Zakład Ubezpieczeń Społecznych to jedna z bardziej memogennych instytucji w Polsce. Średnio raz na kwartał jakiś bloger albo portal ogłasza jej bankructwo albo staje się ona przyczynkiem do internetowej g…burzy (tak mawia młodzież). Znów jest problem, bo rosną składki na ubezpieczenie społeczne dla przedsiębiorców. Poważna sprawa, gdyż nikt nie chce płacić więcej instytucji, w którą nie wierzy - pisze w felietonie Bartek Godusławski.
Gorzej, że kwota należna ZUS rośnie właśnie teraz, gdy rządzi PiS. Skoro rządzi, to znaczy, że za wszystko odpowiada. Także za przepisy, które funkcjonują od lat. Odpowiedzialność PiS jest bezsprzeczna, bo przecież w Sejmie ustawę można zmienić w jedną noc, nad ranem przepuścić bez poprawek przez Senat, a prezydent złoży swój podpis jeszcze przed śniadaniem. Jeśli daje się seniorom trzynastą emeryturę, każdemu dziecku 500 zł, a nawet krowa ze świnią na coś się załapią, to i przedsiębiorcy się należy. Pewnie, że się należy – szczególnie temu, który ma niewielki przychód, a składki procentowo stanowią dużą część tej kwoty. Na tyle dużą, że czasem trudno zarobić na ZUS i fiskusa.
Reklama
Zanim jednak prezes Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki będą musieli się wytłumaczyć, a opozycja zakrzyknie „skandal, oszuści, dojna zmiana”, warto zobaczyć, skąd się ten wzrost bierze. Najpierw patrzymy na prognozowane przeciętne miesięczne wynagrodzenie w gospodarce narodowej, które znajdziemy w założeniach do projektu budżetu państwa. W ten sposób dowiemy się, że Ministerstwo Finansów przewiduje, iż w 2020 r. wyniesie ono 5227 zł.
Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP