Czeka nas wojna, a strategii nie ma [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
8 grudnia 2019, 20:15
wojsko żołnierz komandos
wojsko żołnierz komandos/ShutterStock
Powinniśmy się przygotowywać do wojny, która nas czeka. A nie tej, która już była. Mimo wielu wysiłków kolejnych ekip dalej patrzymy w przeszłość
4390411-u74863-8-kraszewski-jaroslaw017-wg-fot-20wojtek-20gorski-p.jpg
Jarosław Kraszewski generał brygady, od lipca w rezerwie, były szef Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi w prezydenckim Biurze Bezpieczeństwa Narodowego fot. Wojtek Górski

Kosza?

Byłem jedynym, który nie poniósł konsekwencji politycznych tego, co się działo w 2017 r.

Trwało zamieszanie z moim poświadczeniem bezpieczeństwa, dokumentem pozwalającym na dostęp do danych niejawnych. Poświadczenie cofnęła mi Służba Kontrwywiadu Wojskowego, którą nadzorował wówczas minister obrony Antoni Macierewicz. Bez tego nie da się na dłuższą metę funkcjonować w wojsku na wysokim stanowisku.

Byli tacy, co ponieśli konsekwencje.

Interpretację pozostawiam panu.

Nie. Ale to była jedna z przesłanek, dla których nie widziano dalszych możliwości współpracy prezydenta Dudy z ministrem obrony.

Jakbym zrezygnował po odzyskaniu poświadczenia, byłoby to interpretowane jako moje przyznanie się do winy. A ja nie mam się do czego przyznawać. To był zresztą dobry czas, by odejść, bo do wyborów parlamentarnych było jeszcze kilka miesięcy, a do wyborów prezydenckich jeszcze więcej. Służyłem w Wojsku Polskim 31 lat. By mieć wysługę i pełną emeryturę, wystarczy 28 lat sześć miesięcy i jeden dzień – a więc to nie miało znaczenia. Ze względu na ograniczenia wiekowe mogłem służyć jeszcze dziewięć lat, ale biorąc pod uwagę, że nic nie wskazywało na nadchodzące zmiany – lepiej odejść niż się męczyć.

Bo prędzej czy później w którejś kampanii wyborczej moja sprawa zostałaby wyciągnięta. I tak na pewno ktoś ją jeszcze wyciągnie, ale siła takiego uderzenia będzie już minimalna.

Nie wiem. Ale wiem, że byłem najłatwiejszym celem do uderzenia w prezydenta. Skoro głowy państwa nie można było zaatakować bezpośrednio, to uderzono we mnie.

Absolutnie to nie jest prawda. Byłem dowódcą brygady wielonarodowej, w skład której wchodzili żołnierze naszego wschodniego sąsiada. Na Ukrainie byłem wielokrotnie, nigdy nikt nie próbował mnie zwerbować. Albo jestem szczęściarzem, albo się nie nadawałem. Nowe poświadczenie bezpieczeństwa wiążące się z dostępem do informacji ściśle tajnych dostałem w 2016 r. Na pięć lat. Awans na stopień generała brygady otrzymałem w marcu 2016 r. Wcześniej byłem sprawdzany przez służby, musiał to być luty – styczeń 2016 r.

Tak. By sytuację jeszcze bardziej skomplikować, przypomnę tylko, że to minister Macierewicz wystąpił z wnioskiem o mój awans. W konsekwencji Służba Kontrwywiadu Wojskowego i Służba Wywiadu Wojskowego dokładnie mnie sprawdziły.

Ale co to znaczy źle sprawdzały?

Wnioski o mój awans wpływały do Biura Bezpieczeństwa Narodowego od 2014 r. W 2014 r. – dwa razy, w 2015 r. – raz.

Nie wiem, czy minister Siemoniak, czy ówczesne BBN. Po moim pierwszym powołaniu do BBN zyskałem łatkę zwolennika PiS. Kiedyś też spiąłem się z szefem sztabu w kwestii wyboru podwozia dla armatohaubicy Krab. To miało reperkusje, bo szef sztabu miał wówczas prawo być zdenerwowany. Też bym na jego miejscu był poirytowany. W każdym razie te wnioski były rozpatrywane w BBN i za każdym razem służby mnie sprawdzały.

Tak. Jak mówiłem, w lipcu 2016 r. dostałem nowe poświadczenie. Nie wiem, co się zdarzyło do czerwca 2017 r., do momentu, gdy mi to je odebrano. Bo ja w tym czasie nic szczególnego w kontaktach z przedstawicielami innych państw nie zrobiłem. Jeśli ktoś ma na myśli moje zdjęcie, jak się wymieniam – podkreślam: wymieniam – pamiątkowym alkoholem, to nie było to na pewno podstawą do robienia takiej awantury.

Nie, to nadinterpretacja. To było zdjęcie z oficjalnej zbiórki, na którą zostałem zaproszony podczas ćwiczeń „Peace Shield” jako dowódca brygady wielonarodowej. Byłem tam wspólnie z gen. Markiem Sokołowskim, bo jego żołnierze też tam brali udział. A na koniec podziękowano nam symbolicznym prezentem.

Jeszcze raz podkreślam – wymieniłem się.

Dokładnie. I ktoś w tym momencie zrobił ujęcie: stoję, trzymając ten dekoracyjny kartonik, w którym jest ta nieszczęsna butelka ukraińskiej wódki „Prezydencki Standard”.

Do trzech czwartych.

…1 marca 2018 r.

Dokładnie rzecz biorąc premier, minister robił rekomendację.

Nie tłumaczę tego politycznie, bo taka jest procedura. Prezes Rady Ministrów ma koordynatora z departamentem zajmującym się m.in. takimi odwołaniami. I tyle. Natomiast nie mam pojęcia, co zrobił ten departament i koordynator, bo ta procedura nie jest jawna. Ale śmiem twierdzić, że cała moja dokumentacja została ponownie sprawdzona.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj