Ekscytacja wiąże się z propozycją złożoną na początku roku przez przywódcę opozycji Rahula Gandhiego, polityka pochodzącego z najsłynniejszej indyjskiej dynastii politycznej. Liderujący dziś Kongresowi Narodowemu „młody” Gandhi zapowiedział, że jeśli zostanie premierem, to wprowadzi w Indiach . Będzie on wynosił 6 tys. rupii miesięcznie na gospodarstwo domowe. Licząc według parytetu siły nabywczej, to równowartość ok. 250 euro (licząc według kursu wymiany sporo mniej). Jakkolwiek liczyć zastrzyk znaczący – w Indiach mediana dochodów nie przekracza 400 euro na gospodarstwo domowe.
Indyjski NYAY ma być . Według koncepcji Gandhiego powinien trafić do 20 proc. najbiedniejszych mieszkańców kraju. Ale nawet przy takim zastrzeżeniu skala projektu jest niespotykana – to ok. 50 mln gospodarstw domowych. To już nie są skromniutkie projekciki prowadzone na wyselekcjonowanych grupach w Finlandii, Holandii czy w niektórych włoskich miastach. Gdyby NYAY wszedł w życie, byłby największym eksperymentem w historii całej dyskusji o dochodzie podstawowym. Koszt rozwiązania ma wynieść ok. 1 proc. indyjskiego PKB. Kongres (zapewne z politycznej kalkulacji) niewiele mówi o jego finansowaniu, choć niektórzy obserwatorzy sugerują, że rozważa on wprowadzenie podatku w wysokości 2 proc. od majątku netto powyżej miliona euro.
>>> Polecamy: Brazylia: Ultraprawicowy prezydent chce przemysłu w dorzeczu Amazonii
