Od dziś można ominąć bankowe spready na walutach, bo weszła w życie rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego, dająca klientom banków możliwość przyniesienia franków czy innej waluty do kasy w miejsce przymusu zamiany waluty w banku i na jego warunkach.

Tym samym na racie kredytu walutowego można zaoszczędzić miesięcznie ponad 40 zł, jeśli klient zdecyduje się sam przynieść walutę do kasy banku. Ta opcja może być opłacalna, ale trzeba wszystko dobrze policzyć. Pisaliśmy już o tym. Zmiana waluty może się nie opłacić.

Bank musi przyjąć walutę….

Co prawda zgodnie z rekomendacją S II – przypomina KNF - bank musi zapewniać nieodpłatny dostęp do informacji o kursach walutowych i stosowanych spreadach, nie może też wobec kredytobiorców stosować mniej korzystnych kursów walut niż dla pozostałych klientów, musi umieścić w umowie zapisy o sposobach i terminach ustalania kursów walut, na podstawie których wyliczana jest kwota kredytu, transze i raty oraz zasady przeliczania na walutę wypłaty i spłaty kredytu.

…Ale może taż naliczyć dodatkowe opłaty

Jednak kurs i spread nie są jedynymi czynnikami składającymi się na bilans korzyści i kosztów. 

Na przykład aneks do umowy – od 50 do 1875 zł

Jest przecież opłata za aneks do umowy kredytowej, który trzeba zawrzeć przed rozstaniem się z przymusowym bankowym kantorem. Może to być 50 zł jak w Alior Banku czy Pekao SA. Ale może być i 500 zł jak w Millennium. Zaś jeśli bank liczy koszty aneksu procentowo, to np. w Nordea Bank Polska, gdzie opłata wynosi 0,75 proc. kwoty pozostałej do spłaty, to przy 250 tysiącach zł pozostających do spłaty aneks kosztuje 1875 zł – przypomina w rozmowie z Forsal.pl Katarzyna Siwek, analityk Expandera. 

Zyski po 2 czy po 50 miesiącach

„Na przeciętnej racie można oszczędzić ok. 40 zł, przy kredycie 300 tys. zł zaciągniętym we frankach na 30 lat, jeśli był to kredyt wzięty rok temu. Przy średnim spreadzie miesięczna rata takiego kredytu wyniosłaby ok. 1589 zł, jeśli waluta byłaby kupowana w banku, zaś jeśli klient sam kupiłby ją w kantorze, to rata wyniosłaby ok. 1546 zł przy średnim kursie kantorowym” – wylicza Katarzyna Siwek.

Zatem jeśli ktoś kupi franki w kantorze, to w Alior Banku czy Pekao SA koszt aneksu zwróci mu się bardzo szybko, bo już po drugiej racie płatności - dodaje. Trzeba jednak pamiętać, że w Pekao SA ani w Alior Banku decyzja o kupowaniu waluty na własną rękę nie będzie dotyczyć wielu osób: Pekao SA od dawna stawiał na kredyty w złotych, zaś Alior Bank funkcjonuje od ubiegłego roku. W Millennium zacznie się wychodzić na swoje po roku. Ale już w Nordea zwracanie się kosztów aneksowania umowy zajmie ponad 3,5 roku. 

Katarzyna Siwek zwraca też uwagę, że część banków, które stosowały najniższe spready, ma też wobec klientów niskie zapory cenowe w postaci kosztów aneksów. Tak jest w Pekao SA, PKO BP, Alior Banku, BZ WBK czy ING, gdzie koszty aneksu zwracają się po trzeciej, a najdalej, czwartej racie. 

Czekają nas nieprzyjemne niespodzianki z bilonem

Jeśli już ustalimy, że w naszym banku szybko wychodzimy na swoje po opłaceniu aneksu, to trzeba też pamiętać o innych drobiazgach, takich jak końcówka raty, czyli np. kilka franków plus centimy. Expander przypomina, że banki, z nielicznymi wyjątkami, nie przyjmują bilonu w ogóle, albo od wpłat pobierają prowizje sięgające 50-60 proc. Nie jest też łatwo kupić bilon w kantorze. 

„Tylko trzy banki – Fortis, DnBNord oraz Kredyt Bank – deklarują, że będą przyjmować bilon od spłacających kredyty i nie pobiorą od tego prowizji. 

Do końcóweczkii w bilonie trzeba doliczyć prowizyjkę. Ot – 60 procencików

PKO BP też przyjmie bilon, ale obciąży wpłatę 50-proc. prowizją. Z kolei Raiffeisen Bank przyjmie bilon tylko w przypadku wpłaty w euro (dla franków nie ma takiej możliwości). Prowizja wynosi 60%. Banki, które nie przyjmą bilonu to m.in. BOŚ, Multibank, ING Bank Śląski, Alior, Nordea, Citibank Handlowy, Millennium i Dominet.
Kredytobiorca musi się w takim wypadku liczyć z tym, że bank zaproponuje wpłatę zaokrągloną w górę do najmniejszego banknotu i zdeponowanie nadwyżki na rachunku, na poczet kolejnej raty. Takie rozwiązanie będą stosować np. ING, Alior i Millennium. W Citibanku Handlowym kredytobiorca będzie miał największy na rynku wybór: będzie mógł nadpłacić walutę i zdeponować nadwyżkę na rachunku, będzie mógł dostać resztę w złotych, bądź zapłacić niższą kwotę a końcówkę, wyrażoną w bilonie, kupić w banku (robiąc przelew między kontem PLN a CHF)” – wylicza Expander.

Można korzystać z przelewów kredytowych

Problem spłaty końcówek można próbować obejść stosując przelewy walutowe (tu jednak trzeba popatrzeć na koszty takich przelewów, czy nie zjedzą oszczędności na samodzielnym kupowaniu waluty). 

Być może uda się skorzystać z takiej opcji, jaką oferuje Deutsche Bank PBC, który w okresie promocyjnym, czyli do połowy 2011 r. proponuje korzystanie z konta złotowego i walutowego we frankach jednocześnie, na konto frankowe można dowolnie wpłacać walutę, ale jest ono nieoprocentowane. Aneks do umowy kredytu mieszkaniowego kosztuje 250 zł. Przelew walutowy można zrobić zarówno spłacając kredyt w CHF zaciągnięty w DB PBC (wówczas jest bezpłatny), jak i innych bankach. Jak informuje bank, klienci, którzy spełnią warunki określone w regulaminie, otrzymają zwrot „premii” za przewalutowanie w wysokości 4 proc. (nie więcej niż 400 zł) kwoty transakcji. Warunek to aktywne korzystanie z konta w złotych (przynajmniej dwa przelewy z konta) i miesięczne wpływy na to konto nie niższe niż 3 tys. zł. 

Nagłego runu na franka nie będzie

Jak na razie kredytobiorcy nie rzucili się masowo do kantorów aby wykupywać franki szwajcarskie, czyli ulubioną walutę kredytów hipotecznych. Pierwszy dzień możliwości obejścia bankowych kursów walutowych nie wpłynął na rynek walutowy i należy przypuszczać, że tak pozostanie. Joanna Pluta, analityk DM TMS Brokers zwraca w rozmowie z Forsal.pl uwagę, że osoby spłacające kredyt walutowy nie będą przecież musiały kupować waluty w terminie narzuconym przez bank, tylko będą mogły sobie wybrać dogodny dla nich dzień w miesiącu. Dodatkowo terminy spłat nie przypadają w jednym dniu. 

„Nie powinno być więc znaczących ruchów na rynku, waluty kupują banki lub ich klienci, więc saldo operacji na rynku się nie zmieni” – podkreśla Joanna Pluta. „Gdyby było zagęszczenie operacji spłat rat kredytowych w danym terminie, możliwa byłaby większa presja deprecjacyjna na złotego. Nie sądzę jednak, by nowe regulacja miały duży wpływ na sam rynek. Klienci zapewne w większości będą kupować walutę przy zbliżającym się terminie spłaty. Nowe zasady raczej wpłyną na ich samopoczucie i płynność. Z drugiej bowiem strony będą przecież mogli, jeśli kurs franka będzie dla nich korzystny, kupić jednorazowo większą kwotę, wystarczającą na więcej niż jedną ratę” – mówi Joanna Pluta.