„Bez niespodzianki” - takim nagłówkiem opatrzono informację o wyborze Prayuta na portalu internetowym dziennika „Bangkok Post”.

W sprawie wyboru premiera głosowały wspólnie obie izby tajlandzkiego parlamentu: 500-osobowa izba niższa, wyłoniona w marcowych wyborach powszechnych, oraz 250-osobowy Senat, wybrany w całości przez rządzącą juntę.

Na Prayuta głosowało 500 posłów i senatorów, a jego przeciwnik, przywódca opozycyjnej partii Future Forward (FPP) i kandydat złożonego z siedmiu ugrupowań „frontu demokratycznego” przeciwko juncie Thanathorn Juangroongruangkit otrzymał 244 głosy.

Reklama

Kandydaturę Prayuta zgłosiła związana z juntą partia Palang Pracharat (PPRP), która w marcowych wyborach zdobyła 116 mandatów w izbie niższej. By skutecznie rządzić i uchwalać ustawy, PPRP będzie musiała wejść w koalicję z innymi ugrupowaniami. Podczas środowego posiedzenia były prezes Partii Demokratycznej (DP) Abhisit Vejjajiva zrezygnował z mandatu poselskiego w proteście przeciwko poparciu udzielonemu przez jego ugrupowanie kandydaturze Prayuta. Abhisit ustąpił z funkcji lidera DP po klęsce tej partii w marcowych wyborach.Powszechne głosowanie formalnie przywróciło w Tajlandii demokrację po pięciu latach rządów wojskowych. Wielu ekspertów oceniało jednak wybory jako zmanipulowane i wskazywało na wprowadzone przez juntę zmiany w prawie, które znacznie ułatwiły generałom pozostanie u władzy.

W ciągu ostatnich 15 lat wojsko dwukrotnie obalało demokratyczne rządy, najpierw byłego premiera Thaksina Shinawatry, a później jego siostry Yingluck, na fali destabilizujących kraj protestów przeciw ich prospołecznej polityce. Krajowe elity zarzucały Shinawatrom korupcję, populizm i tendencje antymonarchistyczne, co dawało armii pretekst do przejmowania władzy.Część ekspertów ocenia jednak rządy wojska jako nieskuteczne. Wskazują przy tym na narastające problemy gospodarcze czy rosnącą przepaść pomiędzy bogatymi a biednymi.

>>> Polecamy: Partia szachów o władzę w PE rozpoczyna się. Lider chadeków pójdzie na ustępstwa