24-godzinny protest został zorganizowany przez największy portugalski syndykat, Główną Konfederację Portugalskich Pracowników (CGTP), przy współudziale kilku innych central związkowych, w tym grupującego pracowników sektora publicznego związku zawodowego STFP.

Jak powiedział PAP wchodzący w skład kierownictwa STFP Orlando Goncalves, głównym żądaniem strajkujących jest kilkuprocentowa podwyżka płac. Przypomniał, że socjalistyczny rząd Antonia Costy zaproponował w styczniu ich podniesienie o zaledwie 0,3 proc.

“To żenująca propozycja, która znalazła się w budżecie bez naszej zgody. Nie zgadzamy się na nią po 11 latach oczekiwania na podwyżki w sektorze publicznym” - oświadczył Goncalves.

Z szacunków organizatorów strajku wynika, że największy udział w piątkowym proteście notowany jest w służbie zdrowia oraz w szkolnictwie.

“W obu tych sektorach protestuje dziś ponad 90 proc. pracowników. W żadnym publicznym szpitalu na terenie kraju nie zostaną dziś przeprowadzone zabiegi, chyba że będą to pacjenci, którzy ulegli wypadkowi” - dodał Goncalves.

Strajk doprowadził w wielu portugalskich miastach do chaosu komunikacyjnego z powodu przystąpienia do protestu kierowców autobusów oraz pracowników kolei.

W piątek w godzinach popołudniowych w centrum Lizbony odbędzie się marsz związkowców przeciwko polityce rządu Costy. Organizatorzy spodziewają się, że weźmie w nim udział kilkadziesiąt tysięcy osób.

Piątkowy strajk pracowników sektora publicznego jest kolejnym dużym protestem organizowanym od grudnia w Portugalii. W ostatnich tygodniach akcje strajkowe przeprowadzały tam różne grupy zawodowe, m.in. policjanci, pielęgniarki oraz nauczyciele.

Z Lizbony Marcin Zatyka (PAP)