Jak pisze "Financial Times" - który zamieszcza wywiad z japońskim premierem na pierwszej stronie środowego wydania - uwagi Aso stanowią kolejną oznakę głębokich podziałów, istniejących w kwestii strategii walki z kryzysem wśród uczestników londyńskiego szczytu dwudziestu państw rozwiniętych i tzw. wschodzących gospodarek.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel w ubiegłym tygodniu ostrzegała, iż dalsze nadmierne wydatkowanie pieniędzy publicznych w ramach stymulowania gospodarki może grozić destabilizacją sytuacji - przypomina londyński dziennik.

W wywiadzie dla "Financial Times" Taro Aso przypomniał, że Japonia w latach 90. przeżyła już podobny kryzys (tzw. azjatycki kryzys finansowy) i przekonała się, iż bodźce finansowe okazały się wówczas skuteczne. "Nasze doświadczenia sprzed 15 lat sprawiły, iż wiemy, jakie kroki są konieczne, podczas gdy takie kraje jak USA czy państwa europejskie mają po raz pierwszy do czynienia z podobną sytuacją" - zaznaczył japoński premier. "Myślę, że są kraje, które rozumieją znaczenie mobilizacji finansowej - są też takie, które tego nie pojmują" - dodał.

Zdaniem gazety, Taro Aso stanął po stronie Waszyngtonu, opowiadającego się za skoordynowanym pompowaniem przez rządy dodatkowych sum w gospodarki - przeciwnie niż Francja i Niemcy, które uważają iż może to jedynie doprowadzić do zachwiania sił rynkowych.

"Financial Times" odnotowuje też inną ważną oznakę podziałów w gronie "dwudziestki" przed czwartkowym szczytem w Londynie - groźbę prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego, iż odejdzie od stołu rokowań, jeśli nie zostaną przyjęte jego propozycje.