Egzaminy, które są prowadzone w szkołach, w niczym nie zaburzają naszej akcji strajkowej – powiedział w środę prezes ZNP Sławomir Broniarz. Dodał, że związek nie rozważa zawieszenia akcji strajkowej. Przypomniał, że podczas wtorkowych rozmów z rządem związek przedstawił nowe propozycje.

Podczas konferencji prasowej Broniarz podkreślił, że dzisiaj jest trzeci dzień strajku i także pierwszy dzień egzaminów gimnazjalnych.

"To wydarzenie dla nas niezwykle istotne, bo te egzaminy, które są prowadzone w szkołach, w niczym nie zaburzają naszej akcji strajkowej" – zaznaczył. Dodał, że fakt uczestniczenia nauczycieli w tych egzaminach również nie zaburza działań strajkowych. Broniarz przypomniał też, że strajk, oprócz gimnazjów, trwa także w przedszkolach, szkołach podstawowych i w liceach.

"Chcę przy okazji bardzo serdecznie podziękować nauczycielom, dyrektorom szkół. To rzeczywiście była chwila prawdy, ale też ogromnej odpowiedzialności nas, nauczycieli, za losy dzieci" – powiedział. "Nigdy nauczyciel nie odszedł od dziecka, od ucznia" – podkreślił. Jak dodał, "to, że ten egzamin odbywa się w tak nerwowej emocjonalnej i nerwowej atmosferze jest tylko i wyłącznie winą minister edukacji Anny Zalewskiej".

Szef ZNP podkreślił, że związek nie rozważa zawieszenia akcji strajkowej. "Mamy plan działania i nie jest tajemnicą, że jesteśmy przygotowani na różne rozwiązania" – zaznaczył.

Przypomniał, że podczas wtorkowych rozmów ze stroną rządową w CPS "Dialog" związek przedstawił nowe propozycje kompromisu. "Wczoraj wygłosiliśmy kolejną naszą ofertę negocjacyjną, która została przez rząd całkowicie zbagatelizowana. Przypomnę, że mówiliśmy o 30-procentowym wzroście wynagrodzenia, już w podziale na kilka interwałów" – powiedział Broniarz.

Podkreślił, że ZNP czeka teraz na propozycję rządu. "Definitywnie pieniądze w tym państwie leżą w gestii rządu, aczkolwiek są to pieniądze obywateli, ale podział tych środków w dużej mierze zależy m.in. od tego, co zaproponuje pan premier Morawiecki" – podkreślił szef ZNP.

"Wczoraj pracodawcy obliczyli, że mniej więcej różni nas w tej chwili kwota około 3 mld zł. Wydaje się, że warto rozmawiać, a związki są do tego gotowe" – zapewnił.

Odniósł się też do wtorkowej propozycji premiera Mateusza Morawieckiego, by zaraz po świętach "nastąpiła w formule okrągłego stołu ogólnonarodowa debata o systemie oświaty". Jak zaznaczył, chciałby, aby wzięli w niej udział związkowcy, ale też nauczyciele, pedagodzy, wychowawcy, a także rodzice. "Uważam, że wszystkie te problemy wymagają systemowego podejścia, głębokiej przebudowy. Dlatego chciałem zaproponować związkowcom, ale też przede wszystkim całemu środowisku nauczycielskiemu okrągły stół. Chciałbym, żeby nie było teraz tego protestu w czasie egzaminów, żeby on został zawieszony. To jest mój apel, o to bardzo gorąco o proszę: żeby uczniowie mogli w terminie założonym ten egzamin napisać. A zaraz po świętach chciałbym, żeby nastąpiła w formule okrągłego stołu ogólnonarodowa debata o systemie oświaty" - powiedział premier.

Szef ZNP w środę powiedział, że wystąpienie premiera Morawieckiego "dolało oliwy do ognia".

"Bo jeżeli pan premier sądził, że w czymkolwiek uspokoił środowisko, to osiągnął cel odwrotny do zamierzonego. Dlatego że propozycje +okrągłego stołu+, debaty, owszem, są bardzo istotne, ale wtedy, kiedy mamy czas spokoju, kiedy możemy się nad tym głęboko zastanowić i nie robimy tego pod presją czasu i emocji" - powiedział.

"Pan premier proponuje +okrągły stół+ i weźmiemy w nim udział, ale jednocześnie uważamy, że ta data jest absolutnie +ucieczką do przodu+, bagatelizuje obecną sytuację i pokazuje, że premierowi rządu Rzeczypospolitej Polskiej nie zależy na rozwiązaniu tego konfliktu. Żałujemy, że do tego doszło i szkoda, że grupa 600 tys. protestujących nauczycieli od pana premiera nie uzyskała żadnej istotnej ze swojego punktu widzenia informacji" - powiedział Broniarz.

Podczas konferencji Broniarz mówił też o rozporządzeń podpisanych w ubiegłym tygodniu przez minister edukacji narodowej Annę Zalewską. Zgodnie z nimi członkiem zespołu egzaminacyjnego i nadzorującego może być każda osoba mająca kwalifikacje pedagogiczne (w zespołach mogą być także osoby, które nie pracują w żadnej szkole).

Kolejną zmianą jest zwiększenie z 20 do 25 liczby uczniów przypadających na jednego nauczyciela wchodzącego w skład zespołu nadzorującego, jeżeli zdających w sali egzaminacyjnej jest ponad 25 na egzaminie gimnazjalnym lub ósmoklasisty i 30 na maturze.

Odnosząc się do tego rozporządzenia, Broniarz stwierdził, że minister Zalewska "dała fatalny sygnał opinii publicznej, pokazując, że prawo może być tworzone ad hoc i może ocierać się o granice absurdu". Jego zdaniem "rodzice, którzy to obserwują, mają kolejny dowód na niebywały chaos potęgowany przez kolejne decyzje minister edukacji".

Wyraził również opinię, że "pewnie po egzaminach, w nowym roku szkolnym, kolejny minister wycofa z obiegu to rozporządzenie, bo ono jest po prostu idiotyczne".

Z kolei wiceprezes ZNP Krzysztof Baszczyński podkreślił, że zgodnie z prawem w egzaminach mogą brać udział tylko nauczyciele. Przywołał wystąpienie rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara w tej sprawie.

"Zgodnie z prawem w egzaminach mogą brać udział tylko nauczyciele, na to zwrócił uwagę rzecznik praw obywatelskich, myśmy o tym wielokrotnie mówili, ostatnio przestrzegając posłów. To w Sejmie tworzy się prawo i to posłowie określili, kto może pracować przy egzaminach. Okazuje się jednak, że pracują osoby z zewnątrz, które nie są nauczycielami. Są to katecheci, są księżą, są to siostry zakonne, są to strażacy, jest to służba więzienna" – powiedział Baszczyński.

"Są samorządy, które płacą tym osobom (pracującym przy egzaminach – PAP) nawet 450 zł dziennie, mówię o Zgierzu. Do tej pory mówiono nam, że praca nauczyciela, który przychodzi na egzamin z zewnątrz, jest traktowana jako wolontariat. Okazuje się, że można znaleźć pieniądze, są to ogromne pieniądze: w Chełmie 100 zł, w Rybniku 220 zł, to dzieli nas jako nauczycieli" – dodał.

"Niedopuszczalne jest, aby osoby, które nie są nauczycielami, pracowały przy egzaminach. To jest kolejne dolanie oliwy do ognia, jeśli chodzi o chaos w systemie oświaty. +Zalewska plus+ tutaj zrobiła swoje. To nie chodzi o to, czy ma ktoś uprawnienia pedagogiczne – odpowiedział na pytanie zadane z sali podczas konferencji.

"Uprawnienia pedagogiczne może mieć pedofil" – wtrącił szef ZNP Broniarz,

"Każdy może mieć uprawnienia pedagogiczne, jeśli takie uzyskał" – dodał Baszczyński.

"Definicja jest wyraźna: to parlament przyjął tę ustawę, w komisjach egzaminacyjnych mogą pracować tylko nauczyciele. A nauczyciel to jest osoba, która ma stosunek pracy ze szkołą. W związku z tym, to, co się dzieje, mówiąc delikatnie, jest nienormalne, postawione na głowie. I sądzę, że ktoś powinien się temu przyjrzeć" – dodał.

Rzecznik praw obywatelskich w piśmie do szefowej MEN zwracał m.in. uwagę na kwestię braku spełnienia wymagań, którym podlegają nauczyciele przy podejmowaniu pracy w szkole, np. przedstawienia zaświadczenia o niekaralności i odbycia badań lekarskich.

Na pytanie, czy egzaminy będą ważne, Baszczyński odpowiedział: "Tak nie tylko my mówimy, tak do sprawy podszedł rzecznik praw obywatelskich, który w piśmie do pana premiera na ten wątek zwrócił uwagę. Ale ja rozumiem, że to pisała niewłaściwa osoba i w związku z tym pan premier zlekceważył tę sprawę. Według tego co napisał rzecznik, można podważyć takie egzaminy" – powiedział.

Na pytanie, czy to dobrze, że dziś odbywają się egzaminy, odpowiedział: "Oczywiście, że dobrze, ale nie powinny się odbywać według takiego scenariusza. Rozwiązanie, które zaproponowała minister Zalewska, łamie ustawę o systemie oświaty, łamie Kartę nauczyciela, no chyba że dzisiaj prawo nic nie znaczy. (...) Jeżeli zostało podpisane rozporządzenie, które jest złamaniem prawa, to znaczy, że ono będzie działało w kolejnych latach. I to znaczy, że każdy może uczestniczyć w egzaminach naszych dzieci. Jestem przekonany, że powinniśmy zrobić wszystko, żeby się z tego szaleństwa wycofano.