Nie.
Zastanówmy się – czy skórka jest warta wyprawki, czy warto prowokować międzynarodowy konflikt polityczny? Ja uważam, że nie.
A co miałaby wykazać ekshumacja? Ci, którzy do niej wzywają, byliby potwornie rozczarowani jej wynikiem, bo z pewnością nie rozwiałaby wątpliwości. Wiara, że ekshumacja przekreśli dotychczasowe ustalenia, że okaże się, że to nie Polacy zamordowali Żydów, jest wiarą w mrzonki.
To wiemy. Tajemnicą są okoliczności i motywacje tych ludzi, emocje, które nimi kierowały, ale jak miałaby je pokazać ekshumacja?
Moglibyśmy na pewno poznać liczbę ofiar, być może dowiedzielibyśmy się, że niewielka część z nich była rozstrzelana, ale to nie zmieniłoby obrazu sytuacji.
Właśnie. Przypuśćmy, że podobny byłby wynik ekshumacji. Co by on wniósł? A koszty społeczne, międzynarodowe byłyby ogromne.
A to źle?
Biorąc przy tym pod uwagę skutki własnego działania, jak każdy. Jestem np. zwolennikiem otwarcia archiwów, ale to nie znaczy, że wywalałbym wszystko na wierzch, natychmiast, bez zastanowienia się, nie bacząc na żadne koszty.
Politycznych, religijnych, społecznych – z powodów wyższego rzędu. Zdecydowali o tym politycy i dziś, jeśli chcielibyśmy dokonać ekshumacji, to też nie do historyków należałby w tej sprawie decydujący głos. Ale gdyby mnie pytano o zdanie, to powiedziałbym, że trzeba zwracać uwagę na konsekwencje tych czynów i ważyć racje.
Ale nikt tak nie postępuje, nie ma takiego zagrożenia.
To nie znaczy, że ma ulegać autocenzurze. Każdy z badaczy musi być sam sobie sternikiem i według własnego sumienia odpowiadać na swoje wątpliwości.
Pańska obawa jest przesadzona. Historycy, jeśli tylko czegoś się dowiadują, to zwykle o tym piszą, tyle że świat o tym nie słyszy, bo nikogo to nie obchodzi.
>>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP
