Broniarz: "Podwójny rocznik" to katastrofa edukacyjna i wychowawcza

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
9 lipca 2019, 07:42
Szkoła
Szkoła/ShutterStock
Tzw. "podwójny rocznik" to katastrofa edukacyjna i wychowawcza - powiedział w poniedziałek na antenie TVN24 Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Tzw. "podwójny rocznik" - uczniowie, którzy skończyli szkoły podstawowe i gimnazja - spotkają się w nadchodzącym roku szkolnym w szkołach ponadpodstawowych. Dyrektorzy szkół, zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Edukacji, zwiększyli liczbę oddziałów w placówkach. Nie gwarantuje to jednak, że wszyscy uczniowie dostaną się do wymarzonych szkół.

"To katastrofa edukacyjna i wychowawcza, to jest porażka tego systemu, jeżeli rodzice mówią do dziecka: wyrażamy zgodę, żebyś przez rok nic nie robił, ale nie idź do szkoły, do której nie chcesz" - powiedział Broniarz.

"W naszym liceum będzie 12 oddziałów - 6 po gimnazjum, a 6 po szkole podstawowej. W stosunku do ubiegłorocznych 5., to ogromny wzrost, ale miejsc może i tak dla wszystkich nie wystarczyć" - powiedział Marcin Konrad Jaroszewski, dyrektor Liceum im. Jana Śniadeckiego w Warszawie.

Dyrektor obawia się zwiększonej liczby uczniów: z 400. do 700. Może to jego zdaniem spowodować problemy lokalowe, liczy się również z problemami kadrowymi. "Brakuje nauczycieli, mamy 7 wakatów, a nauczycieli na rynku nie ma" - powiedział.

Zdaniem szefa ZNP coraz więcej osób po skończeniu studiów nie wybiera pracy w szkole, coraz więcej pedagogów rezygnuje z pracy. "Zawirowania w oświacie "odbijają się na atmosferze w szkole i na tym, że nauczyciele odchodzą z zawodu" - powiedział Broniarz.

"Zmiana prawa, niestabilność zatrudnienia, zmiany w karcie nauczyciela sprawiły, że nie jest to atrakcyjna praca, choć samorządy robią co mogą, żeby przyciągnąć nauczycieli. Miasto stołeczne Warszawa podwyższyło wynagrodzenie o 300 zł, żeby przyciągnąć młodych, a i tak są problemy cały czas" - powiedział Jaroszewski.

"To są dalekosiężne skutki reformy, przed którymi my dyrektorzy, nauczyciele i samorządowcy przestrzegaliśmy jeszcze trzy lata temu jak weszły te założenia reformy" - powiedział.

"16 lipca w Warszawie zostaną ogłoszone wstępne wyniki. Na dzień dzisiejszy brakuje 4 tys. miejsc dla kandydatów. Miasto robi co może, żeby te miejsca znaleźć. Nie wiemy, jak to się skończy 25 lipca, gdy będą ogłoszone listy przyjętych. Należy się spodziewać rozczarowań, frustracji, odwołań od decyzji komisji rekrutacyjnych" - dodał.

>>> Czytaj też: Chorwacja chce euro. Kraj złożył wniosek o przyjęcie do mechanizmu ERM II

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj