Play (P4), Plus (Polkomtel), Premium Mobile, ITI, Virgin Mobile, Mobile Vikings, spółki z grupy Netia (Netia, Telefonia Dialog, Internetia) oraz FM Group Mobile w końcu 2018 r. już po raz drugi uzyskały od prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej zgody na stosowanie dodatkowej opłaty przy świadczeniu usług w roamingu na terenie Unii. Pozwolenia są wydawane na 12 miesięcy, więc poprzednie już wygasają. UKE rozpatruje także wniosek o ponowną zgodę na dopłaty złożony przez Orange – obecne pozwolenie dla tej firmy będzie obowiązywało do kwietnia 2019 r.

Wydanie przez regulatora ponownej zgody oznacza, że na podstawie danych finansowych dostarczonych przez operatorów telekomunikacyjnych uznał on, iż nadal ponoszą oni straty uzasadniające dodatkowe obciążenie klientów, tzn. przekraczające 3 proc. marży osiąganej na usługach mobilnych.

Zasadę Roam-Like-At-Home (RLAH), zgodnie z którą za połączenia wykonywane w pozostałych krajach Unii Europejskiej (a także Islandii, Liechtensteinie i Norwegii) płaci się tyle samo, co za usługi we własnym kraju, wprowadzono 15 czerwca 2017 r. Jak wyliczył UKE, w pierwszym roku stosowania bezpłatny roaming unijny kosztował polski rynek usług mobilnych łącznie 350 mln zł, co stanowi 5,2 proc. marży w tym sektorze. Najbardziej odczuwalny był hurtowy zakup usług od zagranicznych partnerów, który stanowił średnio 84 proc. kosztów roamingowych operatorów.

Niewielkie – znacznie niższe od stawek sprzed RLAH – dopłaty od klientów, wprowadzane za zgodą regulatora rynku w danym kraju, mają częściowo zrekompensować telekomom straty na roamingu. W Polsce w pierwszym roku dodatkowe opłaty ustanowiło ośmiu operatorów, w tym wszyscy główni gracze: Play, Orange, Plus i T-Mobile.

Jak wskazuje raport Komisji Europejskiej, nie we wszystkich państwach Wspólnoty było tak duże zainteresowanie dopłatami. W Belgii, Danii, Estonii, Rumunii i Słowenii prosili o to tylko pojedynczy operatorzy.

Druga tura dopłat w Polsce oznacza, że unijny roaming wciąż jest dla krajowych firm uciążliwy. Ale dobra wiadomość jest taka, że finansowe konsekwencje tanich połączeń w UE są dla operatorów coraz mniej dotkliwe. Stało się tak dzięki obniżce cen hurtowych za usługi telekomów z innych krajów Wspólnoty. Prezes UKE Marcin Cichy powiedział DGP, że „większy ruch w roamingu dał polskim operatorom argument do negocjowania niższych stawek w rozliczeniach hurtowych”. Podobnie wypowiadali się m.in. przedstawiciele Orange.

Hurtowe stawki, według których rozliczają się operatorzy z różnych krajów, zawsze były znacznie wyższe od cen detalicznych dla klientów – dlatego po zniesieniu opłat za roaming operatorzy zaczęli tak dużo tracić. Szczególnie przy rozliczeniach za transfer danych. Półtora roku od wprowadzenia RLAH w Unii upowszechniła się już jednak tendencja spadkowa.

Przyczyny są dwie. Po pierwsze, obniżki wymuszają regulacje unijne. Wprowadzając RLAH, ustalono m.in. pięcioletni harmonogram redukcji najboleśniejszych dla operatorów stawek hurtowych – za transfer danych. Najpierw do 7,7 euro za gigabajt (przed 15 czerwca 2017 r. średnia cena wynosiła 9,9 euro), z początkiem ub.r. do 6 euro, od 1 stycznia br. do 4,5 euro, a w przyszłości do 3,5 euro (2020 r.), 3 euro (2021 r.), i do 2,5 euro (2022 r.).

Raport KE pokazuje jednak, że rzeczywiste obniżki idą jeszcze dalej. Już w I kw. 2018 r. średnia cena hurtowa spadła do 2,7 euro. A przy rozliczeniach wzajemnych między operatorami – do 2,6 euro. Średnia dla pięciu europejskich operatorów stosujących najniższe stawki wyniosła zaś 1,1 euro za gigabajt, czyli dziewięć razy mniej niż cena sprzed RLAH.

W raporcie podkreślono, że zwiększenie ruchu w roamingu napędziło konkurencję w hurcie. Szczególne ożywienie dotyczy transmisji danych, która w I kw. ub.r. była w EOG średnio czterokrotnie większa niż w I kw. 2017 r. (przed RLAH). Liczba wykonywanych za granicą połączeń wzrosła zaś prawie dwukrotnie.

Klienci polskich firm telekomunikacyjnych są w czołówce Europejczyków korzystających ze zniesienia opłat za roaming. Jak podaje KE, przez łącza naszych operatorów odbywa się trzykrotnie więcej rozmów z zagranicy niż przed obniżką stawek. Podobne przyrosty notują firmy z Rumunii, Bułgarii, Chorwacji i Hiszpanii. Niemal dziesięciokrotnie zwiększa się ilość transmitowanych danych. W tej dziedzinie przodują jednak Skandynawowie. Przeciętny abonent ze Szwecji czy z Norwegii zużywa w innych krajach ponad 700 MB danych miesięcznie, podczas gdy klient polskiego telekomu – ok. 330. Plasujemy się jednak z tym wynikiem powyżej średniej (niespełna 260 MB), wyprzedzając m.in. Niemcy, Czechy i Słowację.

Według danych UKE najwięcej z usług roamingowych korzystamy w Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii, we Francji i Włoszech. Rekordzista z Polski zużył w roamingu prawie 500 gigabajtów.

Klienci odczują korzystną dla operatorów obniżkę cen hurtowych. Na przykład Orange z początkiem tego roku zwiększył miesięczne pakiety danych w roamingu (w Orange Love z 3,22 do 4,18 gigabajta) i obniżył z 3 gr brutto do 2,34 gr brutto opłaty pobierane po wykorzystaniu tego limitu.

>>> Czytaj też: To był najlepszy rok dla państwowej kasy po 1989 r. Możliwe nawet zrównoważenie budżetu