarzeń, próbując całą sprawę zamieść pod dywan.

Dobre chęci i brutalne realia

Piłsudski znany był z życzliwego podejścia do starozakonnych. Endecy, nie mogąc odnaleźć w jego genealogii żydowskich korzeni, nieustannie oskarżali go o skrajny filosemityzm, mijając się jednak z prawdą. Naczelnik Państwa, zauroczony ideą Rzeczpospolitej wielu narodów, starał się jedynie traktować Żydów na równi z innymi nacjami, trochę w ten sposób naśladując ostatnich monarchów z dynastii Jagiellonów. Delegację żydowskich „poddanych” przyjął na audiencji w pałacu Kronenberga we wtorek, 12 listopada 1918 r. Mimo wysiłków syjonistów nie zjawiła się wówczas wspólna reprezentacja wszystkich środowisk. Wbrew wyobrażeniom antysemitów społeczność polskich Izraelitów była bowiem wewnętrznie śmiertelnie skłócona. Najbardziej rozpolitykowani syjoniści usiłowali ją zdominować, by przejąć rolę jedynego reprezentanta w kontaktach z Polakami. Jednocześnie chcieli, żeby diaspora rządziła się wedle własnej konstytucji, którą sformułować miał Żydowski Zjazd Narodowy. Piłsudskiemu opowiedział o tym przywódca ruchu syjonistycznego w Polsce adwokat Izaak Grünbaum: „W Panu, Panie Komendancie, cała Polska widzi człowieka, który powołany jest do utworzenia Rządu. My również z zupełnym zaufaniem przychodzimy do Pana z naszymi żądaniami”. Jednocześnie skarżył się, że na ulicach Warszawy słychać okrzyki: „Bić Żydów, niech żyje Piłsudski!”. Naczelnik zapewnił, że będzie takim incydentom zapobiegać. Obiecał również rozważyć przedstawione postulaty, choć nie zamierzał się zgodzić na zagwarantowanie Żydom tak daleko idącej autonomii politycznej. Tymczasem plotki o możliwości powstania na terenie Polski oddzielnego państwa, Judeo-Polonii, podgrzały antysemickie nastroje.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP