"Kiedy NATO świętuje w Waszyngtonie w tym tygodniu swoją 70. rocznicę powstania, Niemcy wydają się ciężko pracować nad zapewnieniem składającego się z 29 członków sojuszu, że nigdy już nie zagrożą nikomu wojskowo (...)" - pisze Stelzenmueller pracująca w Brookings Institution.

Przypomina przy tym, że Niemcy oświadczyły, iż "nie spełnią swojej obietnicy zwiększenia wydatków na obronę do 1,5 proc. PKB do 2024 roku, mimo że oficjalnie zobowiązały się do celu 2 proc., jak wszyscy inni". Krytykuje zarazem "nużący sposób komunikacji" władz RFN.

Niemiecka publicystka i prawniczka w artykule w "FT" w "skromnej sugestii" proponuje Merkel przemówienie, którego celem byłoby przekonanie współobywateli dlaczego muszą "zacząć poważnie traktować wydatki na obronę". Sugeruje, by pod koniec swojej ostatniej kadencji kanclerz stwierdziła, że "jest trochę zmęczona chodzeniem na paluszkach koło waszych (niemieckich) próżnych pacyfistycznych złudzeń". W znacznym stopniu ma dotyczyć to koalicyjnych partnerów Merkel z SPD.

Reklama

Zdaniem Stelzenmueller Merkel powinna przypomnieć swoje wychowanie w NRD oraz to, że "NATO pod przewodnictwem USA gromiło wzrokiem Układ Warszawski przez dekady a amerykański prezydent Ronald Reagan jasno przekazał sowieckiemu przywódcy Michaiłowi Gorbaczowowi, że Zachód nie cofnie się". "Wreszcie, to zwykli Polacy, Węgrzy i wschodni Niemcy - w setkach tysięcy - ryzykowali swoje życia maszerując na ulicach przeciwko swym komunistycznym władcom" - ma według publicystki "FT" powiedzieć Merkel.

Doradza też, by kanclerz oświadczyła: "Podczas gdy wy wszyscy świętowaliście zjednoczenie w 1990 roku i wzywaliście do rezygnacji z sił zbrojnych, ponieważ nie będą one potrzebne po +końcu historii+, na nowo wolne państwa bloku sowieckiego ustawiały się w kolejce u naszych bram, żądając wpuszczenia. Ale najpierw chciały być w NATO, a potem w UE. Może wiedziały czegoś czego wy nie?".

Merkel - jak podpowiada Stelzenmueller - powinna również oświadczyć Niemcom, że zastanawia się "czy życie tak długo w +zjednoczonej i wolnej Europie+ nie spowodowało, że staliście się ślepi na to co dzieje się dookoła". Przyznała jednocześnie, że zakończyła się zimna wojna i "teraz otoczeni jesteśmy przyjaciółmi", a problemy z bezpieczeństwem zostały "wyeksportowane do przyjaciół i sąsiadów", a Niemcy są "bezpieczniejsze, ponieważ oni nie są".

"Tak, bezpieczniejsi, ale nie aż tak bezpieczni" - publicystka "FT" rekomenduje Merkel dalsze słowa przemowy. "Europa jest ponownie polem bitwy rywalizacji wielkich mocarstw - tak jak była 30 lat temu. Różnicą jest, że głównym zagrożeniem teraz nie są czołgi lub rakiety. Te wszystkie elementy globalizacji, które uczyniły nas tak dostatnimi i bezpiecznymi - swobodny przepływ towarów, ludzi, danych i idei - teraz są przez drapieżników przystosowywane do używania jako broń przeciwko nam".

Merkel powinna też odnotować, że wojna na Ukrainie do tej pory pochłonęła 13 tys. ludzkich istnień. "Czy naprawdę myślicie, że w tym nie ma wiadomości od Moskwy dla nas?" - ma pytać.

Wśród postulowanych argumentów znajduje się też przypomnienie, że najbardziej wartościowe w obronie przeciwko zagrożeniom są nienamacalne wartości, w tym m.in. zaufanie i jedność. "Ale one muszą być poparte wiarygodną siłą wojskową, jeśli chcecie, by nasi przeciwnicy traktowali nas poważnie. Naszym celem powinno być 2 proc. PKB (na obronność)" - ma oświadczyć Merkel.

Proponowaną przemowę według Stelzenmueller kanclerz powinna zakończyć zdaniem: "Jeśli myślicie, że możemy robić to wszystko bez pomocy USA, to rachunek będzie dużo wyższy".

>>> Czytaj też: Rosja ściga bankierów, którzy wiedzą, jak Kreml ukrywa pieniądze [REPORTAŻ]