Od wina poprzez ubrania i buty, do lekarstw i samochodowych, a nawet samolotowych części zamiennych - według francuskiej Unii Wytwórców (UNIFAB) nabywanie podrobionych produktów powoduje stratę blisko 40 tys. miejsc pracy.

Francja jest krajem, którego produkty są podrabiane najczęściej po amerykańskich – twierdzą przedstawiciele UNIFAB.

Kampanię, w której uczestniczy rząd, otworzył w poniedziałek rano w Cannes minister ds. działań i wydatków publicznych Gerald Darmanin. Obok UNIFAB jej partnerem jest również urząd celny. Władze chcą kłaść nacisk na szkodliwość nieautentycznych towarów i niebezpieczeństwo, jakie może wiązać się z ich używaniem.

Reklama

Lato, gdy ludzie częściej podróżują, jest szczególnie dobrym czasem na sprzedaż podróbek. Dlatego na wielu plażach ustawiono kioski z materiałami kampanijnymi, a zatrudnione przy akcji osoby tłumaczyć mają szkodliwość uczestniczenia w handlu podrabianymi artykułami i oprócz dydaktycznych ulotek rozdawać będą drobne prezenty - autentycznie markowe.

Niegdyś podrabiano perfumy wielkich marek i ubrania, obecnie podrabia się wszystko, co można sobie wyobrazić - „nawet zabawki dziecięce, które nie odpowiadają obowiązkowym normom bezpieczeństwa” – tłumaczyła w radiu France Info Melanie La Cuire z dyrekcji generalnej urzędu ceł.

Szlagierem wśród podróbek jest wino, szczególnie te najdroższe butelki przeznaczone na sprzedaż w Chinach. Jak powiedział PAP Eric Przyswa, autor raportu o zabezpieczaniu się przed fałszerstwami, chińscy milionerzy lubią częstować jednym z najdroższych bordeaux, jakim jest Chateau Lafite Rothschild. W samej prowincji Zhejiang sprzedaje się co roku 300 tys. butelek tego wina, podczas gdy do całych Chin wysyła się wszystkiego 50 tys.

Jak informuje ekspert, francuscy producenci w walce z podróbkami skupują w Chinach puste butelki, które następnie tłuczone są w Hongkongu. Pojawiają się też systemy elektroniczne pozwalające stwierdzić autentyczność zawartości.

Sprzedaż internetowa, która stała się jednym z głównych kanałów upłynniania podróbek, bardzo utrudniła pracę celników i powoduje, że jedna trzecia nabywców wpada w pułapkę.

„Patrząc na autentyczną fotografię na ekranie, myślicie, że kupujecie markowy produkt w cenie odpowiadającej sklepowej, ale otrzymujecie podróbkę i na dodatek udostępniliście swoje dane osobowe” – ostrzegała w wywiadzie radiowym dyrektor UNIFAB Delphine Sarfati-Sobreira. Ubolewała, że dawniej podróbki były transportowane w wielkich kontenerach i za jednym zamachem zajmowano tysiące artykułów, „a dziś należałoby postawić celnika przy każdej przychodzącej pocztą paczce”.

Potwierdzają to statystyki celne – od czasu spopularyzowania sprzedaży internetowej konfiskaty rok w rok jest coraz mniej. Sprzedażą podróbek zajmują się według dyrektor UNIFAB „zorganizowane sieci przestępcze, które finansują niebezpieczne formy działalności, a nawet terroryzm”.

Jean-Noel Kapferer z INSEEC School Business and Economics powiedział w wywiadzie dla France Info, że podrabianie zastąpiło różnym mafiom handel narkotykami, gdyż jest o wiele łagodniej karane.

Według eksperta dwie trzecie nabywców fałszywek wie, co kupuje. „Póki nie wie się, jak wygląda zaplecze tego procederu i na co idą zdobyte w ten sposób pieniądze, ma się wrażenie, że to niewinna kombinacja, przy której robi się dobry interes” – tłumaczył.

>>> Polecamy: Powstaje największa na świecie strefa wolnego handlu. W planach jest też wspólna waluta [MAPA]