Komentarz Trumpa na Twitterze w sprawie spisu ludności w 2020 r. (Census 2020) pojawił się w dzień po tym, kiedy sekretarz handlu USA Wilbur Ross oznajmił, że Biuro Spisu Ludności rozpoczęło drukowanie kwestionariuszy spisowych bez pytania o obywatelstwo.

Pod koniec ubiegłego tygodnia Sąd Najwyższy zarządził, aby kwestię obywatelstwa rozpatrzył sąd niższej instancji. Prezes Sądu Najwyższego John Roberts, nie wykluczył możliwości przedstawienia przez Departament Handlu dodatkowych argumentów.

Ustalony przez władze termin rozpoczęcia druku kwestionariuszy Census 2020 minął w ub. poniedziałek, aby spis powszechny mógł się odbyć w kwietniu 2020 roku. Trump sugerował jednak, że termin może zostać przedłużony.

„Doniesienia prasowe jakoby Departament Handlu zrezygnował z zamiaru umieszczenia pytania o obywatelstwo w spisie ludności są nieprawidłowe lub, mówiąc inaczej, fałszywe ! (FAKE!)… Idziemy absolutnie do przodu, tak jak musimy, ze względu na znaczenie jakie mają odpowiedzi na to pytanie” – tweetował prezydent.

W mediach pojawiły się spekulacje, że decyzja prezydenta sugeruje albo jego reakcję na krytykę ze strony ugrupowań prawicowych z powodu niepotrzebnego ustępstwa rządu, albo być może Trump chciał zmobilizować swych zwolenników w tej sprawie.

„Konserwatywny presenter radiowy Hugh Hewitt wysłał tweet, że był +bardzo zaskoczony poddaniem się prezydenta bez walki w tej sprawie+” – zauważyła telewizja CNN.

Dane Biura Spisu Powszechnego są gromadzone głównie poprzez wysłanie formularzy z pytaniami o płeć, rasę, wiek i wiele innych danych osobowych. Niezależnie od tego pracownicy spisowi odwiedzają domy i wykorzystują inne sposoby aby zapewnić, że ustalona liczba mieszkańców USA będzie jak najbardziej dokładna.

Administracja wskazywała na istotę zawarcia w spisie pytania o obywatelstwo uzasadniając to potrzebą ochrony praw wyborczych mniejszości. Przeciwnicy argumentowali, że włączenie pytania o obywatelstwo zniechęci wielu imigrantów zarówno legalnych, jak i nielegalnych oraz ich rodziny do udziału w spisie.

Określenie liczby mieszkańców w danym rejonie ma duże znaczenie. Na tej podstawie ustala się bowiem m.in. liczbę miejsc w Izbie Reprezentantów oraz wielkość funduszy przeznaczanych na cele społeczne, budowę nowych obiektów itp.

Rokrocznie władze federalne przeznaczają 900 mld dolarów np. na szkoły publiczne, świadczenia Medicaid dla osób chorych i ubogich, organy egzekwowania prawa i naprawy autostrad. Władze stanowe i lokalne wykorzystują dane spisowe w podobny sposób, ustalają też na tej podstawie granice okręgów wyborczych.

Jak powiedziała PAP prezes największej polonijnej organizacji społeczno-politycznej w Nowym Jorku Bożena Kaminski,

usunięcie pytania o obywatelstwo byłoby wskazane ponieważ w ten sposób dane Biura Spisu Ludności bardziej realistycznie odzwierciedlą stan populacji.

„Wielu ludzi z różnych względów nie chce ujawniać swego statusu w Ameryce, niekoniecznie tylko dlatego, że przebywają tu nielegalnie. Uważają, że nie jest to istotne. Dlatego też nie wszyscy Polacy biorą udział w spisie” – oceniła.

Zdaniem Kaminski przy opracowaniu danych statystycznych Biura Spisu Ludności nie powinno się brać pod uwagę obywatelstwa. Obliczenie, ile osób posiada obywatelstwo, lub ma uprawniającą do stałego pobytu w Ameryce zieloną kartę mogłoby być przedmiotem oddzielnej analizy.

Zgodnie z przewidywaniami kwestią spisu ludności zajmie się Kongres po przerwie w obradach kończącej się 4 lipca. Dyrektor Biura Spisu Steven Dillingham zgodził się złożyć zeznania w Kongresie 24 lipca.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)