Zagadnienie prawne, którym zajmował się SN, powstało na kanwie sprawy kobiety urodzonej w 1952 r., od stycznia 2008 r. pobierała ona wcześniejszą emeryturę, a w 2012 r. spełniła warunki nabycia prawa do emerytury z tytułu powszechnego wieku emerytalnego. I pewnie problemu by nie było, gdyby nie to, że wniosek o jej przyznanie złożyła do ZUS w 2016 r.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych wyliczył jej emeryturę powszechną od 1 maja 2016 r. (tj. od miesiąca, w którym zgłoszono wniosek) w wersji mniej korzystnej od pobieranego dotychczas świadczenia. Przy ustaleniu jej wysokości dokonał bowiem odliczenia kwot dotychczas pobranych emerytur na podstawie art. 25 ust. 1b ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (Dz.U. z 2018 r. poz. 1270) w brzmieniu obowiązującym od 1 stycznia 2013 r.

W odwołaniu od tej decyzji ubezpieczona zarzuciła, że organ rentowy w żaden sposób – także przez komunikaty na oficjalnej stronie internetowej – nie informował świadczeniobiorców o zmianie przepisów przed ich wejściem w życie. W konsekwencji nie stworzył okazji emerytom urodzonym w 1952 r., aby wniosek o przyznanie emerytury złożyli przed końcem 2012 r. i uniknęli w ten sposób jej uszczuplenia.

Sądy po stronie kobiety

Sąd okręgowy zmienił zaskarżoną decyzję organu rentowego i przyznał kobiecie prawo do emerytury od 1 maja 2016 r. na podstawie przepisów obowiązujących przed nowelizacją (czyli bez jej pomniejszenia o kwotę wcześniej pobranych świadczeń). Uznał bowiem, że art. 25 ust. 1b ustawy o FUS nie może mieć zastosowania do ubezpieczonej, która jako urodzona w roku 1952 r. powszechny wiek emerytalny uzyskała w 2012 r., a więc przed wejściem w życie nowelizacji. Bez znaczenia jest więc termin, w którym złożyła wniosek o przyznanie świadczenia, gdyż decydujące znaczenie ma data, w której spełniła warunki do przyznania emerytury z powszechnego wieku emerytalnego.

Sąd II instancji oddalił apelację ZUS. W jego ocenie do ubezpieczonej powinny mieć wprost zastosowanie regulacje obowiązujące w dacie spełnienia przez nią warunków do powszechnej emerytury (tj. 25 września 2012 r.). Nowa ustawa nie może bowiem pozbawić jej prawa, które nabyła na mocy poprzedniej regulacji.

SN z dylematem

Sąd Najwyższy, który rozpoznawał kasację ZUS, zdecydował się przekazać to zagadnienie prawne składowi siedmiu sędziów. Jego wątpliwości budziła wykładnia spornego art. 25 ust. 1b i zasady jego stosowania w kontekście wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 6 marca 2019 r. (sygn. akt P 20/16). TK uznał w nim, że ustawodawca naruszył konstytucję, wprowadzając z zaskoczenia nieznaną wcześniej zasadę obniżenia emerytury powszechnej o kwoty uprzednio pobranych wcześniejszych świadczeń.

We wniosku o przekazanie sprawy do rozpoznania składowi siedmiu sędziów SN powołał swoje wcześniejsze wyroki. W tym z 4 listopada 2014 r. (sygn. akt IUK 100/14) SN uznał, że nabycie prawa do świadczenia następuje z mocy prawa i nie jest uzależnione ani od złożenia przez ubezpieczonego stosownego wniosku, ani od potwierdzenia tego prawa decyzją organu rentowego. Zmiany w przepisach (ograniczające uprawnienia lub wprowadzające dodatkowe warunki) nie mają wpływu na istnienie uprawnienia powstałego przed nimi, niezależnie od tego, kiedy został złożony wniosek o jego realizację. Podobnie uznał SN w uzasadnieniu uchwały z 20 grudnia 2000 r. (sygn. akt III ZP 29/00), z którego wynika, że prawo do świadczeń powstaje i istnieje niezależnie od decyzji organu rentowego.

Czy to oznacza, że zawarta w art. 25 ust. 1b ustawy nowa regulacja dotycząca ustalania wysokości świadczenia może być rozumiana jako naruszenie prawa nabytego?

Sąd Najwyższy w uchwale z 19 października 2017 r. (sygn. akt III UZP 6/17) uznał, że prawem nabytym jest uprawnienie do emerytury po spełnieniu warunków ustawowych, a nie prawo do emerytury w określonej wysokości, która może być wyliczona dopiero wówczas, gdy ubezpieczony złoży wniosek o wypłatę tego świadczenia.

W ocenie składu trzech sędziów takie podejście nie było prawidłowe. Zgodnie bowiem z orzecznictwem TK w sferze praw emerytalnych i rentowych ochronie mogą podlegać prawa nabyte zarówno wskutek skonkretyzowanych decyzji przyznających świadczenia, jak i abstrakcyjnie przed zgłoszeniem wniosku. Nie jest to uzależnione od wszczęcia postępowania przed organem rentowym.

Dlatego zdaniem SN art. 25 ust. 1b narusza zasadę ochrony zaufania do państwa i stanowionego prawa w zakresie, w jakim dotyczy także urodzonych w 1952 r. kobiet, które przed 1 stycznia 2013 r. nabyły prawo do emerytury z wieku powszechnego.

Siedmiu sędziów zdecydowało

Skład siedmiu sędziów SN uznał jednak, że kwestionowany przepis nie ma zastosowania do kobiet z rocznika 1952. W ustnych motywach rozstrzygnięcia wskazano, że ochrona konstytucyjna praw nabytych, ale niezrealizowanych dotyczy tylko takich przesłanek jak wiek, staż, a nie wysokość świadczenia.

– Nie ma ona też charakteru absolutnego. Ustawodawca może ją modyfikować, w szczególności gdy ochrona innych zasad jest istotniejsza – mówiła sędzia Romualda Spyt.

W tym wypadku w ocenie SN kluczowe znaczenie mają zasady sprawiedliwości i solidarności społecznej. – Inni ubezpieczeni nie mogą ponosić kosztów nadmiernych przywilejów określonej grupy – podkreślała sędzia.

Zwróciła uwagę, że kobiety z rocznika 1953 zostały zaskoczone nowymi przepisami i nie mogły wystąpić z wnioskiem o emeryturę na starych zasadach. Te urodzone w 1952 r. miały taką możliwość, bo ustawodawca zapewnił vacatio legis.

>>> Czytaj też: ZUS: w 2080 roku emerytury wyniosą 23,1 proc. średniego wynagrodzenia

Nieznajomość prawa szkodzi

Opinia Pawła Matyji, adwokata, eksperta z zakresu ubezpieczeń społecznych

Teza samej uchwały nie jest dla mnie szczególnym zaskoczeniem. Podane przez SN ustne motywy rozstrzygnięcia również nie są pozbawione racji. Bezsprzecznie bowiem kobiety z rocznika 1952 nie zostały zaskoczone zmianą przepisów tak jak kobiety z rocznika 1953. Ich sytuacja prawna nie była analogiczna. Niemniej jednak na pewno nie była komfortowa. Nowelizacja z 11 maja 2012 r. weszła bowiem w życie 1 stycznia 2013 r. Czas do namysłu nie był więc długi, choć istotnie był. Inna sprawa – co rzecz jasna nie jest zarzutem do SN – że świadomość prawna społeczeństwa nie jest wysoka, a śledzenie nowelizacji przepisów nie jest zwyczajem powszechnym (na pewno nie w gronie emerytów). Jeśli do tego dodamy argument podniesiony przez ubezpieczoną, jakoby organ rentowy w żaden sposób nie informował świadczeniobiorców o zmianie przepisów przed ich wejściem w życie, łatwo wyobrazić sobie sytuację, że wiele kobiet urodzonych w 1952 r. o zmianach zwyczajnie nie wiedziało. Twierdzenia, że zostały zaskoczone, nie są zatem zupełnie irracjonalnie, jeśli przyjrzymy się sprawie z punktu widzenia doświadczenia życiowego.