Pan premier zaproponował mi tekę ministra, a ja ją przyjąłem. Nie wiem, czy jeszcze z kimś rozmawiał o tym, czy ktoś się starał o to stanowisko.
Każdy ma prawo do oceny osób publicznych. Jestem nauczycielem z wieloletnią praktyką, znam specyfikę tej pracy. To przydatne przy pełnieniu funkcji ministra edukacji.
Sama zmiana nazwy pragmatyki nauczycielskiej niczego przecież nie zmieni. Przypomnę, że wiele grup zawodowych ma odrębne uregulowania prawne, w których są określone ich sposoby funkcjonowania, np. służby mundurowe. Nauczyciel to zawód szczególny, trudno go traktować jako zwykłego urzędnika lub pracownika fabryki. W związku z tym stosowanie wobec niego tylko kodeksu pracy nie jest najlepszym rozwiązaniem. Jestem za tym, aby był odrębny dokument, który będzie regulował pragmatykę zawodową nauczyciela. A to, czy taka ustawa będzie się nazywała „Karta nauczyciela” czy inaczej – to już kwestia drugorzędna.
Może to być kodeks oświatowy. Nie przywiązuję do nazwy większego znaczenia.
O tym, że przepisy są nowoczesne, decyduje nie nazwa ustawy, ale jej zawartość. Mówiłem jeszcze przed wyborami, że pragmatyka zawodowa nauczycieli to jedna z tych kwestii, które nie zostały naprawione ostatnimi reformami. Trzeba porozmawiać o zmianie awansu zawodowego, ocenie pracy nauczycieli, systemie wynagradzania. A także o modyfikacji systemu finansowania oświaty.
Wracając do Karty nauczyciela – związki bardziej niż nazwą są zainteresowane dobrymi zapisami związanymi z pragmatyką zawodową. Traktują jednak Kartę jako swego rodzaju układ zbiorowy, który daje poczucie stabilizacji i muszę brać to pod uwagę.
Pierwszym tematem będzie postępowanie dyscyplinarne. Po zmianie przepisów w czerwcu 2019 r. pojawiły się głosy, że ten system szwankuje, postulaty znoszące całkowicie postępowanie dyscyplinarne, i zachęty, aby jeszcze mocniej je uregulować.
Z pewnością przepis, który zakłada, że dyrektor w ciągu trzech dni musi powiadomić rzecznika dyscyplinarnego nauczycieli, jeśli jego zdaniem dobro dziecka zostało naruszone, wymaga zmiany. Według mnie powinien mieć więcej czasu, aby przyjrzeć się sytuacji i ją wyjaśnić, a nie działać pod presją czasu.
Czasami tak, bo takie zgłoszenia mogą być zwykłą nadgorliwością ze strony dyrektorów. Większość spraw można rozwiązać w szkole, trzeba jednak rozmawiać, wyjaśniać, poznać okoliczności.
Jeśli w szkole dochodzi do naruszenia dobra dziecka, dyrektor bezwzględnie powinien zadbać o prawa ucznia. Jeśli jest taka potrzeba, zwracać się do rzecznika dyscyplinarnego.
Z naszych informacji wynika, że po wprowadzeniu nowych przepisów wzrosła liczba wniosków do rzeczników dyscyplinarnych. Trzeba się przyjrzeć, czy to są sprawy poważne czy błahe, które nie powinny być do nich kierowane, bo powodują, że poważniejsze nie będą rozpatrywane w trybie pilnym.
Ale ma też zastępców – od dwóch do nawet 30 na Mazowszu. Chcemy wprowadzić jednolite zasady postępowania dyscyplinarnego. Dlatego po raz pierwszy od kilkunastu lat zorganizowaliśmy kompleksowe szkolenia. Chcemy, aby rzecznicy przyjrzeli się przepisom i jednolicie stosowali zasady postępowania dyscyplinarnego. Chcemy też porozmawiać o innych kwestiach dotyczących tego postępowania ze związkami zawodowymi, samorządami i rodzicami.
Ale ja mam prawo, aby tego typu kwestie skierować do instytucji i osób, które nie są w zespole trójstronnym.
Finansowanie oświaty. Na razie nie chcemy podejmować decyzji, ale spytać partnerów społecznych o ich propozycje.
Na przykład. To jedna z opcji, jaką lansują samorządy. Chciałbym, abyśmy jednak pokazali kilka możliwych modeli.
Jeśli zdecydujemy się na poważniejszą modyfikację związaną z pragmatyką zawodową nauczycieli, powinno się to wiązać ze znacznym wzrostem finansowania nie tylko płacy nauczycieli, lecz także wydatków na edukację. Trudno jednak będzie wybrać jeden model. Nie wiem na przykład, czy postulat, aby płace były opłacane z subwencji w formie dotacji, jest dobrym rozwiązaniem. Szybko może to doprowadzić do gigantycznego wzrostu nakładów na płace nauczycieli, bez żadnego związku z poziomem nauczania i tym, jak przykładają się do pracy.
Z mojego doświadczenia wynika, że 24 obowiązkowe godziny przy tablicy dla nauczyciela historii czy języka polskiego to zdecydowanie za dużo. To będzie oznaczało jego mniejszą wydajność i słabsze wyniki kształcenia.
To jest jeden z tematów, o którym chcę dyskutować ze związkami i samorządami. Tu też możemy mieć kilka modeli. Podwyższenie pensum musi się jednak wiązać ze zwiększeniem wynagrodzenia.
ZNP już wielokrotnie tym straszył, choćby przy ostatniej reformie strukturalnej oświaty. A my wykazaliśmy, że jest wręcz przeciwnie, bo pojawiło się kilkanaście tysięcy etatów więcej.
To również jest kwestia do przedyskutowania. Można pójść w kierunku kolejnego stopnia, a można w stronę przeciwną, czyli uproszczenia tej procedury i zmniejszenia liczby stopni.
Dokładnie. Na przykład scedowanie przez dyrektora na nauczyciela części zadań – takich jak prowadzenie w szkole spraw związanych z awansem zawodowym.
Tak, ale z pewnością jeszcze nie na początku 2020 r. Jestem po spotkaniu w tej sprawie z prezydium Solidarności oświatowej. Będziemy nad tym pracować.
Akurat Solidarność chce rozmawiać, a nie tylko protestować.
To postulat znacznie wykraczający poza moje kompetencje. Rozumiem, czym jest to motywowane – średnie płace w ostatnich latach dynamicznie rosną. Ale co by było, gdyby doszło do załamania gospodarczego?
Minister finansów raczej nie zgodzi się na taki mechanizm.
Jeśli jakaś grupa lub środowisko chce utworzyć kolejny związek zawodowy, ma do tego prawo, a czy to się spotka z jakimś odzewem ze strony nauczycieli, to dopiero czas pokaże.
Chcę, żeby polska szkoła nadal dobrze kształciła i wychowywała polską młodzież. Chciałbym, aby nauczyciele byli bardziej zadowoleni ze swego wynagrodzenia i aby różne środowiska – nie tylko te związane z edukacją – postrzegały szkołę jako inwestycję, a nie koszt.
Najważniejsza i najbliższa zmiana dotyczy pragmatyki zawodowej nauczycieli. W drugiej połowie 2020 r. lub na początku 2021 r. przedstawimy projekty zmian ustawowych. Powinny one nawiązywać do rozwiązań charakterystycznych dla naszej tradycji, specyfiki i być może korzystać z niektórych rozwiązań stosowanych w innych państwach. Wydaje mi się jednak, że nie da się całkowicie kopiować modeli występujących w innych państwach, co niektórzy postulują. W tym kontekście wskazuje się najczęściej na Finlandię, głównie dlatego że uczniowie z tego kraju dobrze wypadają w międzynarodowych testach.
Nie zgadzam się z taką oceną. Wyniki testów PISA, które sprawdzają jedynie część umiejętności uczniów, nie przesądzają, że jakiś system jest najlepszy na świecie. Zresztą ostatnie badanie PISA pokazuje akurat spadek wyników uczniów fińskich, a szwedzcy i norwescy mają niższe wyniki niż ich polscy rówieśnicy. Chińczycy i Koreańczycy mają jeszcze lepsze wyniki w tych testach, ale czy to znaczy, że mamy przyjąć metody stosowane w Azji, gdzie uczniowie przebywają znacznie dłużej w szkole niż Europejczycy? Nasza szkoła zmienia się i unowocześnia. Dużo zależy jednak od nauczyciela, od tego, jaką ma osobowość, czy rzetelnie wykonuje obowiązki, jakimi metodami pracuje. W podstawach programowych, wprowadzanych przez moją poprzedniczkę, wskazano wyraźnie, że ważne jest nie tylko przekazywanie treści, ale również uczenie logicznego i kreatywnego, krytycznego myślenia. Dlatego zmienialiśmy standardy kształcenia nauczycieli, aby nowi pedagodzy częściej stosowali nowoczesne formy nauczania. Zmiany w edukacji są długofalowe – nie da się z dnia na dzień zmienić mentalności wszystkich pracowników.
Nie chcę określać konkretnego terminu, bo nie wiem, czy to będzie za 6, 10 czy 12 miesięcy.
Pan traktuje nauczycieli jako tych, którzy są przeciwni wszelkim zmianom, a ja uważam, że większość z nich zaakceptuje dobre propozycje. Nauczyciele chcą przecież dobrze zarabiać i spokojnie, dobrze wykonywać swój zawód.
>>> Polecamy: Okrągły stół i puste krzesła. Czy rząd weźmie udział w dyskusji?
