Marszałek Senatu został zapytany w czwartek w rozmowie z Polsat News czy zamierza zbojkotować wybory 10 maja.

"Jeżeli 10 maja miałbym głosować, czy wrzucać jakąś +ulotkę+ do skrzynki, to nie wezmę w tym udziału" - odpowiedział Grodzki. Jeśli chodzi o dalsze daty - dodał - to w tej sprawie powinno dojść do "poważnych rozmów między liderami wszystkich ugrupowań politycznych, obecnych w Sejmie", być może też z udziałem marszałków: Sejmu i Senatu.

Grodzki ocenił też, że najlepszym terminem na wybory prezydenckie byłby koniec sierpnia lub początek września. Jak mówił, wówczas epidemia koronawirusa wyhamuje lub będzie pod lepszą kontrolą. Wówczas - według niego - głosowanie powinno odbyć się metodą tradycyjną - w lokalach wyborczych. "To jest mój cel, do którego - jako marszałek Senatu - namawiam innych rządzących" - podkreślił polityk Koalicji Obywatelskiej.

Zastrzegł jednocześnie, że aby ten termin był możliwy, rząd musiałby wprowadzić stan klęski żywiołowej. "Natomiast jeżeli (wybory) będą 17 lub 23 maja, to wolałbym, żeby one były 23-ego i to w formie, która wypełnia kryteria demokratyczne" - zaznaczył Grodzki.

Przypomniał, że opinie do uchwalonej z inicjatywy PiS ustawy o wyborach korespondencyjnych są najczęściej bardzo krytyczne, także stanowisko Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE, zgodnie z którym - jak mówił - ustawa "nie wypełnia kryteriów demokratycznych i grozi, że zostaniemy potraktowani jako satrapie wschodu, gdzie demokrację przestrzega się w cudzysłowie, na pokaz i fasadowo".

Marszałek Senatu ocenił też, że legitymacja wybranego w ten sposób prezydenta będzie bardzo słaba. "Przypominam sobie jak generał (Wojciech) Jaruzelski tylnymi drzwiami wchodził do Pałacu Elizejskiego (siedziby prezydenta Francji - PAP). Nie chciałbym, żeby prezydent mojego kraju był tak traktowany. Chciałbym, żeby był wybrany w demokratycznych, bezpiecznych wyborach i żeby - ktokolwiek to będzie - miał pełną legitymację do reprezentowania dumnego, godnego narodu na wszystkich forach na świecie" - powiedział Grodzki.

Po długim weekendzie majowym senackie komisje mają kontynuować prace nad uchwaloną z inicjatywy Prawa i Sprawiedliwości ustawą, która przewiduje, że głosowanie w wyborach prezydenckich w 2020 roku odbędą się wyłącznie drogą korespondencyjną. Ustawa daje ponadto możliwość marszałkowi Sejmu zmianę terminu wyborów w przewidzianych konstytucją granicach (najpóźniej mogłyby się odbyć 23 maja).

Głosowanie nad ustawą odbędzie się w Senacie prawdopodobnie 6 maja i z wypowiedzi polityków opozycji, która ma w izbie wyżej parlamentu większość, wynika, że Senat przyjmie uchwałę o odrzuceniu ustawy w całości. Sejm miałby rozpatrzyć stanowisko Senatu 6 lub 7 maja.

>>> Czytaj też: "FT": Europa Środkowo-Wschodnia radzi sobie z pandemią lepiej niż reszta kontynentu. Różnice są uderzające