Literatura światowa jest w przeważającej części literaturą liberalną i takie też są nagrody literackie.
Nie powiem tak, bo choćby Jarosław Marek Rymkiewicz jest świetnym pisarzem, nie mam wątpliwości co do wartości jego literatury, a jest konserwatystą pełną gębą. I nie ma szans na Nobla.
Oczywiście musiałabym się przyjrzeć dokładniej literackim Noblom, ale tam rzeczywiście innego rodzaju światopogląd jest w cenie. Trochę się temu nie dziwię.
Bez wieloznaczności nie ma literatury, a tę zapewnia liberalizm, bo jest bardziej otwarty, daje możliwości większego manewru, bez oceniania, osądzania.
>>> Czytaj też: Boom na książki Olgi Tokarczuk. Maszyny drukarskie pracują pełną parą
I Zagajewski ciągle nie dostał.
Przecież to nie jest tak, że w swych książkach opowiada się jednoznacznie za jakimiś projektami politycznymi.
Oczywiście, że za nagrodami literackimi – nie tylko tymi światowymi, polskimi również – stoją różne racje…
Tylko że nie nagradza się literatury jednoznacznej. Ceniony jest chociażby Houellebecq…
I można go nie lubić jako konserwatysty i mizogina.
A moim zdaniem nim jest. Tak samo tegoroczny noblista, Peter Handke, który też wywołuje wiele kontrowersji i z pewnością nie jest jednoznaczny.
Za połączenie progresywizmu z łagodnością.
W otwartości na inne możliwości świata, na to, że nie musi być tak, jak jest i można pomyśleć inaczej. Było to jednocześnie otwarcie bardziej na nieznane niż na jakieś utopijne pomysły. To odpowiada mentalności czytelników, których nie szokują ekscentryczne pomysły, typu „tu upiekę tort z muchomora, a tu mężczyzna będzie karmił piersią, a tu jeszcze Bóg zmienia świętej kobiecie płeć”.
Cały wywiad przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP
