Rabiej: 500+ to problem rządu, nie nasz. Czekamy na 482 mln zł [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 9 minut
2 października 2019, 07:14
rodzina, dziecko, pieniądze, oszczędności
rodzina/ShutterStock
– Dziś nie powinno być ani jednego warszawiaka, do którego nie wyszedłby przelew. Myślami już jesteśmy w październiku, listopadzie i grudniu. Czekamy na 482 mln zł, by obsłużyć te wypłaty – mówi wiceprezydent stolicy Paweł Rabiej.

Rząd ma problem. My po prostu chcemy je sprawnie wypłacać. Gdybyśmy sami nie wywołali tematu i nie poinformowali o tym strony rządowej z wyprzedzeniem, dziś mielibyśmy poważny problem z wypłatą świadczeń we wrześniu. Już w sierpniu informowaliśmy wojewodę, że ze względu na rozszerzenie programu na każde pierwsze dziecko pieniądze, które otrzymuje Warszawa są niewystarczające, wskazywaliśmy, o ile należy zwiększyć dotację zgodnie z naszymi szacunkami. We wrześniu prezydent Trzaskowski pisał w tej sprawie do premiera Morawieckiego. Gdyby nie nasze sygnały o problemie, to dzisiaj mielibyśmy opóźnione wypłaty 500+. Dzięki naszym naciskom, trzem monitom i listowi Prezydenta do premiera wojewoda mazowiecki wpłacił brakujące środki na nasze konto, co pozwoliło dochować terminu wypłaty świadczeń.

Takie są koszty rozszerzenia programu 500+ o każde pierwsze dziecko w skali Warszawy. Widać to po harmonogramie wpłat. Myśmy mieli zapewnione wpłaty od rządu mniej więcej do sierpnia i do tamtego czasu na świadczenia wychowawcze wypłacaliśmy po 67–70 mln zł miesięcznie. Na początku sierpnia pieniędzy od rządu zaczęło brakować. Wiedzieliśmy już, że objęcie programem 500 plus każdego dziecka spowoduje większe potrzeby. I to widać po kwocie wypłat – w lipcu było to 110 mln, we wrześniu już 198 mln. To ponad dwukrotnie więcej niż wcześniej. Tak znaczny skok w kwocie wypłat mógł być zaskakujący nawet dla rządu i być może pojawił się kłopot z wygospodarowaniem takich pieniędzy. Świadczą o tym chociażby daty przelewów. Choćby 19 września mieliśmy aż trzy przelewy po kilkadziesiąt milionów złotych. Ostatnią transzę – ponad 1,8 mln zł – otrzymaliśmy 26 września. To był wtorek, a dzień po tym, jak powinny zacząć się przelewy pieniędzy do mieszkańców. Mieliśmy bardzo mało czasu na dokonanie tych wypłat, mimo że jest ich teraz dużo więcej. Termin na ich wykonanie to 25–30 dzień każdego miesiąca. Dziś szacujemy, że do końca roku na świadczenia 500+ potrzeba 482 mln zł. Nie mamy jeszcze od rządu tych funduszy.

Bardzo nas to cieszy. To będzie oznaczało, że wypłacimy wszystko w terminie i nie będziemy musieli się denerwować, a zwłaszcza rodzice. Cały proces powinien przebiegać gładko i bez tej niepewności czy i jak duże pieniądze pod koniec miesiąca będą, czy nie. Z tego, co wiem, inne miasta są w podobnej sytuacji co my, być może na mniejszą skalę. Rozmawialiśmy o tym z samorządowcami z Białegostoku, Gdyni, Poznania, Łodzi czy Krakowa i tam są podobne problemy, tzn. rząd przelewa na ostatnią chwilę. To nie jest dobre ani dla osób, które na te świadczenia czekają, ani też dla samorządów, które te świadczenia realizują. Prawdę mówiąc, we wrześniu udało nam się to zrobić, ale stawaliśmy na głowie. Niektóre przelewy wychodziły jeszcze 30 września. Szkoda, że rząd lepiej tego nie rozplanował. My nie możemy wypłacić ani złotówki, dopóki wojewoda nie złoży podpisu pod planem wypłat.

Możliwe, że Warszawa jest w szczególnej sytuacji, choć trudno mi uwierzyć, by rząd miał jakieś powody, by szykanować prezydenta i mieszkańców stolicy. Niestety cyfry i daty nie kłamią, pieniądze na wypłatę wrześniowych świadczeń otrzymaliśmy w ostatnich dniach września.

>>> Czytaj też: Kredyt mieszkaniowy kilkanaście razy tańszy niż teraz? Oto 5 możliwych skutków wyroku TSUE

Poznań wypłacał pieniądze w podobny sposób, co my. Kraków też informował nas o pewnych problemach. Konsultujemy się na bieżąco i widzimy, co działa, a co nie. Dla nas troska o mieszkańców i płynna wypłata świadczeń jest fundamentalna. Gdy widzieliśmy, że grożą nam braki środków na koncie, zrobiliśmy raban i poinformowaliśmy stronę rządową. To jednak nie wystarczyło na pokrycie tego skoku zapotrzebowania, myśmy też nie wiedzieli, jaki ten skok będzie. Do takich operacji trzeba się przygotować, to kwestia dobrego planowania, którego ze strony rządu najwyraźniej zabrakło.

Do tej pory nie mieliśmy sygnałów od wojewody, że coś wyliczamy źle. Myślę, że problem wziął się raczej stąd, że rządowi trudno ściągać pieniądze na wypłaty 500+. Być może źle pracuje Ministerstwo Finansów, które właściwie nie ma obecnie szefa, a poprzedni szef był słaby. Tak czy inaczej, nie słyszałem wcześniej skarg na nasze wyliczenia, mimo że nie jest to prosta matematyka.

W ciągu kilku tygodni liczba dzieci, których dotyczą wnioski o świadczenia, zwiększyła się o 98 tys. Według stanu na 9 sierpnia do urzędu wpłynęło ponad 185 tys. wniosków dotyczących 162 tys. dzieci. A 16 września mieliśmy już 216 tys. wniosków dotyczących 261 tys. dzieci. Tak więc w przeciągu kilku tygodni w systemie pojawiło się 98 tys. dzieci. Z operacyjnego punktu widzenia to bardzo skomplikowana sytuacja. czy rząd nie zdaje sobie z tego sprawy, tak jak minister edukacji kompletnie nie miała wyobrażenia, co spowoduje jej deforma edukacji?

To wyłącznie kwestia pieniędzy. Wszystkie decyzje wydano na czas, groził nam brak środków na wypłaty.

Efektywność wydawania wniosków wynosiła u nas na 20 września 84 proc., ale co ważne, wszystkie wnioski są rozpatrywane w terminie. To wynika z dużego spiętrzenia wniosków w sierpniu i na początku września, gdy bardzo dużo rodziców składało wnioski na pierwsze dziecko. Często brakuje we wnioskach dokumentów, trzeba je uzupełniać. Na pewno nie jest to efekt naszych złych szacunków ani celowych opóźnień.

>>> Czytaj też: Nowe ulgi dla firm bez szczegółów

Do tej pory zawsze mieściliśmy się w terminie. Środki rozdysponowują dzielnice, może się pojawić różnica 1–3 dni pomiędzy dzielnicami w zakresie wypłat. Może być tak, że Śródmieście wypłaci pieniądze środki szybciej niż np. Żoliborz. Różnice dotyczące poszczególnych osób mogą wynikać z tego, że 18 dzielnic te przelewy realizuje – ale podkreślam, że zawsze wychodzą w przewidzianym czasie, do końca miesiąca.

Dziś nie powinno być ani jednego warszawiaka, do którego nie wyszedłby przelew. Myślami już jesteśmy w październiku, listopadzie i grudniu. Czekamy na 482 mln zł, by obsłużyć te wypłaty. Jeśli pieniądze za październik wpłyną do nas w terminach deklarowanych przez wojewodę, nie będzie żadnych problemów z wypłatą 500+ do końca października. Otwartym pozostaje pytanie o kolejne miesiące i kolejne transze.

Gdybyśmy w ten sposób jak rząd 500+ zarządzali naszym programem żłobkowym – a w tej chwili płacimy 1,4 tys. zł za każde kupowane miejsce w żłobkach - to miałbym tu całą kolejkę ludzi prowadzących te placówki z pytaniami, gdzie są ich świadczenia za zrealizowane usługi na rzecz miasta. To jest wyłącznie kwestia dobrego planowania. Rząd powinien oszacować i zaplanować potrzeby na program 500+ do końca bieżącego roku. W tamtym roku też ok. sierpnia–września pieniędzy zaczęło brakować, ale teraz sytuacja jest szczególna w związku z rozszerzeniem programu na pierwsze dziecko. Niestety planowanie nie jest mocną stroną tego rządu, dużo lepiej idzie mu obiecywanie.

Prezes Kaczyński ma najwyraźniej obsesję na punkcie niektórych samorządowców. To czysta manipulacja. Mówi językiem ezopowym i oskarżającym, ale swoje oskarżenia powinien raczej kierować w stronę swoich urzędników, bo to chyba oni prowadzą taką operację. My chcemy tylko pieniędzy na koncie miasta w takim czasie, by realizować te zadania bez presji. Żeby nie było żadnych opóźnień.

>>> Czytaj też: Kidawa-Błońska: Trzynasta emerytura to był nasz projekt i będziemy ją dawali co roku

Trzeba się temu na pewno przyjrzeć, bo to insynuacja, że miasto nie dba o swoich mieszkańców i nie chce wypłacać 500+. Trudno zgodzić się z nieprofesjonalnym zachowaniem jednostek rządowych, tak nie powinno się dziać w dobrze zarządzanym państwie. To sprawa polityczna, Kaczyński codziennie musi kogoś zaatakować.

Nam nie zależy na jego eskalacji, tylko rozwiązaniu. Napięcie wynika z działań strony rządowej, czyli późnego przekazywania pieniędzy i nie dbania o to, by ten proces sprawnie przebiegał. Robimy, co możemy, ale trudno spać spokojnie, gdy nie wiemy, czy i kiedy otrzymamy środki dla rodziców.

>>> Czytaj też:Wyrok TSUE dzięki Piebiakowi? On też ma kredyt we frankach (niemały)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj