Szef dyplomacji, który ubiega się również o schedę po ustępującej wkrótce ze stanowiska May, zapowiedział, że jeśli zostanie wybrany przez członków rządzącej Partii Konserwatywnej na jej następcę, to ambasador Darroch pozostanie na placówce.

"Przyjaciele rozmawiają szczerze, więc i ja tak zrobię: te komentarze są oznaką braku szacunku i są nieodpowiednie wobec naszej premier i mojego kraju. Twoi dyplomaci przedstawiają swoje prywatne opinie sekretarzowi stanu (Mike'owi) Pompeo i tak też robią nasi" - napisał Hunt na Twitterze, zwracając się bezpośrednio do Trumpa.

"Mówiłeś, że brytyjsko-amerykański sojusz jest najwspanialszym w historii i ja się z tym zgadzam, ale sojusznicy powinni traktować się nawzajem z szacunkiem - tak, jak Theresa May zawsze traktowała Ciebie" - podkreślił.

Szef MSZ odrzucił wezwanie Trumpa do zmiany brytyjskiego wysłannika w Waszyngtonie, przypominając, że "ambasadorowie są mianowani przez brytyjski rząd i jeśli ja zostanę premierem, to nasz ambasador pozostanie na stanowisku".

Wcześniej krytykę prezydenta odrzucił także rzecznik premier May, który zapewnił, że Darroch może liczyć na "pełne zaufanie" szefowej rządu. Jak dodał, opublikowane w niedzielę krytyczne wobec Trumpa fragmenty opinii ambasadora "nie odzwierciedlają" ogólnego tonu jego korespondencji.

Depesze opublikowane w niedzielę przez gazetę "Mail on Sunday" zawierały nieprzychylne opinie Darrocha na temat władz USA. Ambasador określił otoczenie amerykańskiego prezydenta jako "dysfunkcyjne" i ostrzegał, że "naprawdę nie wydaje nam się, by ta administracja miała się stać dużo normalniejsza: (tj.) bardziej przewidywalna, mniej podzielona, mniej niezdarna i nieporadna pod względem dyplomatycznym".

Pierwszą reakcją Trumpa była opinia, że Darroch "nie przysłużył się Wielkiej Brytanii". Prezydent dodał, że jego administracja "nie jest fanem tego człowieka", a później zadeklarował, że "nie będzie z nim dalej pracował". W efekcie Biały Dom wycofał m.in. zaproszenie dla Darrocha na kolację z emirem Kataru.

We wtorek napisał: "Ten zwariowany ambasador, którego Wielka Brytania narzuciła Stanom Zjednoczonym, nie jest kimś, kto nas zachwyca, bardzo głupi facet. Powinien mówić (...) premier May o jej nieudanych negocjacjach w sprawie brexitu i nie denerwować się moją krytyką na temat tego, jak źle zostało to poprowadzone".

W kolejnym wpisie Trump ciągnął: "Powiedziałem Theresie May jak zrobić ten deal, ale zrobiła to na swój głupi sposób i nie była w stanie tego załatwić. Klęska! Nie znam ambasadora, ale powiedziano mi, że to nadęty głupiec. Powiedzcie mu, może USA mają teraz najlepszą gospodarkę i siły zbrojne na świecie i to o wiele...".

Brytyjskie MSZ prowadzi wewnętrzne śledztwo dotyczące przecieku, a szef parlamentarnej komisji ds. polityki zagranicznej Tom Tugendhat poprosił także, by w dochodzenie w sprawie złamania tajemnicy państwowej zaangażowała się policja.

>>> Czytaj też: Trump znów atakuje ambasadora i premier Wielkiej Brytanii. "Nadęty głupiec"