Amerykanie wrócili do pracy

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
4 grudnia 2009, 17:08
Paweł Cymcyk
Paweł Cymcyk/Forsal.pl
W piątek teoretycznie mieliśmy normalny dzień działalna giełd. Ale tylko teoretycznie, bo przez pierwsze pięć godzin działania GPW więcej inwestorzy aktywnością przypominali uśpionego leniwca.

Zmiany na rynkach były minimalne, bo wszyscy oczekiwali na główne danie, którym był raport z amerykańskiego rynku pracy. Cały dzień był podporządkowany tylko temu wydarzeniu i jak się okazało dostarczyło ono sporo emocji. Nic dziwnego, bo raport był zaskakujący. Pilnie obserwowana stopa bezrobocia w USA okazała się nadal dwucyfrowa, ale wyniosła dokładnie 10 proc. czyli w porównaniu z poprzednim miesiącem spadła o 0,2 proc. To była dopiero pierwsza dobra informacja. Do tego w sektorze pozarolniczym ubyło tylko 11 tysięcy miejsc pracy, podczas gdy szacowano że będzie to aż 130 tysięcy. Jest to więc najniższa wartość od momentu rozpoczęcia recesji. Jakby tego było mało zrewidowano też w dół analogiczne dane za październik. Oficjalnie zlikwidowano wtedy nie 190 a tylko 111 tysięcy miejsc pracy. Kolejna informacja dotyczyła wzrostu średniej pensji i średniej długości tygodnia pracy. Tu popyt też miał się z czego cieszyć, bo długość pracy wzrosła najbardziej od marca 2003 i wynosi już 33,2 godziny. To dobra informacja, ponieważ wraz ze wzrostem liczby godzin zwiększa się też zatrudnienie.

Taki zestaw danych zmienił całkowicie obraz dnia. Do godziny 14:30, czyli do publikacji obrót na całym rynku GPW ledwo przekroczył 400 mln złotych. Dane były tak energetyzującym impulsem, że WIG20 w chwilę zyskał ponad 20 pkt., a obrót podwoił się w ciągu godziny. Na tym zmiany się nie zakończyły i popyt w ostatniej godzinie sesji doprowadził do ustanowienia nowych maksimów. Świetnym pretekstem do kontynuacji ruchu w tym czasie był komunikat, że zamówienia w USA na dobra bez środków transportu w ostatnim miesiącu wzrosły o 0,5 proc., a oczekiwano spadku.

WIG20 wzrósł o 2,5 proc. i choć można narzekać, że obrót nie jest duży to trzeba pamiętać, że prawdziwa sesja trwała tylko 1,5 godziny. Niestety optymizm udzielił się tylko największym spółkom. Małe i średnie spółki wciąż pozostają poza zainteresowaniem niezależnie od tego jak układa się sytuacja na blue chipach.

Dzisiejszy wzrost powoduje, że pierwszy tydzień grudnia kończymy w wyśmienitych nastrojach. WIG20 zyskał ponad 5,6 proc., wyszedł na nowe szczyty, czym otworzył drogę do 2500 pkt. Identyczny optymizm płynie z pozostałych giełd europejskich, które zachwycają się poprawą na rynku pracy. W tym całym sielankowym obrazie pojawił się jednak bardzo dziwny czynnik. Dotychczas inwestorzy widząc dobre dane z amerykańskiej gospodarki sprzedawali dolara i kupowali akcje. Stąd ostatnie pół roku giełdowych wzrostów . Tym razem dobre dane spowodowały, że kurs EUR/USD spadł o ponad 2 centy. Taka dywergencja nie utrzyma się długo i przez nią nasuwa się pytanie czy mamy do czynienia z realizacją zysków na dolarze, czy też dzisiejszy giełdowy wystrzał był tylko pułapką i w nowym tygodniu rynki wrócą do spadków.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: A-Z Finanse
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj