- Dla wielu osób prosty świat się skończył, należy sobie uświadomić, że nie istnieje coś takiego, jak jedna cena ropy. Na rynku mamy różne gatunki ropy, które notowane są przy różnych cenach, w zależności od etapu rozliczenia kontraktu terminowego, w ramach którego ropa ma dotrzeć do odbiorcy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Rynek ropy jest mało elastyczny, a popyt na ropę spadł dramatycznie. O ile złoto można magazynować na względnie niewielkiej przestrzeni, to przechowywanie ropy wymaga dużych przestrzeni, wykorzystuje się do tego także tankowce.

Gdy popyt tak gwałtowanie spada i wszyscy chcieli magazynować ropę, do czasu aż jej ceny wzrosną, to zabrakło miejsca także na tankowcach, choć wzrosły ceny za przechowywanie ropy.

>>> Czytaj też: Świat tonie w ropie. Sytuacja na rynku przypomina połowę lat 80. XX w.

Ci inwestorzy, którzy poprzez kontrakt terminowy byli zobligowani do odbioru ropy naftowej nagle nie byli w stanie wycofać się z takiego kontraktu i chcieli go sprzedać po dowolnej cenie.

- Doszliśmy do kuriozalnej sytuacji, gdy właściciele kontraktów spanikowali – komentuje ekspert XTB. - To jednak nie oznacza, że wkrótce będziemy mieli taką sytuację, że na stacjach paliw nam dopłacą za zatankowanie benzyny.

Nie ma gwarancji, że popyt odbije w takim stopniu, że ceny ropy zdecydowanie wzrosną. Ropa brent kosztuje w okolicach 25 USD za baryłkę, czyli jej cena jest o 65 proc. niższa niż przed rokiem.

- W najbliższych miesiącach cena ropy będzie bardzo niska, ale też sytuacja jest bardzo dynamiczna – dodaje Kwiecień. - Obecnie jednak nie widać powodów, aby popyt na ropę miał być wyższy, przewyższając podaż.

CENY ROPY ZNÓW BĘDĄ UJEMNE?