Historia jest dla polityka o tyle wdzięcznym partnerem, że już nie istnieje, nie może się przed nimi bronić. Historia dostała od polityków pigułkę gwałtu, jest bezwładna i można z nią robić, co się zechce, i korzystają z tej możliwości wszyscy.
"Tu jest Kościuszko, a tu jestem ja" – przecież to nie Kościuszko ma się ogrzać w tym towarzystwie.
Mówiłem.
Nie wnikając w meandry PSL, odwołam się do pojęcia partii subkulturowej, takiej, która często ma długą historię, ale coś poszło nie tak i została jej niewielka, za to bardzo zintegrowana, grupa wyborców. W Polsce partią subkulturową, w której przeszłość, nazwiska i portrety odgrywają szczególną rolę, jest PSL.
Jesteśmy społeczeństwem, w który historia zawsze odgrywała ponadstandardową rolę, bo pomagała przetrwać, ratowała tożsamość. W związku z tym historia jest sama w sobie wartością pozytywną.À propos, nie tylko w Polsce, ale też w wielu krajach świata panuje moda na poszukiwanie prywatnych korzeni, lecz my dodatkowo wciąż uważamy, że oprócz korzeni indywidualnych powinniśmy mieć przeszłość zbiorową jako wspólnota.
Nie docenia pan tego, że znaczną część społeczeństwa socjalizowano w duchu klęczenia przed portretami przodków. I to ta część społeczeństwa częściej chodzi na wybory.
Do wyborów chodzą częściej siwowłosi Janusze i Grażyny niż gimbaza, do której faktycznie nie trafi przekaz historyczny inny niż ten formułowany przez kulturę masową. Dodajmy tu koniecznie, że to nie gimbaza jest winna, a ci, którzy ją tak wykształcili.
Owszem, historia kredytu mieszkaniowego.
Cały wywiad przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP
