W przerwach między częstym myciem rąk (tak – to działa) warto dmuchać na zimne i równie zimno przyglądać się dokonującej się właśnie zmianie. Zamknięte (częściowo) galerie handlowe oraz przejścia graniczne dla ruchu lotniczego, kolejowego i autobusowego to jedna z ostatnich decyzji, jakie podjął rząd, by ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa. Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że wprowadza stan zagrożenia epidemicznego. Oznacza to „czasowe ograniczenie określonego sposobu przemieszczania się, czasowe ograniczenie lub zakaz obrotu i używania określonych przedmiotów lub produktów spożywczych” czy „nakaz udostępnienia nieruchomości, lokali, terenów i dostarczenia środków transportu do działań przeciwepidemicznych przewidzianych planami przeciwepidemicznymi”. Sejm przyjął ustawę o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Rząd może wprowadzić m.in. obowiązek poddania się badaniom lekarskim czy nakaz ewakuacji.

Dziś ma być ogłoszona kolejna specustawa – dotycząca przeciwdziałania skutkom gospodarczym. Oczywiście wszystkie te działania są robione z myślą o bezpieczeństwie obywateli. Rozumiem takie podejście, ale się nie cieszę. Bo z tyłu głowy mam to, że każda władza ma tendencję do tego, by poszerzać swój zakres, a potem bardzo niechętnie zagarnięte obywatelom wolności oddaje. Przykładem choćby tzw. Patriot Act, który został wprowadzony za Atlantykiem po atakach terrorystycznych z 11 września. Daje on prawo amerykańskim służbom do inwigilacji znacznie szerszej niż wcześniej. Na początku wprowadzono je tylko czasowo. Ale potem przedłużano. Kilkukrotnie. I część regulacji obowiązuje do dziś. I nie da się tego wyjaśnić tym, że to tylko działanie nielubianego przez liberałów Donalda Trumpa. Dokładnie to samo robił Barack Obama, który przez wielu (niesłusznie) uznawany jest za ikonę liberalnego podejścia do wolności obywatelskich.

Oczywiście daleko nam do środków, które na co dzień wdrażają np. Chiny do śledzenia swoich obywateli – tam kwarantanna była skuteczna m.in. poprzez bardzo rozbudowane środki inwigilacji elektronicznej. To państwo totalitarne, które ludzi mówiących jako pierwsi o koronawirusie skutecznie zakneblowało. Nam na szczęście do takich standardów daleko i nikt o zdrowych zmysłach nie sugeruje, że ruszamy w tę stronę. Co nie zmienia faktu, że przy okazji tej pandemii warto zwracać uwagę nie tylko na zdrowie publiczne, ale także na zdrowie systemu swobód obywatelskich.

Kolejnym skutkiem koronawirusa jest też to, że wszystko schodzi na drugi albo trzeci plan, ale nasi legislatorzy nie próżnują. I tak w ubiegłym tygodniu na łamach DGP opisywaliśmy projekt ustawy tworzonej w Ministerstwie Sprawiedliwości, który ma poszerzyć możliwości konfiskaty mienia przestępców. Planowane prawo w pewnym sensie odwraca logikę działania – to przestępca lub np. jego w świetle prawa niewinna konkubina będą musieli udowodnić, skąd mają majątek, a nie prokuratura dowieść, że pochodzi z nielegalnych źródeł. Takie działania sprawdziły się w walce z mafią we Włoszech. Skuteczne? Tak. Kontrowersyjne? Również. Ale dyskusji nie będzie, bo – czemu trudno się dziwić – rozmawiamy o szczepionkach i rosnącej liczbie zakażonych. W efekcie wchodzimy w fazę korona demokracji. ©℗

>>> Polecamy: Donald Trump: Stany Zjednoczone być może zmierzają ku recesji