Nauka języków w kilkudziesięcioosobowych grupach, okienka lub nowa pani co miesiąc – dzieci stały się zakładnikami reformy, której efektem ubocznym są problemy kadrowe.

W jednej z warszawskich podstawówek aż pół roku nie było nauczyciela angielskiego. Mama jednego z uczniów – anglistka, nie chcąc, by jej syn marnował z tego powodu godziny w szkole, sama zgłosiła się do poprowadzenia zajęć, rezygnując z lepiej płatnej pracy. Problem został załatwiony. Jednak szybko pojawił się kolejny – w drugim semestrze odeszła nauczycielka hiszpańskiego. Wakat jest nieobsadzony do dziś, mimo usilnych starań dyrekcji.

Praca za marne stawki

W innej stołecznej szkole anglistka zrezygnowała z pracy już we wrześniu 2018 r. Dzieci z siódmej klasy początkowo miały zastępstwa, potem połączono grupy i 30-osobowa klasa miała lekcje wspólnie. Taka sytuacja trwała aż do grudnia. Szkoła zmagała się też z brakiem matematyka w klasach czwartych i piątych. Nauczyciel odszedł niemal z dnia na dzień. Jedna z klas przez miesiąc praktycznie nie miała zajęć z tego przedmiotu. Przez dłuższy czas brakowało też nauczyciela wspomagającego oraz logopedy.

W jednej z placówek nauczycielka angielskiego przyszła pracować na miesiąc, po czym odeszła na zwolnienie z powodu ciąży. Szkoła nie mogła znaleźć zastępstwa. W końcu się udało, ale trzeba było dostosować plan do możliwości nowego nauczyciela, który pracował w kilku szkołach. Efekt jest taki, że dzieci dwa dni w tygodniu uczą się języka na dziewiątej lekcji.

Jedna z dyrektorek szkół, z którymi rozmawialiśmy (prosi o niepodawanie jej nazwiska), również borykająca się ze skompletowaniem kadry, tłumaczy, że problemem są przede wszystkim pieniądze. Dobrzy fachowcy nie chcą pracować za stawki, które ona może zaoferować. Trudno też ich zastąpić nauczycielami, którzy dopiero co kończą szkoły. Ci trafiają do szkoły na krótko, a potem szukają sobie innego zajęcia. – Pełni zapału szybko się zniechęcają, widząc, jak trudna i wymagająca jest to praca i jak przy tym płatna – tłumaczyła rodzicom na jednym z zebrań poświęconych problemom z okienkami w planie lekcji.

Szkoły łatają dziury w kadrach, jak mogą – próbując dostosować się z jednej strony do możliwości nauczycieli, którzy po likwidacji gimnazjów często pracują w wielu placówkach naraz, z drugiej – do nowej podstawy programowej i nowych wymagań. Pilnie trzeba było znaleźć nauczycieli biologii czy chemii w klasach siódmych i ósmych, bo tych przedmiotów wcześniej nie było w podstawówkach.

W sondzie przeprowadzonej przez DGP w dużych miastach urzędnicy potwierdzają doświadczenia rodziców i szkół. – Obecnie kłopot z kadrą ma 10 szkół w mieście, w tym sześć podstawowych, trzy gimnazja i jedno liceum – mówi Monika Pawlak z Biura Rzecznika Prezydenta Miasta Łodzi. Najczęściej poszukiwani są nauczyciele na zastępstwo.

Powrót emerytów

Rafał Bieniek z łódzkiego kuratorium dodaje, że z analizy ogłoszeń w bazie ofert pracy dla nauczycieli w całym województwie wynika, że najczęściej poszukiwani są nauczyciele języka angielskiego, wychowania przedszkolnego oraz matematyki – w bazie stale jest dla nich 500–600 ofert.

Urząd Miasta w Gdyni wylicza, że w szkołach jest 68 wakatów. We Wrocławiu natomiast we wrześniu brakowało prawie 500 nauczycieli we wszystkich typach placówek oświatowych, których łącznie jest 226. – Z powodu braku nauczyciela przedmiotowca, np. fizyka, odbywały się we wrześniu inne zajęcia, ale po zatrudnieniu nauczyciela dyrektorzy tak organizowali zajęcia, aby jak najszybciej w pełni zrealizować podstawę programową – mówi Maja Wysocka z Wydziału Komunikacji Społecznej UM Wrocław.

Dyrektorzy szukają rozwiązań. Organizują zastępstwa, zatrudniają nauczycieli emerytów albo osoby niemające potrzebnych kwalifikacji. Wymaga to uzyskania zgody kuratora.

W 2018 r. lubelski kurator oświaty wydał 310 takich zgód. Najczęściej obejmowały osoby, które realizowały zajęcia w niepełnym wymiarze godzin i w ramach dodatkowej umowy o pracę lub na zastępstwo za nieobecnego nauczyciela. – W szkołach podstawowych i gimnazjalnych najczęściej zgody dotyczyły nauczycieli prowadzących zajęcia z edukacji dla bezpieczeństwa, doradztwa zawodowego, zajęcia rewalidacyjne z uczniem, który otrzymał orzeczenia z poradni psychologiczno-pedagogicznej, oraz nauczycieli współorganizujących proces kształcenia ucznia ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi – wylicza Jolanta Misiak, dyrektor Wydziału Pragmatyki Zawodowej i Analiz Kuratorium Oświaty w Lublinie.

Efekt polityki oświatowej

W woj. świętokrzyskim takich decyzji w pierwszych sześciu miesiącach roku szkolnego 2018/2019 wydano 237. W większości dla nauczycieli podobnych specjalności jak w Lublinie, ale również bibliotekarzy, nauczycieli wychowania do życia w rodzinie, wiedzy o społeczeństwie i historii, techniki, plastyki, muzyki, fizyki, chemii, biologii i języków obcych. – O zgody występują przeważnie dyrektorzy małych szkół z obszarów wiejskich – mówi Katarzyna Nowacka, świętokrzyski wicekurator oświaty. W lubuskim liczba zgód sięgnęła już 410.

Zdaniem ekspertów deficyt kadry pedagogicznej można łatwo wytłumaczyć. – To efekt polityki oświatowej państwa, która prowadzi do braku stabilizacji pracy pedagogów w związku z częstymi zmianami przepisów prawa oświatowego, wydłużenia do 16 lat ścieżki awansu zawodowego nauczycieli, złożoności i częstotliwości dokonywania oceny pracy nauczycieli – mówi Maja Wysocka. I dodaje, że wielu nauczycieli zdecydowało się odejść na emeryturę w związku ze zmianą przepisów. Wielu też odeszło z zawodu.

>>> Polecamy: Rodzice każą dzieciom powtarzać klasę, żeby uniknąć podwójnego rocznika