Zamknięcie restauracji i hoteli, które należą do głównych nabywców ryb i owoców morza, oraz trudności z zachowaniem wymaganych podczas pandemii środków bezpieczeństwa na statkach spowodowały zatrzymanie w portach flot rybackich na całym świecie.

Naukowcy już zaczęli badać, jak wpłynie to na morską florę i faunę. "Mamy nadzieję, że to niezamierzone zamknięcie sezonu (rybackiego - PAP) między lutym a czerwcem-lipcem przyspieszy odnawianie się zasobów ryb i pozwoli nam szybciej osiągnąć cele związane z ochroną środowiska" - mówi hiszpański biolog morski Carlos Duarte, cytowany przez Bloomberga.

Naukowiec porównuje obecną sytuację biologiczną światowych oceanów do tej, która panowała tam podczas I i II wojny światowej, gdy również obserwowano odradzanie się środowiska morskiego.

Reklama

Na razie nie ma jeszcze danych, które potwierdzałyby te przypuszczenia, ale - jak twierdzi Duarte - orki, delfiny i foki zaczynają być obserwowane w miejscach, w których nie pojawiały się od lat.

Według niego dzieje się tak, ponieważ po oceanach pływa mniej statków i przez to jest tam ciszej. Dodaje, że przymusowy postój flot rybackich najsilniej wpłynie na gatunki zamieszkujące Morze Śródziemne, które rozmnażają się między marcem a majem, oraz na te żyjące w Atlantyku, które rozmnażają się między kwietniem a czerwcem.

Efekt będzie widoczny za rok-dwa, ale nie będzie tak wyraźny jak ten po zakończeniu II wojny światowej - ocenia ekspert.

Bloomberg przypomina, że gwałtownie spadający popyt na ryby i owoce morza negatywnie wpłynął również na rybołówstwo i związany z nim przemysł. W zeszłym miesiącu Unia Europejska zezwoliła państwom członkowskim na udzielanie tej branży pomocy finansowej. W posiadającej największą flotę rybacką w UE Hiszpanii co drugi statek stoi w porcie.

>>> Polecamy: Segregować śmieci trzeba także podczas epidemii. Góra odpadów rośnie