W warzywniaku marże sięgają 30 proc.

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
26 sierpnia 2009, 13:41
Pomidory fot. sxc.hu
Pomidory fot. sxc.hu/ST
Towar najlepszej jakości daje szansę na pokonanie konkurencji w postaci supermarketów. Warto też realizować specjalne zamówienia.

W sklepie warzywno-owocowym ważniejsze od dużego wyboru jest zachowanie wysokiej jakości towaru. W zachowaniu świeżości pomoże chłodnia na zapleczu, w której będą przechowywane łatwo psujące się owoce i warzywa, jak sałata, truskawki, maliny. Jej brak wiąże się z większymi stratami w sklepie, nawet do 10 proc. towaru. Koszt zakupu chłodni to około 600–1,2 tys. zł.

 Tylko wysoką jakością towaru można pokonać supermarkety. Klienci są gotowi zapłacić kilka procent drożej, by tylko warzywa były smaczne i świeże – zauważa Paweł Kosowski ze sklepu Jarzynka na warszawskim Mokotowie.

Na początek najlepiej postawić na szybko rotujące owoce i warzywa, takie jak jabłka, gruszki, pomidory, sałatę, ogórki, ziemniaki – wystarczy po 10–15 kg każdego asortymentu.

 Egzotyczne, drogie owoce warto sprowadzać pod konkretne zamówienia. Inaczej można narazić się na duże straty – uważa Paweł Kosowski.

Dodaje, że warto też postawić na ekologiczne warzywa i owoce, których sprzedaż w Polsce rośnie bardzo dynamicznie, średnio o kilkanaście procent w skali roku. W Polsce zaczyna działać coraz więcej gospodarstw, które prowadzą ekologiczne uprawy. Ofertę można także rozszerzyć o suszone owoce oraz bakalie, oraz warzywa kiszone.

 Odradzam sprzedawanie towaru w opakowaniach jednostkowych. Klienci kojarzą tę formę sprzedaży z hipermarketami, które w ten sposób najczęściej próbują wcisnąć klientom towar gorszej jakości – zauważa Jan Rozwadowski, właściciel sklepu w Piastowie.

Właściciele sklepów warzywno-owocowych są zgodni, towar najlepiej kupować na giełdzie bezpośrednio od rolników. Wówczas można zaoszczędzić od kilku do kilkunastu procent na produkcie w porównaniu z hurtownią.

 Marże w sklepie warzywno-owocowym wahają się od 20 do 30 proc. Najwyższe są na towarach najszybciej psujących się, by zrekompensować ewentualne straty – mówi Jan Rozwadowski.

Mimo wysokich marż generowanych przez tego rodzaju placówki, na zwrot z inwestycji trzeba trochę poczekać. Średnio około roku. A to dlatego, że asortyment w sklepie jest ograniczony tylko do dwóch czy trzech kategorii towaru, które na dodatek charakteryzują się stosunkowo niską ceną.

 Aby biznes był dochodowy, przy stale rosnących kosztach energii czy ZUS, dzienny obrót placówki powinien wynosić 1–1,5 tys. zł – informuje właściciel sklepu warzywnego Cebo w Dąbrowie Górniczej.

Koszty utrzymania samej placówki nie są wysokie. Gdy jednak doliczymy do tego wydatki na wynajęcie lokalu – 1–2 tys. zł, na zatrudnienie każdego z pracowników – 800–1,1 tys. zł miesięcznie oraz na eksploatację samochodu dostawczego – 0,8–1 tys. miesięcznie, wzrastają one znacząco. Bywa, że w niektórych lokalizacjach na rękę właścicielowi nie zostaje nawet 2 tys. zł. Ale są też warzywniaki, które na czysto zarabiają przynajmniej dwa razy tyle.

40 tys. zł

kosztuje średnio otwarcie warzywniaka

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj