Indywidualiści nie wygrywają wojen

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
2 marca 2019, 19:45
Marszałek Józef Piłsudski (środek) i generał Gustaw Orlicz-Dreszer (po prawej) na Moście Poniatowskiego w Warszawie, podczas Przewrotu Majowego 12 maja 1926 r. Źródło: 13.5 × 8.5 cm pocztówka numer #bw508918, z kolekcji starych zdjęć Dr. Marka Tuszyńskiego. Autor: Marjan Fuks (imię ze stempla na odwrocie pocztówki). Zdjęcie udostępnione w domenie publicznej.
Marszałek Józef Piłsudski (środek) i generał Gustaw Orlicz-Dreszer (po prawej) na Moście Poniatowskiego w Warszawie, podczas Przewrotu Majowego 12 maja 1926 r. Źródło: 13.5 × 8.5 cm pocztówka numer #bw508918, z kolekcji starych zdjęć Dr. Marka Tuszyńskiego. Autor: Marjan Fuks (imię ze stempla na odwrocie pocztówki). Zdjęcie udostępnione w domenie publicznej./Inne
Choć od wiosny 1939 r. dowództwo polskiej armii wiedziało, że nadciąga niemiecka inwazja, to i tak we wrześniu walczono wedle prostych założeń: dwa tygodnie się bronimy, a potem jakoś to będzie.

W mitach tworzonych ku pokrzepieniu serc wojny wygrywa się bohaterskimi żołnierzami. Ale prawda jest taka, że o wiktorii przesądza logistyka. Wygrywają ci, którzy potrafią szybciej zmobilizować armie, odpowiednio je odziać i uzbroić, zapewnić im transport, mając przy tym opracowany w szczegółach plan działań dla każdej jednostki. Wszystko to wymaga gigantycznej pracy wielkich sztabów ludzi, dbających o to, by działania wojenne nie stały się chaosem. Bez dobrego planowania bohaterstwo żołnierzy zamienia się w marnotrawienie ich życia, bo wojna to najokrutniejsza z gier zespołowych.

Ludzie, którzy 4 marca 1939 r. zaczynali przygotowywać polskie plany wojenne, mieli tego świadomość. Każdego dnia w Sztabie Głównym pracowali nad nimi z wielkim poświęceniem. A jednak do września całościowego planu obrony ojczyzny przygotować im się nie udało.

Spuścizna po Marszałku

Wraz z postępami choroby Józef Piłsudski tracił zaufanie do współpracowników i coraz surowiej oceniał ich umiejętności. Jednym z ubocznych efektów zmian, jakie zachodziły w osobowości człowieka niepodzielnie rządzącego Polską, stała się marginalizacja Sztabu Głównego.

Piłsudski tak nisko cenił swoich podwładnych, iż zdecydował, że wszelkie plany wojenne muszą powstawać pod jego kierunkiem. Ale gwałtownie pogarszający się stan zdrowia nie pozwalał mu na tak wymagającą pracę. Gdy więc Marszałek umarł w maju 1935 r., Polska dopracowanych planów obronnych nie miała. Przejmując po nim funkcję generalnego inspektora Sił Zbrojnych (GISZ), wówczas gen. Edward Śmigły-Rydz zdawał sobie sprawę z tych zaniedbań. Postanowił więc przywrócić Sztabowi Głównemu (SG) jego rangę. Szefem SG mianował w czerwcu 1935 r. odznaczającego się zdolnościami organizacyjnymi i pracowitością gen. Wacława Stachiewicza. Jednak awansowany na marszałka Śmigły-Rydz uznał, że wzorem poprzednika kluczowe koncepcje strategiczne przygotuje sam, wspierany przez pracujących z nim na co dzień ludzi z GISZ.

To ambitne zamierzenie pozostało w sferze marzeń, bo Śmigłego-Rydza od Piłsudskiego różniło niemal wszystko. „Metoda pracy marszałka Śmigłego była całkowicie odmienna od metody pracy jego poprzednika. Marszałek Śmigły albo z własnej inicjatywy podawał dyrektywy, albo przedstawiane mu projekty przyjmował, zmieniał lub odrzucał. W dyskusje jednak się nie wdawał” – pisze syn szefa Sztabu Głównego Bogdan Stachiewicz w książce „Generał Wacław Stachiewicz. Wspomnienie”.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj