Charles: po kryzysie przyjdzie czas na innowacje

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
16 maja 2009, 10:19
Bernard Charles, prezes i dyrektor naczelny Dassault Systemes
Bernard Charles, prezes i dyrektor naczelny Dassault Systemes Fot. Bloomberg/DGP
Dla wielu spółek kryzys może stanowić prawdziwą okazję do przekształceń. Zmiany nastąpią między innymi w zakresie organizacji, technologii, nowych produktów, nowych metod, czy nowych ofert - mówi Bernard Charlesem, prezes i dyrektor naczelny Dassault Systemes.

● Czy widzi pan światełka nadziei w gospodarce?

– Jeszcze nie jestem pewien. Coś mi się wydaje, że sięgnęliśmy dna.

● To by znaczyło, że sytuacja nie pogarsza się tak szybko, jak zapowiadano?

– Nie tak szybko, jak pod koniec IV kwartału zeszłego roku, ale z prawdziwą nadzieją na ożywienie trzeba poczekać na silniejsze sygnały.

● Dlaczego europejscy szefowie sprawiają wrażenie mniej optymistycznych niż amerykańscy?

– To jest pewien kulturowy aspekt, związany z zachowaniami przywódców firmy. Dla wielu spółek obecna sytuacja może stanowić prawdziwą okazję do przekształceń.

● Jakiego rodzaju przekształceń pan się spodziewa?

– Innowacyjności... w sensie organizacji, technologii, nowych produktów, nowych metod, nowych ofert, które chciałoby się realizować... Nie ma znaczenia, czy chodzi o maszyny, energię budownictwo, dostarczanie układów dla miast czy transportu... zmiana nastąpi.

● Czy martwi pana to, że wiele firm odkłada inwestycje?

– Jest ich wiele w liczbach bezwzględnych, ale nie w kategoriach dążenia do nowych przedsięwzięć, które staną się zasadniczymi cechami wyróżniającymi. Na przykład z naszego punktu widzenia kwestia sprowadza się do pytania: wielkość transakcji czy ich ilość? Widzimy, że prowadzi się więcej inwestycji, z tym, że one należą do kategorii, w której są zamówienia – co świadczy o tym, że istnieje ruch w kierunku tworzenia nowych przedsięwzięć albo nowych układów dynamiki spółek, nawet w przemyśle przestrzeni kosmicznej.

● Jak pan przypuszcza, dlaczego Europa nigdy nie dorównała USA w rozwijaniu branży technologicznej?

– W grę wchodzi wiele czynników. W Europie mamy znaczną zawartość technologii w rozmaitych produktach i rozwiązaniach – na przykład w całej gamie produktów i rozwiązań codziennego użytku. Z tego wynika, że granice technologii mogą się zmienić, ponieważ produkty stają się coraz bardziej inteligentne. Dotyczy to zarówno przedmiotów, których – na przykład – używamy we własnym samochodzie, i sposobów powstawania samolotów. Dlatego ja ostrożnie definiowałbym granice.

● Ale w Europie nie ma Doliny Krzemowej.

– To prawda. Z punktu widzenia pierwotnej definicji branży technologii jako związanej z technologią komputerową czy nawet oprogramowaniem – rzeczywiście nie ma.

● Czy chce pan powiedzieć, że w Europie silniejszy jest związek technologii z niemodnymi branżami, takimi jak motoryzacja czy energetyka?

– To są moi klienci i nie nazwałbym ich niemodnym przemysłem, ponieważ wiele produktów, których będziemy używać, rewolucjonizuje się. W Europie są silni liderzy – w łączności, w transporcie, a nawet w technologii kosmicznej. Ta gra jeszcze się toczy.

● Kapitalizm w anglosaskim stylu zbiera potężne cięgi. Czy zmieni się sposób prowadzenia europejskich firm?

– Niewykluczone, że na nowo odkrywamy rdzeń akcjonariatu jako klucz do posiadania przez spółkę długofalowej strategii. Bez rodzinnej własności nigdy nie doszlibyśmy do pozycji światowego lidera w naszym sektorze, bo ktoś mógł nas wykupić we wczesnej fazie rozwoju – i byłby koniec.

● Czy udział pracowników w decydowaniu o sposobie prowadzenia firmy będzie wzrastać?

– Nie wątpię. Kiedy się patrzy, na przykład, na efekty społecznościowego networkingu, to widać, że współpracownicy utrzymują kontakty poza pracą w takim zakresie, że to buduje reputację firmy. Dzięki temu będą ewoluować zachowanie, zarządzanie, przywództwo, nadzór korporacyjny.

● Pracownicy wychodzą na ulicę. We Francji zdarzają się nawet porwania szefów. Czy nie obawia się pan rozlania niepokojów społecznych?

– Myślę, że pod rządami naszych nowych przywódców prowadzi się tyle reform, że sama ich liczba stanowi wyzwanie – a jeszcze większym wyzwaniem jest prowadzenie ich w trudnej sytuacji gospodarczej.

● Ale nie boi się pan porwania?

– A powinienem? Nie wiem. Uważam, że mam dobre stosunki z współpracownikami. Nie jestem nowym przywódcą. Ciągle jeszcze uważam się za młodego człowieka – ale, jakkolwiek na to patrzeć, prowadzę i rozwijam tę firmę od czasu, gdy nasz zespół liczył 15 osób do dziś, gdy jest światowym liderem. Znamy się.

FABRYKA Z KOMPUTERA

Bernard Charles należy do grona pionierów europejskiej branży technologicznej. Rozbudował Dassault Systemes, która jest dziś światowym liderem w dziedzinie oprogramowania wykorzystującego grafikę 3D. Ma 52 lata. Po ukończeniu Ecole Normale Supérieure w Cachan podjął pracę w pionie badań i rozwoju firmy, z którego w 1988 r. awansował na stanowisko prezesa. W 2002 roku został dyrektorem naczelnym. Pod jego kierunkiem spółka zrewolucjonizowała projektowanie. Współpracowała w Boeingiem przy projektowaniu samolotu 777 – wyłącznie komputerowo, bez fizycznych prototypów. Jej software pomaga firmom w wizualizacji nie tylko produktów, lecz całych fabryk istniejących na razie tylko na monitorze.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: FT
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj