I dlatego mamy to, co mamy. Myślę, że ktoś to wszystko wymyślił, by załatwić swoje interesy, wyjść z zadłużonego klubu. Nie daję nawet 1 proc. szansy, że traktowano całą transakcję sprzedaży klubu poważnie.
To niemożliwe, by ktokolwiek uwierzył, że pan z Kambodży i jego szwedzki wspólnik to prawdziwi inwestorzy. Nie znałem dobrze ludzi z TS Wisła, właścicieli klubu, trafiłem co prawda na prezes Marzenę Sarapatę i byłem nieco zdziwiony, bo nie bardzo mi pasowała do piłki. No ale z drugiej strony widziałem w polskiej piłce takie rzeczy, że to nie było jakieś wielkie zaskoczenie.
Nie, ale skoro piłka budzi tyle emocji, jest organizatorem życia społecznego, to powinna skupiać tych, którzy będą ją popychali do przodu. A tymczasem mamy postaci, o których wolałbym się nie wypowiadać.
Od dobrych dwóch tygodni też się nad tym zastanawiam, proszą mnie o radę, pytają o to różni ludzie, ale nie mam pojęcia, dlaczego tak się stało.
Jestem legionistą, więc ani inwestował w Wisłę, ani nią zarządzał nie będę. Napisałem na Twitterze, że jeśli potrzebują pomocy prawnej, to mogę pomóc, i się do mnie zgłosili. Pomagam jako prawnik, tyle.
Mam nadzieję, że to się uda.
Widocznie Kraków to jest dopiero czarna dziura… (śmiech)
>>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP
