Dlaczego w samorządach nie ma świeżej krwi?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
4 maja 2019, 15:46
Polityka
Polityka/ShutterStock
Co robią mieszkańcy trzytysięcznego miasteczka, gdy rządzący czwartą kadencję burmistrz traci stanowisko, bo zostaje prawomocnie skazany za nieuczciwą walkę z oponentami? Już następnego dnia po wyroku zbierają podpisy pod petycją, by go przywrócić. Sąd nie ma wątpliwości co do jego winy, oni nie mają co do tego, że powinien rządzić dalej. Bo burmistrz swój chłop. „Swój” to słowo klucz. Nie chcą nowego. Przyzwyczaili się i uzależnili.

Jak Polska długa i szeroka niesie się lament: nie ma młodych Gdyby nie ci wredni starzy, wszystko wyglądałoby inaczej. Kraj by rozkwitł, ludzie pokraśnieli, przyroda wypiękniała. Krowy by się cieliły w dwójnasób, a 500 plus potroiło.

Na krajowej scenie duopol PiS i PO, aż się człowiek wzdraga na myśl, że znów będzie musiał wybierać między Kaczyńskim a Schetyną. W samorządach, a już zwłaszcza powiatowych, podobnie – burmistrz od 17 lat na stanowisku, radni od trzech kadencji, wciąż te same twarze. Demokratyczny wybór sprowadzony do głosowania za albo przeciw obecnie rządzącym, bo nie ma konkurencji.

Fakt to niepodważalny: świeżej krwi w samorządach niewiele. Nawet jeśli zmienia się władza, to przecież jedna znana twarz na drugą. Raz w koalicji, raz w opozycji. Radni, wójtowie, prezydenci, wszyscy z wieloletnią samorządową kartą, wymachują nią przed każdymi wyborami niczym świadectwem z czerwonym paskiem. Wyborcy niby kręcą nosem, bo twarze już opatrzone, ale głosują.

Dlaczego? Czy są jakieś mechanizmy, które dopływ tej świeżej krwi blokują? A może prawda jest czarniejsza, choć prostsza: lokalne społeczności preferują polityczne status quo i choć o zmianie lubią mówić, to wolą jej nie doświadczać?

Wspomniane trzytysięczne miasteczko leży na południowo-wschodnich krańcach województwa łódzkiego. Ma długą historię, w dużej części żydowską, i niewyraźną przyszłość. Ślubów ledwie kilkanaście na rok, ujemny przyrost naturalny, coraz starsi mieszkańcy. Według danych GUS w całym mieście pracuje 699 osób. Najbardziej pożądane posady to te w urzędzie bądź podległych mu placówkach.

Od czterech kadencji rządzi ten sam burmistrz, ostatnie wybory wygrał jesienią, oczywiście w pierwszej turze. Opozycję ma małą, ale prężną. Kontroluje go, pisze, sprawdza, informuje. Jednym słowem – jątrzy. Więc a to sąd skazuje burmistrza za zniesławienie, a to prokurator zarzuca mu oszustwa związane z remontem parku i kieruje akt oskarżenia do sądu. Burmistrz wiele sobie z tego nie robi, bo poparcie ma.

>>> Czytaj także: Zielonka: Weszliśmy do Unii, gdy dostawała zadyszki. Teraz jesteśmy skazani na integrację [WYWIAD]

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj