Samorządy nie przywiązują należytej wagi do procedur i wymogów określonych w ordynacji podatkowej. Wiele z nich szafuje ulgami na lewo i prawo, pozwalając swoim mieszkańcom nie płacić zaległych podatków. W skrajnych przypadkach na taryfę ulgową mogą liczyć nawet ci, którzy mają udokumentowany dochód roczny bliski 3 mln zł.

To tylko część administracyjno-podatkowych grzechów, które Najwyższa Izba Kontroli wytyka samorządom. W najnowszym raporcie, do którego dotarliśmy, NIK wzięła pod lupę postępowania o umorzenie zaległości podatkowych w 24 urzędach. Tylko trzy z nich mogły liczyć na pozytywną ocenę.

Reszta spotkała się z krytyką, bo w co trzecim prowadzonym przez nie postępowaniu roiło się od nieprawidłowości. Efekt? W ciągu niecałych trzech lat – przy niedochowaniu należytych standardów i bez przestrzegania ustawowych wymogów – gminy umorzyły łącznie ponad 22 mln zł zaległych podatków.

>>> Czytaj też: Sześć miesięcy bez składek ZUS. Przedsiębiorcy boją się ulgi na start

(Naiwna) wiara na słowo

Wszystkie zarzuty mają jeden wspólny mianownik – gminy zbyt często mylą uznaniowość z pełną dowolnością. Innymi słowy, nie badają i nie uwzględniają przesłanek wymienionych w przepisach, które pozwalają zwolnić mieszkańców z narastających, niemożliwych do uregulowania zobowiązań.

Zgodnie z art. 67a ordynacji podatkowej gmina może ściągnąć finansowy ciężar z barków swoich mieszkańców tylko wtedy, gdy zachodzą łącznie dwie przesłanki: „ważnego interesu podatnika” i „interesu publicznego”. Sęk w tym, że pojęcia te nie są zdefiniowane w ustawie, co – jak też konkluduje NIK – jest jednym z powodów tego, że urzędnicy podchodzą do nich tak arbitralnie.

Z pomocą w interpretacji przychodzą sądy administracyjne. W orzecznictwie za stosowny pretekst do zastosowania ulgi uznaje się zaś nie tylko klęski żywiołowe czy nagłe wydarzenia poza wpływem poszkodowanego. Są nimi również problemy materialne wynikające z przejściowych trudności, których doświadczają np. ludzie starsi pozbawieni wsparcia rodziny czy stawiający pierwsze kroki w dorosłym życiu wychowankowie domów dziecka. Zasadniczo jednak pomoc urzędu ma być „doraźna” i pomóc w pokonaniu „tymczasowych trudności”.

Szkopuł w tym, że wiele gmin nic sobie z tych regulacji i orzecznictwa nie robi. Świadczą o tym przykłady opisane przez kontrolerów NIK. W 10 przebadanych jednostkach umorzono zaległości 191 podatnikom, którzy o taką ulgę zabiegali. W sumie w ich kieszeniach pozostało 7 mln zł. I to mimo że z przedstawionych dokumentów wcale nie wynikało, aby takiej pomocy potrzebowali.

W siedmiu gminach nie wywiązywano się też z ustawowego obowiązku sporządzania uzasadnienia faktycznego i prawnego decyzji. W 123 decyzjach urzędnicy odnieśli się do okoliczności, jakie były przesłanką udzielenia ulgi bardzo pobieżnie, lub zupełnie je ignorowali. Kontrolerzy NIK wykryli też przypadki, gdy gminy umarzały zaległości w ogóle bez zebrania dokumentów, które potwierdzałyby, że jakiekolwiek okoliczności uzasadniające zwolnienie miały miejsce. Sytuacja ta wystąpiła w 253 postępowaniach w 13 gminach i dotyczyła łącznej kwoty 4 mln zł niezapłaconych podatków.

Korupcjogenna ulga

Izba nie ma wątpliwości, że duża niedookreśloność przepisów, połączona z brakiem nadzoru nad wydawanymi decyzjami, jest w istocie korupcjogenna. Zwłaszcza ten drugi element, czyli brak weryfikacji decyzji przez organy wyższego stopnia – samorządowe kolegia odwoławcze lub sąd – zawodzi najbardziej. Mówiąc wprost: beneficjenci pomocy nie kwestionują działań organów i nie składają odwołań. Pozwala to jednym i drugim, czyli mieszkańcom i urzędnikom, łatwo przymknąć oko na proceduralne niedopatrzenia.

NIK wymienia przykłady takich wątpliwych prawnie praktyk. W jednej gminie miejskiej urzędnicy kilkukrotnie umarzali zaległości podatkowe przedsiębiorcy, który prowadził rentowną działalność w branży hotelarskiej. Dostał on w prezencie ulgę w wysokości 111 tys. zł, choć z przedstawionych dokumentów wynikało, że jego zysk netto wyniósł nawet 3 mln zł.

W jeszcze innym przypadku z zaległością podatkową na sucho uszedł producent mebli, który – mimo odnotowanego zysku na poziomie 9–10 mln zł w latach 2014–2016 – nie był, jak to uznał gminny urząd, gotowy spłacić swojego zobowiązania w wysokości 304 tys. zł.

Nieprawidłowości na mniejszą skalę wykryto też w jednej gminie wiejskiej, w której urząd umorzył trzem podatnikom zaległości podatkowe w łącznej kwocie 98,2 tys. zł, traktując jako ważny interes podatnika m.in. trudną sytuację w branży, w której działa firma wnioskodawcy, oraz rosnące koszty utrzymania posiadanych przez niego trzech budynków, w tym domu letniskowego nad jeziorem.

Fundusze UE też na bakier

Finansowa niefrasobliwość gmin dotyczyła nie tylko środków krajowych i podatków lokalnych, ale również funduszy unijnych – zauważa NIK. Wylicza, że w ponad połowie skontrolowanych gmin przepisy o pomocy publicznej były przestrzegane tylko w teorii. W praktyce ulgi przyznawano przedsiębiorcom nawet wtedy, gdy ci nie przedstawiali dokumentacji niezbędnej do ich uzyskania.

Chodzi m.in. o zaświadczenia o wielkości wcześniej uzyskanej pomocy, których brak – jak konkluduje NIK – może skutkować przekroczeniem dopuszczalnych limitów pomocy określonych w unijnych rozporządzeniach. Takie braki nie były jednak przeszkodą w 12 urzędach, które zgodziły się przeznaczyć na pomoc de minimis, czyli szczególny rodzaj wsparcia z funduszy UE niewymagający konsultacji z innymi państwami unijnymi (może przybierać formę dofinansowań do szkoleń, inwestycji czy np. umorzenia odsetek ZUS) – łącznie ponad 5,2 mln zł.

>>> Czytaj też: Długi rejestr przedsiębiorstw z ujemną rentownością