Prof. Tyll Krueger, zajmuje się modelami matematycznymi w medycynie i biologii, pracuje jako profesor na wydziale elektroniki Politechniki Wrocławskiej, doradza polskiemu rządowi

Co by się stało, gdyby ograniczenia wynikające z pandemii koronawirusa zostały za jednym zamachem zniesione?

Byłaby to katastrofa. Liczba chorych bardzo szybko osiągnęłaby setki tysięcy. System opieki zdrowotnej by tego nie wytrzymał. Prawdopodobieństwo, że choroba będzie miała ciężki przebieg, wynosi od 10 proc. do 15 proc. W konsekwencji odsetek zgonów przekroczyłby 10 proc. wszystkich zainfekowanych. Żaden rząd nie może sobie na coś takiego pozwolić. Byłoby to polityczne samobójstwo.

źródło: DGP

Po Wielkanocy Austria i Hiszpania zniosły część ograniczeń, by pobudzić gospodarkę. Niemcy wciąż o tym dyskutują. Za wcześnie?

Myślenie, że w momencie spadku liczby zachorowań należy zdjąć ograniczenia, jest w przypadku koronawirusa pułapką. Jeśli się to zrobi, epidemia znów wybuchnie. To niemożliwe, żeby znieść ograniczenia i nie notować wzrostu liczby zakażonych. A strategia oscylacji, polegająca na tym, że coś otwieramy, żeby po paru tygodniach znów zamknąć, to po prostu przedłużanie trwania epidemii. I nie jest to wcale bardziej sensowne z ekonomicznego punktu widzenia, niż trzymanie się restrykcji. Spośród wszystkich złych wyborów najlepszym są poważne i intensywne ograniczenia życia społecznego. Wówczas mamy szansę wyjść z opresji po około 3–3,5 miesiąca. Ale może to też trwać dłużej. Całkowite zniesienie restrykcji jest możliwe dopiero wtedy, kiedy przez 14 dni nie będzie żadnych nowych przypadków zakażeń. Dopóki są one w innych krajach i tak nie wolno otworzyć granic.

Aktywność ekonomiczną można wzmacniać, ale pod warunkiem, że zapewnimy odpowiednią ochronę: obowiązek noszenia masek, zakaz zgromadzeń, ograniczenia dotyczące liczby osób w danym pomieszczeniu itd. Nie jest zatem tak, że w pewnych konkretnych przypadkach czy pewnych branżach nie da się absolutnie nic zrobić.

Co ze szkołami?

Otwarcie szkół byłoby bardzo ryzykowne. Szkoły i uniwersytety mają bardzo wysoki współczynnik zakażeń. To oczywiste. Znajduje się tam dużo ludzi na względnie małej przestrzeni. Oprócz tego u wielu z nich choroba ma przebieg lekki lub bezobjawowy, co w tym przypadku nie jest niczym pozytywnym, ponieważ mogą zarażać nie zdając sobie z tego sprawy. A ponieważ uczniowie i studenci zazwyczaj nie mieszkają sami, to otwarcie szkół i uniwersytetów może wpłynąć na wzrost liczby zachorowań.

Zatem nie powinno się tego robić co najmniej do semestru zimowego. Inaczej sprawa się ma z egzaminami. To tylko kilka dni. Matura powinna być przeprowadzona. Nie powinno to doprowadzić do gwałtownego wzrostu zakażeń i zgonów.

Czy należy, a jeśli tak, to jak powinno się przeprowadzić wybory prezydenckie? To też tylko dwa dni, jeśli będą dwie tury.

Z epidemiologicznego punktu widzenia nie ma przeciwwskazań dla wyborów w formie elektronicznej. W przypadku innych form głosowania istnieje niebezpieczeństwo, że w ciągu jednego dnia dojdzie do bardzo wielu trudnych do uniknięcia kontaktów między osobami uprawnionymi do głosowania, co może ostatecznie doprowadzić do bardzo wielu nowych infekcji. Zdecydowanie należy tego uniknąć.

Czy dotychczasowe działania polskiego rządu są skuteczne w walce z pandemią?

Dotychczasowe działania przyniosły bardzo dużo. Krótko przed zamknięciem granic i kilka dni potem liczba chorych rosła bardzo szybko – podobnie jak w pozostałych krajach europejskich. Spowolnienie tempa wzrostu zachorowań to efekt wprowadzenia ograniczeń. Wczesne zamknięcie szkół, uniwersytetów, galerii handlowych i kościołów, namawianie do pracy z domu – to wszystko doprowadziło do zmniejszenia dynamiki rozprzestrzeniania się wirusa. Ważne jest też to, że w Polsce relatywnie dużo ludzi zaczęło wcześnie odczuwać strach przed wirusem. A strach w tym przypadku to ochrona.

Pana zespół co tydzień przygotowuje raport dla rządu, w którym opisuje aktualną sytuację i dołącza rekomendacje. Jakie zalecenia znalazły się w najnowszej analizie?

Zalecamy łączenie różnych działań. Przede wszystkim usprawnienie śledzenia kontaktów osób zarażonych i następnie badanie tych ludzi. Można dzięki temu znacząco zahamować rozprzestrzenianie się pandemii. Należy to jednak robić szybko i skutecznie, a więc usprawnić mechanizmy administracyjne. Pozytywny efekt wzmocni poszerzenie kategorii osób kwalifikujących się do testu na obecność koronawirusa. Pozwala to wykryć tych, którzy są nosicielami i zarażają, choć sami czują się nieźle albo całkiem dobrze. Oprócz tego należy utrzymać obowiązek ograniczenia kontaktów społecznych, zgromadzeń itp. ©℗

>>> Polecamy:  Pekin przesadził z dyplomacją maseczkową? „W kilka miesięcy Chiny straciły Europę”